Blog
sty 14

O dawnym gospodarzu – poecie

Wczoraj otrzymałem wylicytowany na Allegro tomik poezji pt. Spotkanie Janusza Gałka. Właśnie on był gospodarzem domu, który przed laty kupiliśmy. Niewiele o nim wiemy, choć pozostało jeszcze na strychu kilka portretów, które malowała jego żona (postaram się je kiedyś sfotografować). Dotarliśmy do starych notatek, w tym m.in. do kalendarza z barwnymi zapiskami z pewnego okresu życia domowników. Może kiedyś pokuszę się o przedstawienie zapisu chronologicznego życia byłych mieszkańców chaty w lesie. Przewijało się tu interesujące towarzystwo – cyganeria artystyczna. Postaram się zatem przybliżyć atmosferę tego domu sprzed kilkudziesięciu lat.

Dziś zacytuję fragment ze zdobytego tomiku (podobno było ich kilka), wydanego w 1983 roku przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu.

„dosiedzenie własnego miejsca

muszę rozłożyć w czasie

na sumę pokątnych pobytów

i bez nazwy się przedstawiać

i obstawiać bez numerów

i liczyć że przeliczy się ta godzina

na którą nikt jeszcze

się nie spóźnił”

Nieprzypadkowo zacytowałem właśnie ten fragment. Janusz Gałek całe życie szukał „własnego miejsca”. Kilka lat temu odwiedził nas kuzyn autora. Szukał starego domu – rudery, którą przed laty zajmował syn brata jego ojca. Kiedy z żoną wysłuchaliśmy historii o ostatnich dniach życia dawnego gospodarza naszego domu – przechodziły nas ciarki. Ale o tym innym razem…

A może odezwie się ktoś, kto bywał tu przed laty, kto przyjaźnił się z gospodarzami? Kto chciałby nam przybliżyć barwną historię tego właśnie miejsca?

7 komentarzy

  1. elwira lubczynska z domu Galek
    22 października 2011 at 23:45 ·

    Dzień dobry, czy może dobry wieczór …??????????????
    jestem starszą siostrą Janusza,
    nie wiem czy zagląda Pan na tę stronę, ale muszę napisać, że bardzo jestem wzruszona, bo okazuje się że ON NIE ZOSTAŁ ZUPEŁNIE ZAPOMNIANY.
    Ten portret znam bardzo dobrze, ten dom też i śp. pana Mizerskiego znałam również (a nawet zajadałam ze smakiem grzybki i kompoty, które nam przynosił). O samym domu mogłabym opowiedzieć dużo, ponieważ byłam tam częstym gościem, mój Brat, Ewa (jego ówczesna żona), ja i mój mąż tworzyliśmy ten Dom. Jestem ciekawa czy zostały stare fotografie?….a jaki był Jnusz? No cóż, to opowieść na wiele stron, czy godzin. Na pewno był smutnym, szukającym wiecznie nieszczęśliwym CZŁOWIEKIEM, ale też uśmiechniętym, dowcipnym młodzieńcem.
    Ja mieszkam od 26 lat w BERLINIE tel…………………, gdyby przypadkie….to będę szczęśliwa –
    ukłony –
    E.

    • Wojtek
      23 października 2011 at 13:47 ·

      Dziękuję bardzo za kolejne wątki historii byłego gospodarza Chaty w lesie. Z uwagi na prywatny charakter związków z Chatą i brak Pani adresu email, zapraszam na info@chatawlesie.pl – WG

  2. Joanna Didycz
    7 czerwca 2010 at 22:45 ·

    Dzień dobry, chodziłam z Januszem do jednej klasy-PLSP we Wrocławiu. Jestem w Facebook.Ukończyliśmy Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w 72 roku, znaliśmy się dobrze. Janusz jeszcze w liceum pisał wiersze za co bardzo go chwaliła osa „polonicha”. Ten portret to jego autoportret!, jest bardzo na nim podobny, bardzo w charakterze.To świetny obraz. Myślę, że wiem co znaczy dłoń na jego ramieniu ale proszę się odezwać na mój prywatny adres. Serdecznie pozdrawiam, Joasia

    • Wojtek
      9 czerwca 2010 at 10:43 ·

      Serdeczne dzięki za Pani komentarze. Zatem zapraszam do naszej chaty, aby wspólnie odtworzyć jej ciekawe historie. WG

  3. Dorota Łuczewska
    18 maja 2010 at 10:40 ·

    Niestety jest to smutny przykład człowieka, który pogubił się ponad miarę. Zapamiętałam wizytówkę „Janusz Gałek Blondyn”(mieszkał również we Wrocławiu w starej kamienicy na Nadodrzu) i bardzo zniszczonego, jeszcze młodego człowieka będącego już po za rzeczywistością. Nie polecam tej drogi nikomu!
    Pozdrawiam

  4. Maciej
    14 stycznia 2010 at 23:54 ·

    Tak więc nie jeden literat w chacie gospodarzył ;)
    Coraz ciekawsze są Twoje wpisy – czy to magia miejsca działa, czy to las tak inspiruje?

    • Wojtek
      15 stycznia 2010 at 11:44 ·

      Nad dachami muza leci …