20 września 2013, piątek, 12:03

Urodzaj śliwek

 

To jed­na z ga­łą­zek sta­rej śliw­ki, da­masz­ki, któ­ra przy­tu­li­ła się do sa­mej ścia­ny bu­dyn­ku, gdzie ro­sła już przed la­ty w przy­do­mo­wym sa­dzie. Dziś po­zo­sta­ły jesz­cze po­je­dyn­cze sztu­ki ty­ch drzew: wę­gier­ka, li­bo­ska i ta da­masz­ka. W tym ro­ku wy­jąt­ko­wo ob­ro­dzi­ła, przy­po­mi­na­jac win­ne gro­na.

Zatem już na­de­szła po­ra na tra­dy­cyj­ną już Stobrawską Śliwowicę Borową.

PS. Pod wie­czór zbie­ram śliw­ki,  a z po­bli­ski­ch bo­rów do­cho­dzą do mnie po­je­dyn­cze ry­ki je­le­ni – wszak to sam ze­nit ry­ko­wi­ska.

Powiązane wpisy

13 września 2013, piątek, 20:15

Cytryniec Chiński … na zdrowie

Obok wspa­nia­łe, czer­wo­ne owo­ce mo­je­go krze­wu, któ­ry kil­ka lat te­mu po­sa­dzi­łem przy ogro­do­wym pa­wi­lo­nie. Aż czte­ry la­ta mu­sia­łem cze­kać, że­by za­kwi­tł i za­owo­co­wał. Ostatniej je­sie­ni od­po­wied­nio go za­si­li­łem wła­snym kom­po­stem i opła­ci­ło się. To cy­try­niec chiń­ski (łac. Schisandra chi­ne­sis).

Cieszył oko przez dłu­gi czas od wio­sen­ne­go kwit­nie­nia, po­przez doj­rze­wa­ją­ce owo­ce od żół­ty­ch, po­przez po­ma­rań­cz i aż do pięk­ny­ch, czer­wo­ny­ch ko­ra­li­ków. Teraz chy­ba przy­szła po­ra na wy­ko­rzy­sta­nie je­go in­ny­ch wła­ści­wo­ści. Bowiem owo­ce te­go krze­wu już przed wie­ka­mi do­ce­ni­ła me­dy­cy­na chiń­ska.

Wspomagają zdol­no­ści fi­zycz­ne i umy­sło­we, a ba­da­nia wy­ka­za­ły, że za­war­te w cy­tryń­cu chiń­skim związ­ki li­gnia­no­we ma­ją zdol­no­ść ak­ty­wa­cji en­zy­mów w ko­mór­ka­ch wą­tro­by, któ­re pro­du­ku­ją glu­ta­tion (jed­ną z naj­moc­niej­szy­ch sub­stan­cji an­ty­utle­nia­ją­cy­ch). Dzięki te­mu owo­ce cy­tryń­ca sto­so­wa­ne są ja­ko śro­dek ochron­ny dla wą­tro­by. Mają też bar­dzo ko­rzyst­ny wpływ na prze­ciw­dzia­ła­nie skut­kom stre­su oraz po­ma­ga­ją wal­czyć ze zmę­cze­niem. 

Lekarze wy­ko­rzy­stu­ją je­go owo­ce do spo­rzą­dza­nia od­po­wied­ni­ch pre­pa­ra­tów, któ­re są bo­ga­tym źró­dłem wi­ta­mi­ny C oraz za­wie­ra­ją fla­wo­no­idy, sa­po­ni­ny, cu­kry, beta-sisterole, go­mis­sy­ny A,B,C i N oraz po­nad 30 związ­ków li­gnia­no­wy­ch. Taki skład za­pew­nia wy­so­ką sku­tecz­no­ść w dzia­ła­niu.

     

Te zdję­cia ro­bi­łem jesz­cze przed swo­im wy­jaz­dem do Woroneża i Biełgorodu, kie­dy by­ło sło­necz­nie i cie­pło. Wróciłem, po­szpe­ra­łem w in­ter­ne­cie i  zna­la­złem od­po­wied­nie in­for­ma­cje o tym krze­wie. Po pro­stu zro­bię na­lew­kę z owo­ców cy­tryń­ca chiń­skie­go  … na zdro­wie!

Powiązane wpisy

10 września 2013, wtorek, 19:16

Z Woroneża

To car Piotr I, któ­ry wła­śnie tu nad Donem roz­po­czął bu­do­wę pierw­szy­ch ro­syj­ski­ch okrę­tów  wo­jen­ny­ch. Stąd Woroneż na­zy­wa­ny je­st ko­leb­ką ro­syj­skiej flo­ty.

Dotarłem w tę wcze­sno­je­sien­ną po­rę do te­go mi­lio­no­we­go mia­sta nad rze­ką Woroneż, któ­ra wraz z Donem two­rzy wiel­ki za­lew, roz­dzie­la­jąc mia­sto na dwie czę­ści. To wła­śnie o to mia­sto to­czy­ły się cięż­kie wal­ki po­mię­dzy woj­ska­mi niemiecko-węgierskimi i ar­mią ra­dziec­ką la­tem 1942 ro­ku.

Miasto zo­sta­ło nie­mal do­szczęt­nie znisz­czo­ne, stąd na mo­ich zdję­cia­ch brak za­byt­ko­wy­ch bu­dow­li. To pręż­nie roz­wi­ja­ją­ce się mia­sto – po­wsta­ją no­we osie­dla i gma­chy uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej, a we wczo­raj­szy­ch wie­czor­ny­ch wia­do­mo­ścia­ch te­le­wi­zyj­ny­ch wi­dzia­łem re­la­cję z otwar­cia ho­te­lu sie­ci HILTON w Woroneżu. Ja za­trzy­ma­łem się w Hotelu Ukraina – po re­mon­cie co praw­da, ale nie po­le­cam.

W mie­ście nie brak oznak daw­ny­ch, ra­dziec­ki­ch cza­sów, bo nad głów­nym pla­cem Woroneża na­dal gó­ru­je po­stać Lenina. Tej fot­ki nie ma w mo­jej krót­kiej re­la­cji.

Podobno to mia­sto za­sły­nę­ło przed la­ty z prze­lo­tu UFO, gdzie w 1989 ro­ku wie­le osób do­strze­gło na nie­bie po­ma­rań­czo­wy obiekt w krztał­cie ka­pe­lu­sza.

        

 

4 września 2013, środa, 21:26

Na spływie Budkowiczanką

Dziś wraz z gru­pą zna­jo­my­ch po­sta­no­wi­łem spraw­dzić wa­lo­ry na­szej nie­daw­no uru­cho­mio­nej, lo­kal­nej atrak­cji tu­ry­stycz­nej – spływ ka­ja­ko­wy  Budkowiczanką.

Do te­go zmo­bi­li­zo­wał mnie fakt wy­bo­ru tej nie­wiel­kiej rzecz­ki na te­re­nie Stobrawskiego Parku Krajobrazowego do eli­tar­ne­go gro­na Rzeka Roku 2013. To za­le­d­wie 5 km od na­szej ba­zy Chata w le­sie, dla­te­go też bę­dę po­le­cał na­szym go­ściom.

Tu moż­na na nią gło­so­wać: http://www.zaadoptujrzeke.pl/pl/aktualnosci

Spływ roz­po­czę­li­śmy od sta­re­go mły­na na tzw. Grzędzie po­mię­dzy Starymi Budkowicami a Morcinkiem, po­tem by­ło Zagwiździe, a za­koń­czy­li­śmy na ta­mie w Murowie. Nasza eska­pa­da trwa­ła 2 go­dzi­ny. Płynęliśmy z prą­dem, ale trze­ba też by­ło tro­chę wio­sło­wać w ostat­nim eta­pie. Warto by­ło – świet­ny re­laks i wspa­nia­le wi­do­ki wśród ziół, kwia­tów i drzew.

Poniżej tro­chę ak­tu­al­ny­ch fo­tek z dzi­siej­szej tra­sy. Resztę do­rzu­cę po otrzy­ma­niu od or­ga­ni­za­to­ra i re­ali­za­to­ra spły­wu – pa­na Huberta Nanko. Pod tym je­go nu­me­rem te­le­fo­nu moż­na się uma­wiać na spływ: 515935992.

   

Powiązane wpisy

2 września 2013, poniedziałek, 18:50

Borowik szlachetny

Nie bez ko­ze­ry w po­przed­nim blo­gu od­trą­bi­łem roz­po­czę­cie se­zo­nu grzy­bo­we­go – wszak dziś 2 wrze­śnia.

Po po­łu­dniu wy­bra­łem się w mo­je zna­ne miej­sce po ka­nie na pod­wie­czo­rek. Były, ale jesz­cze zbyt ma­łe, że­by je sma­żyć na pa­tel­ni. Rosły przy sa­mej dro­dze, więc je tyl­ko ga­łąz­ka­mi z igli­wiem lek­ko osło­ni­łem, że­by w ukry­ciu za­cze­ka­ły na mój ju­trzej­szy obiad.

Natomiast na sa­mym środ­ku le­śne­go duk­tu w wy­so­kiej tra­wie na­tkną­łem się na nie­zły okaz  bo­ro­wi­ka szla­chet­ne­go. Kiedy go zwa­ży­łem – miał 518 gra­mów, a śred­ni­ca ob­szer­ne­go ka­pe­lu­sza wy­no­si­ła 25 cm.

PS. Mamy jesz­cze wol­ne ter­mi­ny na grzy­bo­bra­nie i za­pra­sza­my.

Powiązane wpisy