13 listopada 2017, poniedziałek, 8:44

Na skraju Chaty w lesie

Zapraszamy do uczest­nic­twa w mie­dzy­na­ro­do­wej grze po­le­ga­ją­cej na szu­ka­niu spe­cjal­ny­ch skry­tek przy uży­ciu współ­rzęd­ny­ch GPS. To gra, w któ­rej uczest­ni­czą mi­lio­ny po­szu­ki­wa­czy cie­ka­wy­ch miej­sc – GEOCACHING.

Od kil­ku ty­go­dni za­pra­sza­my do zgar­nię­cia ke­sza, któ­ry umie­ści­li­śmy na te­re­nie na­szej osa­dy. Jego na­zwa to: „Na skra­ju Chaty w le­sie”. Nazwa co praw­da nie­zbyt gra­ma­tycz­na, na­to­mia­st od­da­ją­ca od­po­wied­nio lo­ka­li­za­cję skryt­ki.

Znalezienie jej wy­ma­ga od­szu­ka­nia miej­sca przy po­mo­cy współ­rzęd­ny­ch GPS, w któ­rym ukry­ta je­st skryt­ka, a po­mo­cą po­słu­ży ma­ła ła­mi­głów­ka zwią­za­na z na­szą ba­zą eko­tu­ry­stycz­ną, któ­ra do­pro­wa­dzi po­szu­ki­wa­cza do osią­gnię­cia ce­lu.

Do skryt­ki już do­tar­ło kil­ka ekip (po­zdra­wiam Geopyrę z Poznania – zgar­nę­ła cer­ty­fi­kat  First To Find), a mi­ło­śni­kom GEOCACHINGU obie­cu­ję zor­ga­ni­zo­wa­nie od­po­wied­nie­go even­tu (i po­szu­ki­wa­nie ko­lej­nej skryt­ki gdzieś w le­sie) na te­re­nie na­szej ba­zy ja­ko wła­ści­ciel za­ło­żo­ne­go ke­sza.

Pozdrawiam wszy­ski­ch łow­ców przy­gód, a jesz­cze nie­zde­kla­ro­wa­ny­ch po­szu­ki­wa­czy skry­tek za­pra­szam do wspól­nej za­ba­wy. W na­szej skryt­ce nie­spo­dzian­ka dla zdo­byw­cy!

25 lipca 2017, wtorek, 18:50

Głuchołazy, KROPKA i lipa …

 

To już je­de­na­sta edy­cja sym­pa­tycz­nie brzmią­ce­go Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Turystycznej. Świetna im­pre­za, a w ty­tu­le mo­wa o in­nej, za­byt­ko­wej li­pie w tek­ście po­ni­żej. Wszak Głuchołazy le­żą na kul­to­wym tu­ry­stycz­nym szla­ku su­dec­kim z wie­lo­wie­ko­wą już tra­dy­cją.  A za­ra­zem tę­dy od wie­ków pro­wa­dzi­ła ku­piec­ka tra­sa znad Bałtyku przez Polskę na Wiedeń i Morze Czarne.

To tu po­wsta­ły ja­ko jed­ne z pierw­szy­ch na zie­mia­ch pol­ski­ch ozna­ko­wa­nia dla mi­ło­śni­ków tu­ry­sty­ki, któ­rzy chcie­li po­zna­wać pięk­no Gór Opawskich. Zapewne ta­jem­ni­cze Zlate Hory le­żą­ce po stro­nie cze­skiej też przy­czy­ni­ły się do te­go za­in­te­re­so­wa­nia. Faktem je­st, że już na te­re­nie sa­my­ch Głuchołaz na Górze Chrobrego w XIV i XVI wie­ku funk­cjo­no­wa­ło wie­le sztol­ni, z któ­ry­ch wy­do­by­wa­no zło­to.

W so­bot­nie przed­po­łu­dnie wy­bra­łem się z pra­wie trzy­dziest­ką chęt­ny­ch na tu­ry­stycz­ny spa­cer po Głuchołazach pod bacz­nym okiem do­świad­czo­ne­go i za­słu­żo­ne­go prze­wod­ni­ka su­dec­kiej tu­ry­sty­ki gór­skiej – pa­na Jerzego Chmiela. Na blo­gu po­zwo­li­łem so­bie sko­rzy­stać z in­for­ma­cji prze­ka­zy­wa­ny­ch przez pa­na Jerzego.

Wyruszyliśmy z Rynku spod wie­ko­wej li­py – po­noć już pra­wie czte­ry­stu­let­niej i jed­nej z dzie­się­ciu z li­sty naj­po­tęż­niej­szy­ch lip ro­sną­cy­ch na zie­mia­ch pol­ski­ch. Na zdję­ciu obok wi­docz­ne frag­men­ty już tej sta­rej li­py, wraz z po­sa­dzo­ną w la­ta­ch dzie­więć­dzie­sią­ty­ch ubie­głe­go wie­ku w ob­rę­bie zmur­sza­łe­go pnia no­wą mło­dą  li­pą.

Głuchołazy otrzy­ma­ły pra­wa miej­skie już w 1222 ro­ku. Zachował się do­sko­na­le utrzy­ma­ny układ urba­ni­stycz­ny z pro­sto­kąt­nym, wiel­kim ryn­kiem, elip­tycz­ny­mi  śla­da­mi mu­rów miej­ski­ch wraz z obron­ną fo­są . Imponująco wy­glą­da od­re­stau­ro­wa­na wie­ża Bramy Górnej – pro­wa­dzą­ca do mia­sta od stro­ny Nysy. Można na nią wej­ść po 107 drew­nia­ny­ch scho­da­ch, aby zo­ba­czyć roz­le­głą pa­no­ra­mę mia­sta wraz z ota­cza­ją­cy­mi gó­ra­mi – Biskupią Kopą, czy Pradziadem.

Na tym­że ryn­ku z wy­bru­ko­wa­nym her­bem mia­sta – ko­zią szy­ją (to uzdro­wi­sko Bad Ziegelhals), wy­bi­ja się je­sion (fo­to obok po le­wej) – choć mi­nia­tu­ro­wy, to jed­nak z hi­sto­rią bra­ter­skiej przy­jaź­ni z mia­stem Jesenik, bo po­da­ro­wa­ny Głuchołazom. To też sa­ma na­zwa te­go mia­sta, jak i po­bli­skie­go pa­sma gór swo­ją na­zwę wzię­ła wła­śnie od je­sio­nu.

W dro­dze do zdro­jo­wej czę­ści mia­sta mi­ja­my Skwer Kawalerów Orderu Uśmiechu. Tu nie­zwy­kle sym­pa­tycz­na fon­tan­na w for­mie zna­ne­go w Polsce Orderu Uśmiechu, przy­zna­wa­ne­go przez gre­mium dzie­cię­ce tym, któ­rzy wła­śnie im przy­no­szą pu­blicz­ną ra­do­ść. To wła­śnie pro­jekt te­go or­de­ru wy­ko­na­ła przedd la­ty ma­ła miesz­kan­ka Głuchołaz – dzie­wię­cio­let­nia wów­czas Ewa Chrobak – dziś człon­ki­ni, a na­wet se­kre­ta­rz Kapituły Orderu.

W sa­mym zdro­ju spo­tka­my od­re­stau­ro­wa­ny przy­ja­zny skwe­rek z fon­tan­ną i ła­wecz­ka­mi , a w Parku Zdrojowym miej­sca do hy­dro­te­ra­pii.  A wła­ści­wie krio­te­ra­pii, bo bro­dze­nie w prze­raź­li­wie zim­nej wo­dzie Sarniego Potoku na pew­no je­st ta­kim za­bie­giem. To wła­śnie stąd za­bie­ram in­spi­ra­cję, że­by na po­se­sji na­szej eko­tu­ry­sty­ki „Chata w le­sie” zbu­do­wać spe­cjal­ne miej­sce do hydro-krioterapii ze swo­ję­go uję­cia wo­dy z głę­bo­ko­ści 12 m dla na­szy­ch go­ści.

    

PS. Na wwgó­rzu po­mię­dzy ośrod­ka­mi re­ha­bi­li­ta­cji mia­sto bu­du­je tęż­nię so­lan­ko­wą. Prace po­stę­pu­ją bar­dzo szyb­ko i jesz­cze w tym ro­ku pla­nu­je się otwar­cie jej do pu­blicz­ne­go, bez­płat­ne­go użyt­ku.

Powiązane wpisy

11 lipca 2017, wtorek, 21:25

W Górach Opawskich

Tym ra­zem mam oka­zję bli­żej za­przy­jaź­nić się z sio­strza­nym Parkiem Krajobrazowym na­sze­go Stobrawskiego – z Parkiem Krajobrazowym Gór Opawskich. Choć je­go po­wierzch­nia je­st dzie­się­cio­krot­nie mniej­sza od na­sze­go Stobrawskiego, to i tak po­sia­da prze­bo­ga­te wa­lo­ry. Już sa­mo uksztal­to­wa­nie gór­skie do­da­je mu atrak­cyj­no­ści i ku­rort – Głuchołazy Zdrój.

Dla mi­ło­śni­ków wę­dró­wek do­sko­na­ła oka­zja do za­li­cze­nia po­cząt­ko­wej tra­sy opol­skie­go Szlaku św. Jakuba, któ­ry bie­rze swój po­czą­tek na jed­nej ze sta­cji Drogi Krzyżowej przy Studni Jakubowej na Górze Parkowej (Chrobrego). Z ko­lei mi­ło­śni­cy przy­ro­dy mo­gą po­dzi­wiać bo­gac­two fau­ny i flo­ry, w tym Rezerwat Bukowy z pra­wie dwu­stu­let­ni­mi oka­za­mi. Sąsiadujące po cze­skiej stro­nie Zlate Hory już w sa­mej na­zwie za­cie­ka­wia­ją mi­ło­śni­ków te­go zło­te­go krusz­cu, któ­re­go w daw­ny­ch wie­ka­ch w ty­ch wła­śnie oko­li­ca­ch wy­do­by­to w ilo­ści pra­wie trzy to­ny.

Głuchołazy, to za­ra­zem tra­dy­cja wo­do­lecz­nic­twa, któ­ra zo­sta­ła roz­pro­pa­go­wa­na przez słyn­ne­go Priessnitza z po­ło­żo­ne­go po są­siedz­ku cze­skie­go mia­stecz­ka Jesenik ze słyn­ny­mi ką­pie­la­mi wod­ny­mi. Ich od­ra­dza­nie moż­na już za­ob­ser­wo­wać na te­re­nie Parku Zdrojowego.

Z uro­ków Parku Krajobrazowego Gór Opawskich ko­rzy­sta­ją ku­ra­cju­sze, któ­rzy w wie­lu przy­pad­ka­ch od lat przy­jeż­dża­ją do licz­ny­ch ośrod­ków sa­na­to­ryj­ny­ch. Inni zaś, jak ja – na tur­nu­sy re­ha­bi­li­ta­cyj­ne. Część z ty­ch obiek­tów nie­ste­ty po okre­sie trans­for­ma­cji nie utrzy­ma­ła się, czę­ść z ni­ch znisz­czy­ła wiel­ka po­wó­dź z 1997 ro­ku. Jej ofia­rą pa­dł bo­daj naj­pięk­niej w Polsce po­ło­żo­ny od­kry­ty ba­sen ką­pie­lo­wy w wą­wo­zie Sarniego Potoku. Z ko­lei po­żar do­ko­nał osta­tecz­ne­go znisz­cze­nia oka­za­łej Wieży Widokowej.

Dziś miesz­kań­cy sa­my­ch Głuchołaz od­bu­do­wu­ją daw­ną świet­no­ść mia­sta i ak­tyw­nie uczest­ni­czą w gór­ski­ch wę­drów­ka­ch, jak w tej, na któ­rą i ja się wy­bra­łem w ostat­nią nie­dzie­lę do Kaplicy św. Anny na Górze Parkowej, gdzie przy pięk­nej po­go­dzie od­by­wa­ła się ple­ne­ro­wa Msza św.

    

PS. Na ty­ch, któ­rzy pra­gną po­znać atrak­cje Parku Krajobrazowego Gór Opawskich cze­ka­ją do­syć do­brze ozna­ko­wa­ne pie­sze szla­ki tu­ry­stycz­ne (rów­nież dla mi­ło­śni­ków ro­we­rów i nart bie­go­wy­ch). Mapy i fol­de­ry bez­płat­ne moż­na otrzy­mać w biu­rze Informacji Turystycznej w sa­mym cen­trum Gluchołaz  – tuż przy basz­cie. Samo mia­sto zaś ofe­ru­je bez­płat­ną ko­mu­ni­ka­cję lo­kal­ną, ale za­po­mnia­ło o uprząt­nię­ciu śmie­ci na sza­la­ka­ch re­zer­wa­tu bu­ko­we­go. To na­praw­dę od­stra­sza tu­ry­stów.

Powiązane wpisy

25 czerwca 2017, niedziela, 22:08

Przeszła wiosna – idzie lato

 

 

Zapraszamy do re­zer­wa­cji let­ni­ch po­by­tów bli­sko na­tu­ry. To sam śro­dek Stobrawskiego Parku Krajobrazowego. Od nas tyl­ko rzut be­re­tem na ka­ja­ki po Budkowiczance.

Powiązane wpisy

4 marca 2017, sobota, 18:52

Swięto blinczyka

Znów pod­czas swo­ich po­dró­ży wschod­ni­ch na­tra­fi­łem na „ma­sle­ni­cę” – świę­to że­gna­nia zi­my i wi­ta­nia wio­sny. W kul­tu­rze pra­wo­sław­nej zbie­ga się ono z na­szy­mi ostat­ka­mi i pa­ra­da­mi przed okre­sem po­stu. Tu na Ukrainie ob­cho­dzo­ne je­st świę­to blin­czy­ka – na­le­śni­ka.

    

W Dniepropietrowsku (te­raz obo­wią­zu­je no­wa na­zwa mia­sta – Dnipro), gdzie wiel­ka rze­ka Samara wpa­da do ogrom­ne­go Dniepru – na cen­tral­nym pla­cu miesz­kań­cy tłum­nie za­ja­da­li się pie­czo­ny­mi bez­po­śred­nio na pie­ca­ch opa­la­ny­ch drew­nem  blin­czy­ka­mi.

    

Odziani w ko­zac­kie, czer­wo­ne sza­ty i czar­ne ba­ra­ni­ce ku­cha­rze i ku­char­ki uwi­ja­li się jak w ukro­pie, że­by ob­słu­żyć tłum­nie gro­ma­dzą­cy­ch się chęt­ny­ch. 

Była też sce­na z wy­stę­pa­mi ener­ge­tycz­ny­ch ka­pel i ze­spo­łów za­kar­pac­ki­ch gó­ra­li i ko­za­ków za­po­ro­ski­ch. Ich wy­stę­py peł­ne by­ły pa­trio­tycz­ny­ch za­wo­łań, ukra­iń­skiej du­my i gło­śne­go, chó­ral­ne­go sprze­ci­wu wo­bec oku­pu­ją­cej Krym i Donbas ro­syj­skiej he­ge­mo­nii.

Stała już go­to­wa do pod­pa­le­nia ku­kła ob­ra­zu­ją­ca od­cho­dzą­cą zi­mę (po­dob­nie, jak na­sza ma­rzan­na) i ob­le­ga­na przez ro­dzi­ny z dzieć­mi za­gro­da z kur­ka­mi i gę­śmi, ma­ją­ca przy­po­mi­nać nad­cho­dzą­cą wio­snę.

Było do­ść zim­no, ale pro­gno­zy na naj­bliż­sze dni za­po­wia­da­ły kil­ku­na­sto­stop­nio­we ocie­ple­nie.

Powiązane wpisy