29 września 2010, środa, 15:18

Miododajna akacja

Rośnie przy wjeź­dzie do na­szej le­śnej cha­ty do­rod­na aka­cja. Właściwie, to ro­bi­nia aka­cjo­wa (Robinia pseu­do­aka­cia) – ina­czej zwa­na gro­cho­drze­wem, ro­bi­nią po­spo­li­tą, aka­cją bia­łą lub aka­cją fał­szy­wą. Tak zresz­tą pra­wi­dło­wo brzmi jej ła­ciń­ska na­zwa.

Ubiegłoroczna na­wał­ni­ca odła­ma­ła jej ol­brzy­mi ko­nar (od­no­gę), któ­ry po­le­gł na na­szym pło­cie, ła­miąc kil­ka szta­chet.

Jednak na­tu­ra sa­ma le­czy swo­je ra­ny. W miej­scu odła­ma­nej od­no­gi wy­ra­sta już no­wy pęd i po­wo­li uzu­peł­nia miej­sce utra­co­nej czę­ści aka­cji.

A ja­kież by­ło mo­je zdzi­wie­nie, kie­dy kil­ka­na­ście me­trów da­lej – już w ob­rę­bie na­szej po­se­sji (tam tra­fił odła­ma­ny ko­nar) za­uwa­ży­łem dwa bliź­nia­cze, do­rod­ne już pół­to­ra­me­tro­we, mło­de     sa­mo­siej­ki aka­cji (fo­to po­ni­żej).

Przeglądając mie­sięcz­nik Echa Leśne za­uwa­ży­łem cie­ka­wy ar­ty­kuł dr Leszka Marka Krześniaka opi­su­ją­cy wła­śnie za­le­ty ro­bi­nii aka­cjo­wej. Została spro­wa­dzo­na do Europy w XVII w. przez fr. bo­ta­ni­ka – Jana Robina.

Należy do naj­bar­dziej mio­do­daj­ny­ch ro­ślin w Polsce, gdzie z jed­ne­go drze­wa psz­czo­ły mo­gą wy­pro­du­ko­wać 8 kg mio­du aka­cjo­we­go.

Z uwa­gi na ela­stycz­no­ść i wy­trzy­ma­ło­ść, drze­wo ro­bi­nii wy­ko­rzy­sty­wa­ne je­st m.in. do wy­twa­rza­nia łu­ków, trzon­ków sie­kier a tak­że me­bli i par­kie­tu. Dawniej zaś wy­ko­rzy­sty­wa­no drew­no aka­cji do bu­do­wy stat­ków.

Suszone kwia­ty ro­bi­nii wy­ko­rzy­sty­wa­ne są w prze­my­śle per­fu­me­ryj­nym i far­ma­ceu­tycz­nym. Wyciągi z kwia­tów są le­kiem mo­czo­pęd­nym, a tak­że sto­so­wa­ne przy obrzę­ka­ch koń­czyn dol­ny­ch na tle nie­wy­dol­no­ści krą­że­nia oraz przy nad­ci­śnie­niu tęt­ni­czym. Mogą być rów­nież sto­so­wa­ne u osób z dys­funk­cją pę­che­rzy­ka żół­cio­we­go. Napar z kwia­tów ro­bi­nii kie­dyś sto­so­wa­no przy bó­la­ch żo­łąd­ka i przy za­par­cia­ch. A w me­dy­cy­nie lu­do­wej su­szo­ne kwia­ty ro­bi­nii sto­so­wa­no do ro­bie­nia her­ba­tek przy kasz­lu, gry­pie i bó­la­ch ne­rek.

Ale pro­szę uwa­żać na li­ście , na­sio­na i ko­rę ro­bi­nii aka­cjo­wej. Wg dr Leszka M. Krześniaka są one tru­ją­ce dla lu­dzi i zwie­rząt – szcze­gól­nie ko­ni.

Nadchodzi słot­na je­sień – za­tem się­gnij­my po mio­dy aka­cjo­we.

PS. A w „Trójce” Piotr Kaczkowski!

27 września 2010, poniedziałek, 9:47

Grzybowy weekend

Suszenie grzybówTo praw­dzi­wie grzy­bo­wy week­end.

Po ob­fi­ty­ch zbio­ra­ch przy­sze­dł czas na ich su­sze­nie. Najlepiej spraw­dzi­ło się na­tu­ral­ne su­sze­nie na słoń­cu. Zaś per­go­la pod cha­tą, któ­ra jesz­cze nie ob­ro­sła po­sa­dzo­nym pod nią dła­wi­szem sta­ła się naj­bar­dziej od­po­wied­nim miej­scem do pod­wie­sze­nia zbio­rów.

 

Zatem w każ­dej po­rze bę­dzie moż­li­wa pysz­na zu­pa grzy­bo­wa i kro­kie­ty, a na wi­gi­lię tra­dy­cyj­ne po­tra­wy z su­szo­ny­mi grzyb­ka­mi. No i do­sko­na­łe przy­staw­ki.

   

 

PS. Jeszcze po­zdro­wie­nia dla na­szy­ch week­en­do­wy­ch, sym­pa­tycz­ny­ch go­ści z Bielska – Białej. Dzięki za pod­po­wie­dź na­gra­nia ry­ko­wi­ska je­le­ni. Postaram się za­brać do te­go pro­jek­tu – ale to już w przy­szłym ro­ku.

 

Powiązane wpisy

23 września 2010, czwartek, 23:22

Grzyby, grzyby, grzyby…

Właśnie ta­ki wi­dok mnie przy­wi­tał po po­wro­cie z Grecji.

Tylko na krót­ki re­ko­ne­sans po le­sie wy­bra­łem się z żo­ną dziś póź­nym po­po­łu­dniem. Tak dla żar­tu za­bra­li­śmy ze so­bą ko­szy­ki na ewen­tu­al­ne grzyb­ki. Po go­dzin­nym spa­ce­rze wró­ci­łem z wiel­kim ko­szem pod­grzyb­ków i dwo­ma do­rod­ny­mi bo­ro­wi­ka­mi.

Zatem za­pra­szam do na­sze­go la­su, gdzie grzy­by ro­sną na­wet w ta­ki­ch miej­sca­ch, w ja­ki­ch nie spo­ty­ka­łem ich od lat. Nie trze­ba ich szu­kać, po pro­stu się je ko­si ca­ły­mi gro­ma­da­mi.

PS. Las przy­wi­tał mnie jesz­cze jed­nym, wspa­nia­łym zja­wi­skiem: no, te­go nie­ste­ty nie mo­gę po­ka­zać. Już by­ło ciem­no, gdy znad ota­cza­ją­cej na­sze sie­dli­sko łą­ki usły­sza­łem ryk je­le­nia. Właśnie do­bie­ga koń­ca te­go­rocz­ne ry­ko­wi­sko.

Powiązane wpisy

15 września 2010, środa, 20:01

Święta Góra Athos

Już po­zo­sta­ło mi tyl­ko kil­ka dni do po­wro­tu z wy­spy Thassos. Przyszła za­tem po­ra na przy­bli­że­nie sym­pa­ty­kom mo­je­go blo­ga jesz­cze jed­nej atrak­cji tu­ry­stycz­nej, o któ­rą do­py­tu­ją tu­ry­ści od­wie­dza­ją­cy wy­spę.

Naprawdę in­try­gu­ją­co wy­glą­da ta od­da­lo­na o ja­kieś 50 mil mor­ski­ch od Thassos Góra Athos (2033 m. n.p.m.) na Półwyspie Chalcydyckim. Pojawia się i zni­ka, cza­sem dy­mi ni­czym wul­kan, a cza­sem nie wi­dać jej przez kil­ka dni.

To wszyst­ko za spra­wą nie­praw­do­po­dob­ne­go po­ło­że­nia. Wokół wy­spy znaj­du­je się na­tu­ral­ny rów, któ­ry się­ga aż 900 m głę­bo­ko­ści (przy mak­sy­mal­nej głę­bo­ko­ści Morza Egejskiego oko­ło 200 m). To po­wo­du­je, że kli­mat i sza­ta ro­ślin­na na tej gó­rze je­st nie­sa­mo­wi­ta.  Endemiczne ro­śli­ny, grzy­by, ptac­two i zwie­rzę­ta są nie­praw­do­po­dob­nym bo­gac­twem tej gó­ry.

Jednak Święta Góra Athos sły­nie przede wszyst­kim ze swej au­to­no­micz­no­ści i du­cho­wo­ści. Jest to Niezależna Republika Mnichów o po­wierzch­ni oko­ło 350 km kwa­dra­to­wy­ch. Od po­nad ty­siąc­le­cia za­miesz­ku­ją to miej­sce mni­si.

Stolicą tej nie­za­leż­nej re­pu­bli­ki je­st Kareis, gdzie znaj­du­je się re­zy­den­cja Gubernatora, któ­ry pod­le­ga je­dy­nie grec­kie­mu Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

Athos ma w ob­rę­bie Grecji sta­tus okrę­gu au­to­no­micz­ne­go – od­dziel­ne­go de­par­ta­men­tu (wo­je­wódz­twa), któ­re­go czo­ło­wi urzęd­ni­cy po­bie­ra­ją pań­stwo­we pen­sje, iden­tycz­ne z ty­mi w po­zo­sta­ły­ch de­par­ta­men­ta­ch Grecji. Działa Poczta Grecka oraz kil­ka pań­stwo­wy­ch urzę­dów. Zarząd spra­wo­wa­ny je­st przez za­miesz­ku­ją­cy­ch na miej­scu mni­chów. Athos od­dzie­lo­ny je­st od resz­ty pół­wy­spu gra­ni­cą lą­do­wą, strze­żo­ną po­li­cyj­nie. Wjazd od­by­wa się je­dy­nie dro­gą mor­ską, przez przy­stań pro­mo­wą w Ouranoupoli, pod za­uwa­żal­nym nad­zo­rem grec­ki­ch służb spe­cjal­ny­ch. Oficjalnym por­tem pół­wy­spu je­st mia­stecz­ko Dafni (źródło:Wikipedia).

Władzą usta­wo­daw­czą je­st Świątobliwy Sobór zło­żo­ny z 20 za­kon­ni­ków. Władzę ad­mi­ni­stra­cyj­ną peł­ni Święta Wspólnota, wy­bie­ra­na na okres 1 ro­ku i zło­żo­na z 20 człon­ków. Władzę wy­ko­naw­czą po­sia­da 4-osobowa Święta Epistasia.

Aktualnie znaj­du­je się tam dwa­dzie­ścia klasz­to­rów: 17 mo­na­sty­rów grec­kiej cer­kwi pra­wo­sław­nej, 1 serb­ski, 1 buł­gar­ski i 1 klasz­tor ro­syj­skiej cer­kwi. W skład mo­na­sty­rów wcho­dzą:

  • Odosobnienia – (nie­wiel­ki do­mek dla jed­ne­go mni­cha z po­let­kiem),
  • Cele – ob­szer­ne sie­dzi­by mni­chów z ka­pli­cą,
  • Cela – ka­li­wa, któ­rą mo­na­styr przy­dzie­la jed­ne­mu lub gru­pie mni­chów (je­st to miesz­ka­nie mniej­sze od ce­li z ka­pli­cą we­wnątrz i bez po­let­ka – dział­ki),
  • Skity – są to zor­ga­ni­zo­wa­ne wspól­no­ty zło­żo­ne z cel, gdzie mni­si za­miesz­ku­ją­cy je zaj­mu­ją się rze­mio­słem i rę­ko­dziel­nic­twem,
  • Pustelnie – pie­cza­ry dla ty­ch, któ­rzy ży­czą so­bie spę­dzić ży­cie w sa­mot­no­ści i kon­tem­pla­cji.

Według do­ść roz­bież­ny­ch in­for­ma­cji na Athos miesz­ka oko­ło 2 ty­się­cy mni­chów. Mieszka tam po­dob­no też je­den mni­ch z Polski – oj­ciec Gabriel Krańczuk z Jabłecznej (źró­dło EPOKA). Mnisi ży­ją we­dług okre­ślo­nej przed wie­ka­mi re­gu­ły: 8 go­dzin mo­dli­twy, 8 go­dzin pra­cy i 8 go­dzin snu. Nie spo­ży­wa­ją mię­sa, a ry­by je­dzą od wiel­kie­go świę­ta. Żyją we­dług cza­su bi­zan­tyj­skie­go i Kalendarza Juliańskiego, gdzie no­wy dzień nad­cho­dzi z za­cho­dem słoń­ca.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy

9 września 2010, czwartek, 20:32

… góry zdobywać!

Miała to być krót­ka wy­ciecz­ka na po­bli­ski szczyt nad Limenaria, na któ­rym z mo­je­go mia­stecz­ka wi­dać ja­kieś ru­iny.

Na szczyt nie do­tar­łem, bo bi­ta dro­ga do­pro­wa­dzi­ła mnie do ko­lej­ne­go, co­raz bar­dziej od­da­la­jąc mnie od ce­lu wy­pra­wy. Obok wi­dok na jed­ną z za­tok wy­spy Thassos.

Jednak za­sma­ko­wa­łem gór­skiej wę­drów­ki i omi­ja­jąc wspo­mnia­ny szczyt, za­li­czy­łem jesz­cze dzie­więć in­ny­ch.

Wielkim za­sko­cze­niem był wi­dok wy­ra­sta­ją­ce­go z ja­ski­ni do­rod­ne­go drze­wa fi­go­we­go. To by­ło z doj­rza­ły­mi w peł­ni pra­wie gra­na­to­wy­mi już owo­ca­mi. Nie mo­głem przej­ść obok bez skosz­to­wa­nia ich i zro­bie­nia za­pa­sów na dal­szą wę­drów­kę.

Mijając ko­lej­ne szczy­ty w od­da­li roz­po­zna­łem szczyt z wi­docz­ną ka­mien­ną, gór­ską wio­ską Kastro. Z po­wo­du bra­ku cza­su już nie pla­no­wa­łem jej od­wie­dze­nia – zro­bię to in­nym ra­zem i po­sta­ram się zro­bić re­la­cję z te­go cie­ka­we­go miej­sca.


→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy