13 czerwca 2019, czwartek, 17:07

W letnie upały

Ukwiecony jaśmin prawie zawsze przypomina mi początek lata. Co prawda jeszcze osiem dni nas do tego dnia dzieli, to jednak 35-cio  stopniowe upały przypominają nam tę właśnie porę roku.

Zbiera sie na zapowiadaną burzę i mogące wystąpić nawałnice, stąd fotka już w zamglonej osłonie. Jaśmin prezentuje się w tym roku niezwykle urokliwie, a jego zapach wręcz zniewala – zwłaszcza wtedy, kiedy się odpoczywa na podcieniach chaty. Wszak ta odmiana, to jaśminowiec wonny – Philadelphus coronarius.

11 marca 2019, poniedziałek, 15:24

Coś na 8 Marca

Dziś okazjonalny wpis. W sam raz na Dzień Kobiet, który dedykuję wszystkim paniom. Tym, które bywały w Chacie w lesie, oraz tym, które  zamierzają tu kiedyś gościć. Do nich dołączam życzenia radości i pogody ducha, jaką może dać obcowanie z kwiatami.

To nasza mini galeria schodowa w budynku głównym naszej chaty.

    

Prezentowane prace są pozostałością po  starej szafie. Była ze sklejki, więc nie warto jej było zatrzymywać.

Natomiast ocaliłem od zapomnienia przytwierdzone do niej panele, na których zostały pieczołowicie namalowane cztery różne kompozycje kwiatowe najprawdopodobniej przez byłą gospodynię domu – malarkę.

Teraz cieszą oko wspinających się po drewnianych schodach prowadzących na strych chaty.

24 lutego 2019, niedziela, 21:05

Haczyki, haki i wieszaki …

Znowu się tego uzbierało w Chacie w lesie i jej obejściu. Czas więc na prezentację kolejnej mojej kolekcji, która tu w sposób jak najbardziej naturalny funkcjonuje i ubarwia swoją formą otoczenie. To wielkie słowo kolekcja, ale jest tego sporo, więc postanowiłem poświęcić temu odrębny post.

Dziś przyszła pora na różnego rodzaju, haczyki, haki i wieszaki, które w wielu przypadkach spełniają swoje użytkowe funkcje. A to doposażają jakiś pokój w niezbędny wieszak, albo coś podtrzymują. Innym razem zaś eksponują jakiś fragment aranżacji czy dekoracji.

Postarm się w kilku słowach o nich napisać  – jak je zdobyłem, albo skąd też pochodzą albo jak powstały. Bowiem niektóre z nich samodzielnie przysposobiłem do pełnienia ich funkcji użytkowej.

Zacznę od karety. To odlew mosiężny – kilkunastocentymetrowy z dobrze zachowanymi postaciami w karecie,  stangretem i końmi. Ta przyjechała do mnie aż z Warszawy. Przed kilkonastoma laty natrafiłem w Broniszach pod Warszawą na targ staroci. Tam nabyłem oryginalny cep (lub „cepy”, bo tak na niego w Galicji mówili), okarynę (stary gliniany instrument muzyczny), na której czasami pogrywam oraz lampę stojącą – zdobiącą jeden z moich pokoi.

Te kilka wieszaków zgrupowanych w jednym szeregu, to wieszaki wykonane ze zrzutów zdobytych przeze mnie poroży jeleni.

      Ten pierwszy pełni rolę wieszaka szatni do sauny, na drugim wisi mój kowbojski kapelusz, a na trzecim specjalne dzwonki grające na wietrze w korytarzu prowadzącym do sauny w stodole.

    

Grupa tych wieszaków wykonana została przeze mnie z elementów starych maszyn do szycia typu Singer. Pierwszy jest na doniczkę z kwiatem na podcieniach domu. Drugi na ręczniki w korytarzu do sauny, a obok detal tegoż wieszaka – półki w kształcie lilijki.

Te wieszaki i haki przywiozłem kiedyś z targu świątecznego z czeskiej Pragi. Wykute na miejscu na specjalnym stoisku przez starego kowala. Środkowe zdjęcie pokazuje dwa zdobione wieszaki na pogrzebacz i szufelkę przy kuchennym piecu.

    

To z kolei sa wieszaki figuralne: typowy  wieszak ze śląską matroną – do dziś spotykany. Drugi zaś z wytartymi postaciami aniołków i trzeci wieszak żeliwny z figurami ptaków.

    

Kolejne wieszaki pochodzą z moich podróży do krajów Beneluxu i Anglii. Ten pierwszy przypomina mi o pomniku polskich lotników z Bitwy o Anglię pod Londynem. Drugi mówi o praktyczności Holendrów (na pudełko zapałek przy piecu). A trzeci kupiłem na targu staroci w Belgii. Czwarty – motylek pochodzi z Luksemburga. A ten piąty – niezwykle groźny podarowała mi znajoma, wierząc, że gdzieś wykorzystam w swojej chacie. A ten ostatni, to wieszak na klucze. Wykonałem go z drewna – na wzór okucia skrzyni lub szafy.

          

Czyż nie warto zbierać takie cacka, żeby ocalić od zapomnienia stare, rzemieślnicze wyroby i ubarwić naszą szarą rzeczywistość?

9 lutego 2019, sobota, 21:33

Dziś ważymy, ważymy – wagi z mojej kolekcji …

Przyszła dziś pora na kolejny przedmiot mojego zbieractwa, a może i kolekcji. Wszak po angielsku to właśnie tak brzmi: collect. Nawet nie wiem kiedy się ich aż tyle uzbierało. Ale jednak warto coś ocalić od zapomnienia.

To wiekowe już wagi i bywają nieco zdelelowane, ale czasami zdarza mi się jeszcze z nich korzystać. Wagi zdobią pomieszczenia wewnętrzne Chaty w lesie, ale niektóre z nich – te większe tzw. wagi dziesiętne stoją na podcieniach.

               Pewno trudno wam uwierzyć, ale ta ostatnia fotografia też pokazuje wagę. Jest to waga wozowa z postronkami – znajdowała się na dyszlu wozu i służyła kiegyś  do zaprzęgu pary koni.

Były już  młynki do maku, klucze i magle, ale w kolejce na prezentację na blogu oczekują moje kolejne kolekcje: dzwonki, dzbanki, haki i wieszaki! Oto zapowiedź …może wiosenna?

6 lutego 2019, środa, 10:37

Klucze i kluczyki … z mojej kolekcji

To kolejny wpis na blogu o moim zbieractwie, lub kolekcji – jak kto woli. O magicznym słowie KLUCZ pisałem już na blogu przed kilkoma laty. Od tego czasu znów przybyło mi trochę starych, zabytkowych kluczy. Zrobiłem im zdjęcia i postanowiłem zaprezentować tę kolekcję. Jest ich sporo – ponad 200 sztuk.

Jak widać na załączonych przykładach – klucze bywają niezwykle dekoracyjne. Można je eksponować na różne sposoby. Ja np. wykorzystałem starą ramę okienną i po dodaniu tylnej ścianki umocowałem je za szkłem. Z kolei ekspozycja pojedynczego klucza w starym sicie też nieźle się prezentuje. Sposobów jest wiele. Warto takie drobiazgi gromadzić i ożywiać stare (choć nie tylko) – wnętrza.

Są to klucze do starych, zabytkowych skrzyń, starych szaf, szkatułek, zegarów – a nawet do mocowania łyżew. Klucze do drzwi i bram – jak ten największy, który onegdaj kupiłem we Lwowie i podobno zamykał jedną z bram miasta. A ten zielony podarowany był kiedyś studentom przez prezydenta naszego miasta, by w czasie Piastonaliów mogli władać Opolem podczas trwania imprezy.

Przy tej okazji dodałem do ekspozycji też kłódki – oczywiście zabytkowe. Niektóre są pokaźnych rozmiarów i nawet pełnią w mojej stodole użytkowe funkcje. Jak na przykład ta, która zamyka skobel przy zabytkowych drzwiach dawnego chlewika i zabezpiecza dziś wejście intruzom do części warsztatowejstodoły.