18 lutego 2010, czwartek, 15:55

Z krogulcem na gruszy

Jednak za­wi­tał i do mnie kro­gu­lec. Na po­cząt­ku zi­my ja­kie­goś dra­pież­ne­go pta­ka za­uwa­ży­łem na gru­szy obok ogro­do­we­go pa­wi­lo­nu. Wydawało mi się, że to my­szo­łów i tak też na­pi­sa­łem w jed­nym z po­stów. Aż tu pew­ne­go dnia by­łem świad­kiem na­stę­pu­ją­cej sce­ny – znad czy­ta­nej ga­ze­ty wy­rwa­ło mnie głu­che ude­rze­nie w szy­bę ku­chen­ne­go okna. To by­ło tak sły­chać, jak­by ja­kiś ptak nie wy­ha­mo­wał i po­le­ciał pro­sto w okien­ną szy­bę. Wybiegłem na dwór, że­by zo­ba­czyć co też się  sta­ło. Na bia­łym śnie­gu zo­ba­czy­łem w kil­ku miej­sca­ch pie­rza­ste wy­skub­ki (reszt­ki drob­ne­go, pta­sie­go pie­rza), a nie­opo­dal nad łą­ką  za­uwa­ży­łem od­la­tu­ją­ce­go wła­śnie kro­gul­ca ze zdo­by­czą spod mo­je­go karm­ni­ka. Unoszące się jesz­cze w po­wie­trzu piór­ka na­le­ża­ły do jed­nej z mo­ich do­kar­mia­ny­ch zi­mą si­ko­rek. Analizując łań­cu­ch po­kar­mo­wy świa­ta zwie­rzę­ce­go mo­gę po­wie­dzieć, że do­kar­miam nie tyl­ko bied­ne, ma­łe pta­szy­ny, ale i dra­pież­ni­ki.

Powiązane wpisy

8 lutego 2010, poniedziałek, 16:10

Widziałem orła cień …

To wła­śnie ten wi­dok dziś mnie za­uro­czył. Trzy or­ły bie­li­ki przez po­nad pięć mi­nut po­zo­wa­ły mi do zdję­cia w trak­cie dzi­siej­sze­go re­lak­su na bie­gów­ka­ch.

To był mój czwar­ty (po nie­dziel­nej prze­rwie na re­ge­ne­ra­cje sił) dzień na nar­ta­ch bie­go­wy­ch w Borach Stobrawskich. Żałuję, że nie mia­łem ze so­bą apa­ra­tu fo­to­gra­ficz­ne­go – te zdję­cia ro­bio­ne ko­mór­ką nie­ste­ty nie są spe­cjal­ne. Niemniej jed­nak dla udo­ku­men­to­wa­nia dzi­kiej przy­ro­dy mu­si to wy­star­czyć. O na­po­tka­nym kil­ka lat te­mu bie­li­ku pi­sa­łem w ostat­nim po­ście. I tu dziś, jak­by dla po­twier­dze­nia te­go fak­tu i na ży­cze­nie zja­wi­ły się nad mo­ją gło­wą – i to aż trzy!
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy

4 lutego 2010, czwartek, 21:13

Pierwsze koty za płoty

Udało mi się wresz­cie skom­ple­to­wać sprzęt do zi­mo­we­go re­lak­su w Borach Stobrawskich. Biegi nar­ciar­skie – to wie­le po­wie­dzia­ne. Przecież ostat­ni raz nar­ty mia­łem na no­ga­ch – o zgro­zo – czter­dzie­ści lat te­mu! 

Dziś po ode­bra­niu za­mó­wio­ny­ch wią­zań i bu­tów, w eks­pre­so­wym tem­pie za­mon­to­wa­no mi w ser­wi­sie nar­ciar­skim w Opolu no­we oku­cia – o ich ce­nie już pi­sa­łem (de­mon­taż sta­ry­ch i mon­taż no­wy­ch to już nie tak wiel­ki wy­da­tek  – 40 zło­ty­ch). Tak się do­brze zło­ży­ło, że na­by­te wią­za­nia są też mar­ki Fischer, jak mo­je nar­ty – świet­nie pa­su­ją.

Jeszcze po­wiem o jed­nym ele­men­cie mo­je­go wy­po­sa­że­nia. Otóż wczo­raj oka­zyj­nie na­by­łem re­we­la­cyj­ne, or­ta­lio­no­we rę­ka­wi­ce nar­ciar­skie  za je­dy­ne 9,99 (po pro­stu na wy­prze­da­ży w Realu, na sta­no­wi­sku art. se­zo­no­wy­ch). Na kom­bi­ne­zon już nie mu­sia­łem wy­da­wać ka­sy – le­żał od lat w sza­fie na stry­chu – chy­ba cze­kał na mo­je nar­ciar­skie za­pę­dy?

Zdjęcie po­wy­żej po­ka­zu­je nie tyl­ko mój no­wy sprzęt, ale i zwa­ły śnie­gu przy cha­cie – praw­da, że na­zbie­ra­ło się te­go spo­ro?
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy

23 stycznia 2010, sobota, 17:35

Widok z zimowego okna

Czyż nie uro­czy je­st wi­dok z ku­chen­ne­go okna, kie­dy na dwo­rze je­st mi­nus 15 stop­ni C?

W pie­cu bu­zu­je ogień z so­sno­wy­ch szczap, raz po raz strze­la­jąc pa­lą­cą się ży­wi­cą. Leniwe, so­bot­nie po­po­łu­dnie – sje­sta, tyl­ko za oknem uwi­ja­ją się ru­chli­we si­kor­ki. Prawdziwa zi­ma na­dal trzy­ma.

Powiązane wpisy

21 stycznia 2010, czwartek, 15:29

Drzewa z pokłonem

Tak po­wi­ta­ła mnie dro­ga, pro­wa­dzą­ca do na­szej le­śnej cha­ty. Drzewa w po­kło­nie ugi­na­ły się od nad­mia­ru śnie­gu i lo­du. Tęga zi­ma na­dal trzy­ma.

Po kil­ku dnia­ch nie­obec­no­ści w le­sie po­sta­no­wi­łem czym prę­dzej po­je­chać do swo­ich si­ko­rek. Karmnik oczy­wi­ście był ogo­ło­co­ny ze sma­ko­ły­ków, któ­re ostat­nio zo­sta­wi­łem. Po sło­nin­ce ani śla­du, a pta­sie klop­sy (spe­cjal­na mie­szan­ka zia­ren z tłusz­czem w po­sta­ci zwar­tej ku­li w drob­nej sia­tecz­ce) – po­żar­te. To oczy­wi­ście spraw­ka só­jek, któ­re tyl­ko czy­ha­ją i kie­dy znik­nę im z po­la wi­dze­nia, pod­bie­ra­ją wy­sta­wio­ne ła­ko­cie.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy