13 maja 2014, wtorek, 16:50

W gruzińskich klimatach

Łatwym po­łą­cze­niem ta­ni­mi li­nia­mi do­tar­łem z Katowic do dru­gie­go co do wiel­ko­ści mia­sta w północno-zachodniej Gruzji – Kutaisi. To 200 ty­sięcz­ne mia­sto je­st za­ra­zem sie­dzi­bą gru­ziń­skie­go par­la­men­tu.

Wyróżnia je gó­ru­ją­ca nad mia­stem Katedra Bagrati, kto­ra co praw­da je­st pod we­zwa­niem Wniebowzięcia NMP, ale swo­ją na­zwę za­wdzię­cza fun­da­to­ro­wi. To król Bagrati III – wład­ca gru­ziń­skie­go śre­dnio­wie­cza za­ini­cjo­wał wznie­sie­nie tej ogrom­nej na ów­cze­sne cza­sy ka­mien­nej ka­te­dry, któ­rej bu­do­wa zo­sta­ła za­koń­czo­na w ba­ga­te­la 1003 ro­ku. Dziś za­dzi­wia i je­st wpi­sa­na na li­stę świa­to­we­go dzie­dzic­twa UNESCO w 1994 ro­ku. To słyn­ny gru­ziń­ski „zło­ty wiek”.

Wraz z po­zna­ny­mi na krót­kim re­ko­ne­san­sie sym­pa­tycz­ny­mi tu­ryst­ka­mi z Krakowa (ser­decz­nie po­zdra­wiam;) –  na wznie­sie­nie do­tar­łem wi­szą­cą nad mia­stem ko­lej­ką li­no­wą i da­lej już by­ło mo­zol­ne po­dej­cie pod ka­te­drę.

Pod na­mi spie­nio­na, groź­na i zło­wiesz­czo szu­mią­ca sil­ny­mi nur­ta­mi rze­ka Rioni, któ­ra po in­ten­syw­ny­ch noc­ny­ch ule­wa­ch zmy­wa wa­pien­ne ska­ły Kaukazu. Rzeka sta­ła się w nie­sa­mo­wi­tym do­ść ko­lo­rze stalowo-kredowej brei.

        

Tu na­praw­dę go­łym okiem wi­dać bez­ro­bo­cie. Miasto do­ść sen­nie wy­glą­da­ją­ce z nie­zli­czo­ną rze­szą prze­sia­du­ją­cy­ch w par­ku na ła­wecz­ka­ch i pod skle­pi­ka­mi miesz­kań­ca­mi. To sam śro­dek dnia, a oni bez za­ję­cia le­ni­wie od­da­ją się roz­mo­wom. Mężczyźni miej­sca­mi gra­ją w sza­chy, a ko­bie­ty w róż­nym wie­ku pro­wa­dzą po­ga­węd­ki.

Dość oży­wio­ny mo­men­ta­mi sta­je się targ wa­rzyw­ny, mię­sny, na­bia­ło­wy czy też tekstylno-odzieżowy – wszyst­ko to bez­ład­nie po­mie­sza­ne. Handluje się tu wszyst­kim, choć są też do­ść gę­sto usy­tu­owa­ne skle­pi­ki w ka­mie­ni­ca­ch i budach.Zawsze przy­cho­dzi mi trud­no­ść w fo­to­gra­fo­wa­niu te­go nie­ła­du. Wolę cha­rak­te­ry­stycz­ną, ale po­ukła­da­ną ar­chi­tek­tu­rę miej­ską i stąd do­ść rzad­ko za­miesz­czam ten nie­cy­wi­li­zo­wa­ny świat.

Natomiast miej­skie ulicz­ki są miej­scem pod­nie­co­ny­ch czę­sto gło­sów i na­wo­ły­wań po­de­ner­wo­wa­ny­ch kie­row­ców wraz z ostrym dźwię­kiem klak­so­nów uży­wa­ny­ch dla ostrze­że­nia ty­ch, któ­rzy sta­ją się za­wa­li­dro­ga­mi na ich ak­tu­al­nej tra­sie. Piesi nie ma­ją tu żad­ny­ch praw i mu­szą na­praw­dę na sie­bie uwa­żać, bo­wiem kie­row­ca tu je­st pa­nem i wład­cą swo­jej czę­sto roz­kle­ko­ta­nej ma­szy­ny.

Powiązane wpisy

1 komentarz do W gruzińskich klimatach

Odpowiedz

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>