25 lutego 2010, czwartek, 9:51

Święty Maciej zimę traci...

Dzień 24 lutego wyznacza nam pogodowe plany. Stare, pol­skie przy­słowie dzień Św. Macieja przy­pisuje prognozowaniu poczynań zimy: „Święty Maciej zimę traci albo ją bogaci”. Zatem mając w pamięci nad wyraz ciepły i w miarę pogodny wczoraj­szy dzień, możemy śmiało powiedzieć, że następuje już żegnanie się z zimą.

W moim lesie już od samego rana słychać nawołujące się ptasie głosy. Wczesnym ran­kiem pierw­sze zaczęły się odzywać kosy, potem sikorki przy­woływały swoich part­nerów, a z akacji przed domem dochodziły metaliczne popiskiwania pary kowalików. Niewielkimi stad­kami na pojawiającej się spod śniegu trawie przy­siadywały roz­weselone czyżyki. Na obrzeżach lasu coraz dosad­niej słyszałem bęb­nienie dzięciołów i piskliwy skrzekot kolorowych sójek. Idzie wiosna dużymi krokami.

3 lutego 2010, środa, 10:44

Na zapusty - ogon do kapusty

Przed wyjaz­dem do lasu, wybrałem się do osiedlowego sklepu, aby uzupeł­nić zapas świeżej słoninki dla moich leśnych ptaszyn. Na stoisku mięsnym moją uwagę zwrócił świń­ski ogon po prostu - wszak zbliżają się zapusty. W moim rodzin­nym domu na Sądecczyźnie, właśnie ten swoisty frag­ment z dorocz­nego świniobicia trafiał przy samym końcu kar­nawału do gotującej się kapusty.

Zapustami zwano ostatni week­end przed Popielcem (po Tłustym Czwartku). Zaś świń­ski ogon znaleziony w kapu­ście sygnalizował, że koń­czą się już własne zapasy, zrobione na początku zimy. Kończy się zatem czas szaleń­stwa kar­nawałowego, czas zabaw, czas uciech i wszyst­kich czeka okres postu a póź­niej biedny i trudny przed­nówek.

Choć Środa Popielcowa dopiero 17 lutego, to ogon już kupiłem. Niech leży w zamrażarce w oczekiwaniu na moją kapustę. Co roku kiszę ją w leśnej chacie w glinianej beczułce, a prosto z piw­nicy trafia do tradycyj­nego bigosu, surówki czy też jako praw­dziwa kiszona kapusta z zasmażką, albo i bez.

12 stycznia 2010, wtorek, 11:32

Zasypało i zawiało

zasypany grilTakich obraz­ków latem nie da się zobaczyć. Ta fotka będzie dokumen­tować walkę natury z ociepleniem klimatu. Przedstawia wybudowanego przeze mnie grilla w zimowej szacie, który speł­nia zarazem rolę wędzarni i suszarni owoców (foto z detalami pod tek­stem). Bardzo użyteczny obiekt ogrodowy, który może być wykorzystywany nawet zimą do wędzenia wyrobów wędliniar­skich. A latem doskonale służy jako grill z czterema rusztami.

Przyrządzenie grilowanych smakołyków dla 25 osób nie było problemem, kiedy gościliśmy przez tydzień uczest­ników rajdu rowerowego. Jesienią wykorzystuję go do suszenia owoców według tradycyj­nych metod, jakie były stosowane w moich rodzin­nych, galicyj­skich stronach. Tam prawie przy każ­dym domu znaj­dowała się tzw. suśnia, czyli suszar­nia owoców.
→ czytaj dalej…

9 stycznia 2010, sobota, 13:13

Hej kolęda, kolęda

kolędowanieDziś nas prawie zasypało. Prawdziwa zimowa aura tuż po Trzech Królach dobrze nas nastraja do powrotu do wspól­nego kolędowania. Właśnie na dziś jesteśmy zaproszeni do naszych znajomych z pobliskiej Zawady na wspólne śpiewanie kolęd. Zdjęcie obok pochodzi ze spo­tkania kolędowego sprzed dwóch lat w naszej chacie. Będą więc stare pol­skie kolędy i pastorałki - te, które znamy wszyscy, ale i też mniej znane pastorałki pod­halań­skie. Będzie i ta, której nauczył mnie kolega Harnaś - Józek Zatłoka - Gadowski rodem z Czerwiennego: „Hej, gdybyś Ty się Jezu, hej w Cerwiennem urodził, hej to byś Ty w płor­tec­kach i biołej cuse chłodził”.

4 stycznia 2010, poniedziałek, 23:21

Na barani skok

Kiedy zimowe wieczory wydają się przy­długie, zdarza mi się wspominać chwile bez­troskiego dzieciń­stwa spędzone w nie­wiel­kiej, galicyj­skiej wiosce między Limanową a Starym Sączem. Sople zwisające z dachów, zaspy, przez które trudno było się prze­do­stać do szkoły, tęgi mróz i jazda na saniach.

Wczoraj w kalen­darzu były imieniny Genowefy i stąd chciał­bym wspo­mnieć swoją mamę, która starała się te długie wieczory okresu poprzedzającego święta Bożego Narodzenia wykorzystać na zapiski pogodowe.
→ czytaj dalej…

1 stycznia 2010, piątek, 20:13

Witaj Nowy 2010 Roku!

Witaj Nowy Rok!

Jaki będziesz Nowy 2010 Roku? Życzymy sobie, aby był pomyślny. Chcemy, aby się speł­niły nasze marzenia. Byśmy zdrowi byli i by nam się wszystko dobrze układało. Ale też chcemy, aby zdarzały się ciekawe i zarazem tylko przyjemne chwile.

W moim rodzin­nym Beskidzie Wyspowym życzenia bożonarodzeniowe miały oryginalną for­mułę. Gospodarz domu wracając w Boże Narodzenie z kościoła już w samym progu wypowiadał życzenia w cytowanej tu gwarze limanow­skiej: „Na sco­ście, na zdrowie, na to Błoże Narodzonie, by sie wąm darząło wszyst­kło stw­łorzonie - w kum­łorze, w łobłoże dej Ponie Błoże”. Zaś wracając z nabożeń­stwa w drugi dzień świąt - sypiąc od progu poświęconym w tym dniu w kościele owsem mówił: „Na sco­ście, na zdrowie, na ton świąty Scepąn, by sie wąm darząła kapusta ze rzepąm - w kum­łoże, w łobłoże dej Ponie Błoże”. Na Nowy Rok podob­nie wypowiadał w progu życzenia: „Na sco­ście, na zdrowie, na ton Nowy Rok, by sie wąm darząła kapusta i groch - w kum­m­łorze, w łobłoże dej Ponie Błoże. …w kaz­dąm kątku pło dzieciątku, na przy­piecku troje”.

A jak będzie? Może właśnie tak, jak pisał ks. Jan Twardowski: „… w życiu człowieka jest dobrze i nie­do­brze. Byłoby nie­do­brze, gdyby było tylko dobrze”.

Tym wszyst­kim, którzy w 2010 roku będą gościć w  Chacie w lesie osobi­ście, bądź tylko wir­tual­nie życzę, aby w codzien­nym zabieganiu znaleźli czas na chwilę reflek­sji, by pomyśleli o swoich korzeniach i tym, co ich wiąże z naturą. Zaproszeniem do kon­tem­placji niech będzie hasło, które pod­suwam naszym gościom: „Posłuchaj ciszy Borów Stobrawskich”.