12 września 2011, poniedziałek, 21:10

Odessa na koniec lata

Zostawiam na tro­chę le­śne oto­cze­nie, aby oka­zjo­nal­nie przy­bli­żyć czy­tel­ni­kom blo­ga cie­ka­we miej­sca, w któ­ry­ch ostat­nio by­wam. Służbowy wy­jazd nad Morze Czarne – do sa­mej Odessy wy­da­je się być bar­dzo do­brym uko­ro­no­wa­niem mi­ja­ją­ce­go se­zo­nu let­nie­go. To eklek­tycz­ny, ale jak­że oka­za­ły gma­ch Opery i Baletu w Odessie wy­bu­do­wa­ny w la­ta­ch 1884 – 1887. Temperatura zu­peł­nie przy­zwo­ita – 26 – 28 stop­ni i spo­ro pla­żo­wi­czów i to ra­czej se­nio­rów. Odessa  pra­wie na każ­dym kro­ku przy­po­mi­na cza­sy swo­jej świet­no­ści. Pamiętajmy, że jesz­cze za ca­ra­tu -przed I woj­ną świa­to­wą by­ła czwar­tym, naj­waż­niej­szym mia­stem im­pe­rium ro­syj­skie­go – po Petersburgu, Moskwie i Warszawie.

Wspaniała lo­ka­li­za­cja Odessy, ja­ko por­tu ob­słu­gu­ją­ce­go eks­port ro­syj­skie­go zbo­ża przy­czy­ni­ła się do mia­na naj­bo­gat­sze­go i naj­szyb­ciej roz­wi­ja­ją­ce­go się mia­sta car­skiej Rosji. A dzię­ki umiar­ko­wa­ne­mu, kon­ty­nen­tal­ne­mu, su­che­mu i go­rą­ce­mu kli­ma­to­wi Odessa by­ła za­ra­zem wspa­nia­łym ku­ror­tem z pięk­ny­mi pla­ża­mi i na­tu­ral­ny­mi źró­dła­mi.  Dziś już po­wo­li wi­dać ozna­ki prze­bu­dze­nia i chęć po­wro­tu do mia­na uzna­ne­go, eu­ro­pej­skie­go ku­ror­tu.

Nic więc dziw­ne­go, że wła­śnie dziś za­sta­łem ta­ką po­go­dę. Otóż Odessa szczy­ci się 290 dnia­mi sło­necz­ny­mi w cią­gu ro­ku.

Gdyby mi przy­szło po­rów­nać to mia­sto do in­ny­ch eu­ro­pej­ski­ch me­tro­po­lii, to Odessa tro­chę przy­po­mi­na mi Wiedeń, a po tro­sze Londyn. No, na­tu­ral­nie nie moż­na tu spo­tkać za­dba­ny­ch (rów­no uło­żo­ny­ch) chod­ni­ków, czy in­ny­ch me­diów, ale pod wzglę­dem ar­chi­tek­to­nicz­nym moż­na przy­jąć ta­kie po­rów­na­nia. Są do­stoj­ne pa­ła­ce, sze­ro­kie za­ło­że­nia ko­mu­ni­ka­cyj­ne – pro­spek­ty i są też ale­je pla­ta­no­we. Są eks­klu­zyw­ne skle­py, ale też po­roz­wa­la­ne i wy­bo­iste chod­ni­ki, ba­ła­gan, brud i bie­da uli­cy przy­ćmie­wa­ją ob­raz do­stoj­nej nie­gdyś Odessy.  Sławetne już wy­rwy w jezd­nia­ch są zmo­rą nie tyl­ko kie­row­ców w wiel­ki­ch i eks­klu­zyw­ny­ch sa­mo­cho­da­ch, któ­ry­ch tu nie brak, ale i ty­ch, któ­rzy sta­ry­mi gra­ta­mi czy mar­szrut­ka­mi (mi­ni­bu­sy) prze­mie­rza­ją co­dzien­nie za­tło­czo­ne uli­ce.

Reklamowane w prze­wod­ni­ka­ch, słyn­ne Schody Potiomkinowskie (na­zwa­ne na cze­ść bun­tu Floty Czarnomorskiej) nie zro­bi­ły na mnie wra­że­nia. Fotka przed­sta­wia je na­prze­ciw­ko Dworca Morskiego. Za nim już wi­dać szma­ragd Morza Czarnego.

Miejsce ostat­niej fot­ki mia­ła za­jąć fo­to­gra­fia Katedry – tzw. Kościoła Polskiego, ale błęd­ne in­for­ma­cje uzy­ska­ne od tu­byl­ców nie po­zwo­li­ły mi dziś na do­tar­cie pod wła­ści­wą lo­ka­li­za­cję. Może ju­tro się uda.

Powiązane wpisy

2 komentarze Odessa na koniec lata

Odpowiedz

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>