 19 sierpnia 2010, czwartek, 20:24
Zostawiam kosz pełen grzybów. Zdążyłem je Państwu uzbierać tuż przed wyjazdem do nieco cieplejszych klimatów.
Czytelnikom bloga obiecuję dokończyć przybliżanie małej greckiej wysepki Thassos. Będę tam rezydował, opiekując się turystami jednego z polskich biur podróży prawie przez cały wrzesień.
Wszystkim sympatykom i przebywającym w tym czasie w Chacie w lesie życzę wielu, wielu takich koszy grzybów.

 23 lipca 2010, piątek, 20:09

Wysoka temperatura i silne nasłonecznienie sprawiają, że wspaniale prezentują się w naszym stawie grzybienie (Nyphaea). Pojawiły się w naszym ogrodzie przed kilkoma laty, kiedy zakładałem oczko wodne. Zakupiłem je, by stworzyć naturalną ochronę dla swoich rybek. Ich wielkie, koliste i ciemno-zielone liście stanowią dla nich doskonałą ochronę przed nagrzewającym taflę wody słońcem. Te występujące w kilku kolorach rośliny zwyczajowo nazywane są liliami wodnymi albo nenufarami.
Źródła Wikipedii podają, że grzybienie są rośliną leczniczą i barwiarską. Wyciągi ze świeżych kwiatów grzybieni są doskonałym środkiem nasennym i uspokajającym (hamują pobudzenie seksualne). W medycynie ludowej ich kłączy używano do pielęgnacji włosów, a z kwiatów produkowano wodę kwiatową. Natomiast świeże liście przykładano przy schorzeniach skóry na wrzody i wypryski. Napar z liści stosowano wewnętrznie przy schorzeniach układu oddechowego.
Korzenie grzybieni ze związkami soli i żelaza stosowane były niegdyś do barwienia płótna na intensywny kolor zielony, zaś stare kłącza używano do uzyskiwania czarnego barwnika.
Grzybienie występujące w naturalnych środowiskach są roślinami prawnie chronionymi, a w przydomowych zbiornikach wodnych cieszą oko gospodarzy.


 20 lipca 2010, wtorek, 11:58
Dziś trochę o okolicy naszej leśnej chaty.
„Las ojciec nasz, my dzieci jego, więc chodźmy do niego”. To cytat z ostatniego numeru czasopisma ECHA LEŚNE, które ukazuje się od 1924 roku! i popularyzuje wiedzę o lesie i przyrodzie (www.lasy.gov.pl).
Autor artykułu pt.: Dary Sylwana *- Jarosław Szałata w lipcowym numerze pięknie pisze o darach lasu: grzybach, jagodach, ziołach( których jest aż 150 gatunków), leśnym miodzie i drzewach, które leczą.
Nie bez kozery autor zacytował zapamiętane w dzieciństwie i przytoczone wyżej powiedzenie. Oto jego sentencja: Korzystając z darów lasu traktujmy go z szacunkiem i czułością należną rodzicowi.
Zatem za panem leśniczym zapraszam na wycieczkę do lasu, gdzie każde drzewo w określony sposób działa na człowieka.
Buk likwiduje stres; lipa pomaga się wyciszyć / już Jan Kochanowski (1530-1584) we fraszce Na lipę - zapraszał: „…gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie…”/; brzoza zmniejsza stany depresyjne; dąb dodaje energii życiowej. Zaś olejki eteryczne wydzielane przez drzewa iglaste działają przeciwzapalnie i antybakteryjnie.
A czyż nie pięknie wyglądają w swym naturalnym poszyciu w Borach Stobrawskich moje grzybki? …aż żal je z mchu wyrywać.

___________________________________________________________
* Sylwan - dobry duszek, strzegący lasów i leśników według dawnych wierzeń naszych przodków.

 18 lipca 2010, niedziela, 12:24
 6 lipca 2010, wtorek, 16:30
Przyszła już pora na powrót na łono leśnej natury.
Załączona na fotce moja grecka opalenizna została już wzmocniona przez nasze słońce przy wędrówce po włościach, które z ochotą obejrzałem po długiej nieobecności. W tym czasie trawa rosła jak na drożdżach i zastępujący mnie opiekunowie posesji mieli pełne ręce roboty. Dzięki im za to. Efekty koszenia widać na zdjęciu poniżej.

Brakowało mi trochę w Grecji tej soczystej zieleni, która tu przez ostatnie obfite opady tryska intensywnością. Kolorowe grzybienie na przydomowyn oczku wodnym stały się doskonałym rajem dla żabek.
I jeszcze tylko o jednym stworzonku, które mnie przywitało już po zmroku. Czy wiecie jak wyglądają świetliki - robaczki świętojańskie? To takie mikro UFO, które świeci swoim fosforyzującym kuperkiem, a którego nie można pokazać na zdjęciu. Unosiły się bezszelestnie nad trawą, robiąc fluorescencyjne esy- floresy (czyżby nieco spóźnione?).
PS. Pozdrawiam serdecznie moich wszystkich greckich turystów. WG

 10 czerwca 2010, czwartek, 20:25
Do Prinos - niewielkiej osady rybackiej w zachodniej części wyspy Thassos wybraliśmy się z miasteczka Limenaria oddalonego o jakieś 15 km lokalnym autobusem. Miasteczko Prinos posiada jeszcze bezpośrednie połączenie promowe z Kavalą, administrującą wyspą.
Po wejściu na przystanku do wypełnionego po brzegi autobusu poczułem atmosferę galicyjskiej wioski z lat siedemdziesiątych. To przypominało mi jazdę autobusem na trasie Limanowa - Stary i Nowy Sącz w okresie głębokiej u nas komuny. Pasażerów zmierzających na jedyny na wyspie targ w Prinos dziarsko obsługiwał około pięćdziesięcioletni konduktor.
A to wykrzykiwał powitalne pozdrowienia do wsiadających na poszczególnych przystankach tubylców. Innych zaś po przyjacielsku poklepywał, a innych gromko karcił za to, że nie zdążyli zapłacić za przejazd, a już muszą wysiadać. Niezwykle sprawnie wydzierał bilety ze swego konduktorskiego segregatora i jeszcze przed podaniem pasażerowi przedzierał je w pół. Kasował za przejazd, wydając drobne ze specjalnie skonstruowanej kasetki z posegregowanymi monetami. Bilet kosztował około trzech euro (jakoś trudno nam było się doliczyć właściwej stawki za przejazd).
Nagle, w połowie naszej drogi na targ, nastąpiła nieoczekiwana dla nas sytuacja. Kiedy dotarliśmy do centrum małej osady Maries, nasz konduktor zdecydowanym poleceniem wydanym po grecku nakazał naszej czwórce (podróżowałem z trzema miłymi turystkami polskimi) i jeszcze tam komuś nagle wysiadać z autobusu. Wcześniej już mieliśmy skasowane bilety na przejazd.
Z wielkim zdziwieniem i niepokojem zarazem, ale z pełną uległością przyjęliśmy ten stanowczy nakaz wysiadki. Bowiem także nasz konduktor razem z nami opuścił ten autobus, pozostając z nami na przystanku. Teraz już po przyjacielsku starał się nam oznajmić, że za kilka minut przyjedzie po nas inny autobus i powiezie nas do celu naszej podróży. Tak też się stało - nowy, zupełnie pusty autobus podjechał, zabierając nas w dalszą, całkiem już niedługą podróż, zabierając pasażerów czekających na przystankach.
Obiecywaliśmy sobie wiele po reklamowanym przez sympatyczną przewodniczkę Kasię jedynym na wyspie targu w Prinos. Liczyliśmy na to, że może zrobimy zakupy jakiegoś oryginalnego rękodzieła i wytworów tubylców. A tu niestety też dotarła wszechobecna, jak u nas chińszczyzna, zalewając stragany tandetnym, zunifikowanym towarem gospodarstwa domowego i ciuchami Made in China.
Owoce i warzywa uprawiane na wyspie też nie zrobiły na nas większego wrażenia. Chyba jeszcze zbyt wczesna pora na owocową obfitość grecką. Jedynie sadzonki ziół, warzyw i kwiatów wyróżniały się swoją wielobarwnością.
Z dala od targowego zgiełku udało mi się odnaleźć ukryte wśród zieleni lip i winogron wejście do niewielkiej cerkiewki. Pozwoliło mi to na nabranie dystansu do gwarnego targu na wyspie i utwierdziło w przekonaniu, że nie będzie to atrakcja, którą będę mógł polecać moim turystom przybywającym na Thassos.
PS. Ukłony dla Tosi, Basi i Kasi.

 9 czerwca 2010, środa, 11:51
Wczorajsza wędrówka w stronę gór pozwoliła mi na poznanie jeszcze innych klimatów wyspy Thassos.
Zatrzymałem się nad brzegiem wyschniętej, górskiej rzeki. Woda w niej pojawia się tylko w czasie obfitych opadów, które w postaci rwących, górskich strumieni tworzą wartki nurt. Zdarzało się, że nieświadomi turyści parkowali swoje samochody na wyschniętych korytach tuż u ujścia i musieli je potem wyławiać z morza.
Moją uwagę przykuł dochodzący z rosnących w zwartej grupie sosen nad brzegiem strumienia radosny śpiew ptaków. Najpierw rozpoznałem wibrujące melodyjki zięby, ale jakby bardziej rozbudowane. Nawet udało mi się ją zauważyć wśród długich igieł dorodnej sosny. Do śpiewu zięby nagle dołączyły trele słowika, który się ukrył wśród szyszek, obficie obrastających gałęzie sosny.
Urzeczony słuchałem ptasiego koncertu do czasu, gdy nagły furkot przelatującego, kolorowego ptaka odwrócił moją uwagę. Od razu go rozpoznałem po charakterystycznym, motylim locie. To był on - dudek (Upupa epops). Przysiadł na jednym z drzew, na skraju wznoszącego się na wzgórzu oliwnego gaju. Jego postawiony dekoracyjnie biało czarny czub i pomarańczowe pokrycie, zdradzały obecność na dorodnym drzewie oliwnym. Po chwili nadleciały jeszcze dwa dorosłe osobniki. Były o wiele większe od tych, które gniazdują na obrzeżach lasu przy naszej chacie w Borach Stobrawskich.
Spojrzałem na wiszące w samym zenicie słońce - była dwunasta, a z pobliskich sosen nadal dochodziły wesołe trele, do których dołączyły nieśmiałe, dudkowe uuup, uuup.


|
|
Ostatnie komentarze
31 sierpnia 2010, 17:20
Kasia: Tatuś – pozazdrościć! U nas leje i leje i przestać nie chce, a na Onecie...
29 sierpnia 2010, 21:31
gość: na wyspie Korfu (Kerkyra) jest 3,5 miliona drzew oliwnych, pozdrawiam
7 sierpnia 2010, 16:23
Aleksandra Kowalska: PRZEUROCZE MIEJSCE jakim jest Chata w lesie na długo pozostanie w...
22 lipca 2010, 20:15
Maciej: Tato! Aż chcę się do lasu jechać. Do zobaczenia w weekend :)
4 lipca 2010, 13:09
Paweł Skowron: Bardzo fajna stronka, zachęca do odwiedzenia tego miejsca. Panie Wojtku...