7 grudnia 2018, piątek, 13:16

Andrzejkowo

Tak by­ło ty­dzień te­mu…

Powiązane wpisy

16 listopada 2018, piątek, 9:17

Bliskie spotkanie ….

To by­ło tuż po zmierz­chu, ale przy tym po­chmur­nym, li­sto­pa­do­wym dniu do­oko­ła po­se­sji pa­no­wa­ła ciem­no­ść. Jedynie wi­szą­ca lam­pa na pod­cie­nia­ch cha­ty roz­świe­tla­ła nie­wiel­ką czę­ść ogro­du.

Wracałem do cha­ty z ko­biał­ką pod­pał­ki, któ­rą kil­ka­na­ście mi­nut przy­go­to­wy­wa­łem w dre­wut­ni. On stał w ca­łej oka­za­ło­ści w peł­ni świa­tła na pod­cie­nia­ch pod drzwia­mi wej­ścio­wy­mi. Znalazłem się dwa me­try od nie­go i za­mar­łem. Po dłuż­szej chwi­li pró­bo­wa­łem wy­du­sić z sie­bie ja­kiś stłu­mio­ny okrzyk, by go zmu­sić do opusz­cze­nia te­go miej­sca, rów­no­cze­ście ener­gicz­nie tu­piąc no­gą. Dłuższą chwi­lę przy­glą­dał mi się ba­daw­czo i od­sze­dł kil­ka me­trów da­lej, po­zo­sta­jąc na­dal w krę­gu świa­tła lam­py nie­opo­dal pod­cie­ni cha­ty. Nie wark­nął na mnie, nie za­szcze­kał, nie wy­trzesz­czył zę­bów, ale i nie ucie­kał.

Wyglądał na do­brze zbu­do­wa­ne­go i sil­ne­go. Miał unie­sio­ny brą­zo­wy łeb ze ster­czą­cy­mi usza­mi i moc­nym kar­kiem. Z lek­ko opa­da­ją­cym grzbie­tem w kie­run­ku tyl­ny­ch łap i pu­szy­stą, się­ga­ją­cą zie­mi brą­zo­wą, przy­pa­la­ną i buj­ną ki­tą.

Zatrzymał się, zwra­ca­jąc łeb w mo­im kie­run­ku z wle­pio­ny­mi we mnie błysz­czą­cy­mi śli­pia­mi. Postał chwi­lę, a ja po­now­nie pró­bo­wa­lem krzyk­nąć, ro­biąc kil­ka kro­ków w je­go kie­run­ku. Zrobił kil­ka­na­ście kro­ków, okrą­ża­jąc gru­pę drzew na­sze­go ro­sną­ce­go tuż przy do­mu ja­wo­ra. Znów się za­trzy­mał, od­wra­ca­jąc łeb w mo­im kie­run­ku z ba­daw­czym spoj­rze­niem. Ja  prze­stą­pi­łem dwa kro­ki w je­go kie­run­ku i znów pró­bo­wa­łem krzyk­nąć. On okrą­żył nie­wiel­ki pa­gó­rek z kom­po­stow­ni­kiem i ro­sną­cym przy nim su­ma­kiem i znów zna­la­zł się w krę­gu świa­tła pod Małym Domkiem – na wpro­st otwar­tej bra­my wjaz­do­wej. Jeszcze raz skrzy­żo­wa­ły się na­sze spoj­rze­nia, po czym lek­ko bu­ja­ją­cym się truch­tem znik­nął w ciem­no­ścia­ch oka­la­ją­cy­ch Chatę w le­sie.

Jeszcze na dłu­go te­go wie­czo­ru po­zo­stał mi ob­raz bli­skie­go spo­tka­nia z no­wym miesz­kań­cem na­szy­ch Borów Stobrawskich.

PS. Przed czte­re­ma la­ty w po­ście z 21 mar­ca 2014 ro­ku pi­sa­łem o gosz­czą­cy­ch w Chacie w le­sie na­ukow­ca­ch z Białowieży, któ­rzy za­po­wia­da­li ose­dle­nie sie u nas ty­ch „go­ści”.

Powiązane wpisy

15 listopada 2018, czwartek, 9:59

Będzie żenicha kresowa

O te­go­rocz­ny­ch zbio­ra­ch owo­ców dzi­kiej ró­ży już ja­kiś czas te­mu pisałem.Właśnie się prze­mro­zi­ły, bo cze­ka­ły od mie­sią­ca w za­mra­żar­ce na swo­ją po­rę . Będzie na­lew­ka z dzi­kiej ró­ży – że­ni­cha kre­so­wa, bo z ta­kiej tra­dy­cyj­nej re­cep­tu­ry ko­rzy­stam. Pochłodniało, więc na pie­cu cze­ka­ją dwa sło­je z za­la­ny­mi owo­ca­mi wraz z kom­po­nen­ta­mi. Po mie­sią­cu do­dam jesz­cze od­po­wied­nio roz­pusz­czo­ny miód i na­lew­ka bę­dzie go­to­wa do fil­tro­wa­nia i roz­le­wu do bu­te­lek. Po Nowym Roku bę­dzie ją moż­na już  de­gu­sto­wać, choć by­ło­by do­brze, gdy­by po­le­ża­ko­wa­ła kil­ka mie­się­cy.

Czeka też od­po­wied­nia ety­kie­ta mo­jej kul­to­wej już na­lew­ki Stobrawskiej. A za­in­te­re­so­wa­ni mo­gą zna­leźć mo­ją re­cep­tu­rę w po­przed­ni­ch po­sta­ch na blo­gu.

 

Powiązane wpisy

8 listopada 2018, czwartek, 10:18

Śpiewamy Hymn w lesie …

 

Zapraszam do wspól­ne­go od­śpie­wa­nia Hymnu Polski z oka­zji 100 rocz­ni­cy od­zy­ska­nia przez Polskę nie­pod­le­gło­ści.

11 li­sto­pa­da o go­dz. 12.00  na po­se­sji Chaty w le­sie.

Naszą ak­cję zgło­si­li­śmy na por­ta­lu: https://niepodlegla.gov.pl/wydarzenia/niepodlegla-do-hymnu-564

Będzie też wspól­ne ogni­sko i nie­spo­dzian­ki, a kon­kret­nie mi­ni­kon­cert na gon­ga­ch.

Zapraszamy chęt­ny­ch w na­sz le­śny, li­sto­pa­do­wy ple­ner.

Powiązane wpisy

24 października 2018, środa, 18:27

Jesień umyka …

Nasza dro­ga do Chaty w le­sie.

Tak by­ło jesz­cze nie­daw­no te­mu. Złotojesienne ale­je z wy­ło­ga­mi ru­bi­nu oka­la­ją­ce kasz­ta­no­we tra­sy. To czer­wo­ne dęb­cza­ki, wy­ście­la­ją­ce po­bo­cza dróg.

Złotojesienna droga do chaty

Ale czas umy­ka – li­ście opa­da­ją, ko­lo­ry bled­ną. Złoto przy­ga­sa, a ru­bi­ny za­stę­pu­je sza­ra­wa mie­dź. Babie la­to już chy­ba nie­ubła­gal­nie od­cho­dzi.

Powiązane wpisy