7 marca 2010, niedziela, 13:42

Wszystkim Paniom

Specjalnie dla wszyst­kich Pań odwiedzających tę stronę zatrzymałem w swojej bazie naturalny bukiet ubiegłorocz­nych mar­garetek. Zawsze je skrupulat­nie omijam przy koszeniu trawy. Te prze­syłam wir­tual­nie z okazji Waszego Święta.

Niech Wam przy­pominają nad­chodzącą wiosnę. Aby ich widok Was roz­promieniał i skracał Wam czas do nadej­ścia ciepłych, słonecz­nych dni i rychłego wypadu na łono natury (proszę klik­nąć na tej fotce).

PS Już pierwsi goście zarezer­wowali długi, majowy week­end - (gospodarz).

28 stycznia 2010, czwartek, 16:28

Wypad w Bieszczady

Dziś buszowałem w sieci i zamówiłem prenumeratę miesięcz­nika poświęconego tematyce mojego leśnego otoczenia - Echa leśne. Miałem też na tyle wolny dzień, że zabrałem się za odrabianie lek­cji. Zrobiłem to oczywi­ście korzystając z wszech­obec­nego internetu.

Tworzenie bloga jest dla mnie nowo­ścią. Minął zaled­wie miesiąc, od kiedy otrzymałem moż­liwość publicz­nego zain­teresowania swoim leśnym otoczeniem. Nie mam prawie żadnego doświad­czenia w pisaniu tek­stów, które byłyby tak szeroko upublicz­nione (poza nie­wiel­kimi działaniami redak­tor­skimi w bar­dziej lub mniej odległych czasach - o tym może innym razem). Odrabianie lek­cji zacząłem od teo­rii (polecam copywriting.pl). Moje prak­tyczne zajęcia zaczęły się od wyników Google dla haseł: chata i blog. Nagle moją uwagę zwróciła strona z blogiem z Chaty Magoda.
→ czytaj dalej…

15 stycznia 2010, piątek, 21:15

Prawdziwy bałwan

Muszę przy­znać, że trzymająca się od Nowego Roku zimowa aura przy­pomina mi tę z dzieciń­stwa. Zwały śniegu, zwisające sople, szczypiący w uszy mróz, czy tworzące się gdzie­nie­gdzie zaspy, mogą przy­woływać te dziecięce wspo­mnienia. Zdarzało mi się chodzić do szkoły wydrążonymi w śniegu tunelami. Zjeżdżało się z pagórka za domem na drew­niakach (skórzanych butach pod­bitych drew­nianą pode­szwą) lub san­kach - chyba każdy, miesz­kający w górach miał okazję to prze­żyć. Do szkoły było pod górkę, bo jakże miało być w Beskidzie Wyspowym, skoro wystające wzniesienia, jak wyspy na oceanie przy­pominał. Raz pod górkę, potem znów z górki i bilans się wyrównywał.

Zanim przyj­dzie odwilż i zaczną top­nieć śniegi - opowiem o zasłyszanej nie­dawno w mojej radiowej Trójce, historii o chłop­cach osiedlowych:

Zrobili chłopcy bał­wana - nie postał długo. Parkujący obok kierowca z premedytacją roz­jechał go. Ulepili więc chłopcy następ­nego bał­wana. I znów ten „bał­wan” (kierowca) z impetem roz­walił go. Ale za to na drugi dzień sprytni chłopcy ulepili bał­wana na pobliskim hydrancie…

Dzisiejszy post nieco spóź­niony, gdyż od wczoraj byłem zajęty obowiąz­kami w swojej chacie. Z uroków leśnej zimy skorzystali dziś moi stali goście. Kolejny business lunch w zimowej scenerii się udał, co jego uczest­nicy potwier­dzili w prowadzonej kronice (tej ręcz­nie pisanej).

Niespodziankę mi dziś zrobił sąsiad Hubert pode­słanym zdjęciem - ale o tym już w następ­nym razem.


9 stycznia 2010, sobota, 13:13

Hej kolęda, kolęda

kolędowanieDziś nas prawie zasypało. Prawdziwa zimowa aura tuż po Trzech Królach dobrze nas nastraja do powrotu do wspól­nego kolędowania. Właśnie na dziś jesteśmy zaproszeni do naszych znajomych z pobliskiej Zawady na wspólne śpiewanie kolęd. Zdjęcie obok pochodzi ze spo­tkania kolędowego sprzed dwóch lat w naszej chacie. Będą więc stare pol­skie kolędy i pastorałki - te, które znamy wszyscy, ale i też mniej znane pastorałki pod­halań­skie. Będzie i ta, której nauczył mnie kolega Harnaś - Józek Zatłoka - Gadowski rodem z Czerwiennego: „Hej, gdybyś Ty się Jezu, hej w Cerwiennem urodził, hej to byś Ty w płor­tec­kach i biołej cuse chłodził”.

7 stycznia 2010, czwartek, 15:43

Trzej Królowie w nowej szacie

W nowej szacie zastali wczoraj Trzej Królowie stronę www.chatawlesie.pl wraz z tymi, którzy od wczoraj dokonywali wir­tual­nego odwiedzenia tego adresu. Otrzymany pod choinkę prezent w postaci indywidual­nego bloga przez te dwa tygo­dnie dogrywał się na roboczej stronie. Posty przeze mnie tworzone nie były wir­tualne, ale odzwier­ciedlały to, co dotyczy tego miej­sca i jest frag­men­tem tego, będzie się pojawiało na tej stronie.

Zatem zapraszam wszyst­kich odwiedzających ten adres do zamiesz­czania komen­tarzy do tworzonych postów. Będę się starał w miarę na bieżąco oddawać atmos­ferę tego miej­sca ze szczegól­nym uwzględ­nieniem nie­skazitel­nej przy­rody Borów Stobrawskich i dziedzic­twa kul­turowego Śląska Opolskiego. Na tej stronie znaj­dziecie rów­nież aktualne propozycje dotyczące moż­liwo­ści relaksu, wypoczynku czy też realizacji własnej aktyw­no­ści rekreacyj­nej czy turystycz­nej w samym sercu Stobrawskiego Parku Krajobrazowego.

P.S. Podziękowania dla fun­datora bloga i autora aktual­nej wer­sji strony - syna Macieja.

5 stycznia 2010, wtorek, 15:50

Dama Kęszyc

rzeźba w drewnie: kobieta

To bar­dzo nie­typowa rzeźba, której autorem jest Aleksander Khodko pochodzący z Drohobycza. Poznaliśmy się nie­przypad­kowo przed dziesięcioma laty. Nieznanego wcześniej człowieka zaprosiłem do siebie, bo poszukiwałem kogoś do opiekowania się nabytym wcześniej weken­dowym domem, który był w ruinie, a który zamierzałem odrestaurować dla własnych potrzeb wypoczyn­kowych. Potrzebowałem kogoś, kto zna obróbkę drewna i potrafi wykonywać proste prace remon­towe. I tak, poprzez prze­bywającego u sąsiada zaprzyjaź­nionego pracow­nika z Ukrainy, poznałem Aleksandra. Zaprosiłem go do siebie, kwaterując w chacie w lesie i realizując wspól­nie z nim prace adap­tacyjno – remon­towe. Sasza (takie u nas miał przyjaciel­skie imię) okazał się być po pierw­sze dobrym stolarzem i rzeź­biarzem - hob­bystą.
→ czytaj dalej…

3 stycznia 2010, niedziela, 22:45

Prawdziwa zima?...

Właśnie przyjechałem do chaty, żeby pożegnać się z syl­westrowymi gośćmi. Miłym zaskoczeniem było pozostawienie przez nich zaj­mowanych pomiesz­czeń w nie­skazitel­nym stanie. Wszystko wypucowane, posprzątane i upo­rząd­kowane - ach, te śląskie kobitki! Miło będzie takich gości przyj­mować ponow­nie, bo wyrażali ochotę przyjazdu w cieplej­szej porze roku.

A na dworze coraz zim­niej - tem­peratura spadła do minus pięciu stopni, więc świeżą słoninkę dla sikorek powiesiłem na karm­niku. Nagle ku mojemu zdziwieniu na gruszy przy­siadł olbrzymi myszołów - takiego spo­tykałem jesienią na pobliskiej łące, jak czatował na swoją zdobycz. Czyżby teraz połakomił się na słoninkę, wystawioną dla moich sikorek i kowalików? Zanim zdążyłem przy­gotować aparat fotograficzny - ten z impetem zerwał się z gałęzi i machając potęż­nymi skrzydłami oddalił się w stronę lasu. Pozostało mi tylko sfotografować panoramę leśnej osady z chatą w mroź­nej, zimowej szacie.