18 sierpnia 2012, sobota, 20:29

Jeden borsuk – dwa borsuki

Borsuki gro­mad­nie po­ja­wi­ły się na te­re­nie gmi­ny Murów. Na ra­zie tyl­ko w skle­pa­ch Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” Stare Budkowice.

To na­sz lo­kal­ny pie­nią­dz za­stęp­czy – 1 bor­suk mie­dzia­ny od­po­wia­da na­szym 5 PLN, a 2 bor­su­ki gol­den nor­dic to już 10 PLN, któ­ry z ini­cja­ty­wy Urzędu Gminy Murów ma zwró­cić uwa­gę na bo­gac­two fau­ny Borów Stobrawskich i pro­mo­wać na­sze lo­kal­ne śro­do­wi­sko przy­rod­ni­cze.

Ta ak­cja ma też zwró­cić uwa­gę kie­row­ców, aby w spo­sób roz­waż­ny ko­rzy­sta­li z dróg, któ­re prze­bie­ga­ją w du­żej czę­ści przez ob­sza­ry le­śne gmi­ny, gdzie ży­ją te sym­pa­tycz­ne zwie­rza­ki – bor­su­ki.

PS. Nie uda­ło mi się jesz­cze sfo­to­gra­fo­wać sa­me­go bor­su­ka, choć kie­dyś fuk­nął na mnie, kie­dy wie­czo­rem je­cha­łem ro­we­rem le­śnym duk­tem. Zamiast te­go wcze­sno­po­ran­na fot­ka z na­sze­go le­śne­go oto­cze­nia, któ­rą zo­sta­wiam na blo­gu do cza­su po­wro­tu z wy­jaz­du do Sankt Petersburga. To już bę­dzie czas ry­ko­wi­ska – za­pra­szam.

 

7 grudnia 2011, środa, 21:46

Nietypowa kolekcja

Podczas mo­jej ostat­niej po­dró­ży służ­bo­wej do Kijowa na Ukrainie ta­ki oto je­sien­ny ob­ra­zek za­re­je­stro­wa­łem na te­re­nie jed­nej z od­wie­dza­ny­ch firm.

Postać Lenina – wo­dza Rewolucji Październikowej je­st na­dal po­pu­lar­na na te­re­na­ch by­łe­go Związku Radzieckiego.

Jeszcze dziś pra­wie każ­de mia­sto mo­że się po­szczy­cić po­dob­ny­mi po­mni­ka­mi. Można je na­dal spo­tkać na re­pre­zen­ta­cyj­ny­ch pla­ca­ch, skwe­ra­ch, a po­pier­sia w ga­bi­ne­ta­ch dy­rek­to­rów.

Na se­rio? … czy mo­że dla żar­tu? … lub ku prze­stro­dze?  A mo­że po pro­stu z sen­ty­men­tu –  ja­ko frag­ment hi­sto­rii Europy?

5 listopada 2011, sobota, 9:17

Zabytkowy most w Ozimku

Piękna po­go­da w dniu Wszystkich Świętych po­zwo­li­ła na od­wie­dze­nie ro­dzin­ny­ch gro­bów i spa­ce­ry w ich oko­li­ca­ch. Była też oka­zja, aby przyj­rzeć się za­cho­dzą­cym zmia­nom w ty­ch od­wie­dza­ny­ch co ja­kiś czas miej­sca­ch.

Ja w tym cza­sie tra­fi­łem do od­da­lo­ne­go o 20 km od Opola – Ozimka. I wła­śnie tam, w po­bli­żu cmen­ta­rza ewan­ge­lic­kie­go znaj­du­je się bar­dzo cie­ka­wy za­by­tek. Jest to naj­star­szy w Europie kon­ty­nen­tal­nej że­la­zny mo­st wi­szą­cy na rze­ce Mała Panew.

Most zo­stał za­pro­jek­to­wa­ny przez kró­lew­skie­go in­spek­to­ra hut­ni­cze­go Karla Schotteliusa w 1827 ro­ku za cza­sów pru­skie­go ce­sa­rza Fryderyka II – po­dob­nie jak i po­bli­ska hu­ta Małapanew (z 1754 ro­ku), w któ­rej zo­stał od­la­ny. Do 1938 ro­ku mo­st był na trak­cie dro­go­wym Dobrodzień – Opole, po­tem do 2009 ro­ku zo­stał włą­czo­ny w ob­ręb hu­ty. Gdyby uwzględ­nić to, że mo­st je­st wy­ko­na­ny cał­ko­wi­cie z że­la­za – na­wet je­go pod­trzy­mu­ją­ce, że­liw­ne py­lo­ny, to je­st on naj­star­szym funk­cjo­nu­ją­cym mo­stem świa­ta. Zdjęcie obok wy­ko­na­ne od stro­ny hu­ty – w od­da­li wi­docz­ny ko­ściół ewan­ge­lic­ki.

W 2009 ro­ku mo­st zo­stał ro­ze­bra­ny, grun­tow­nie od­re­stau­ro­wa­ny i pod­świe­tlo­ny, wy­od­ręb­nio­ny z te­re­nu hu­ty i udo­stęp­nio­ny do zwie­dza­nia. Ten świa­to­wej ran­gi za­by­tek znaj­du­je się za­le­d­wie 30 km od Chaty w le­sie – na­praw­dę war­ty je­st obej­rze­nia.


26 lipca 2011, wtorek, 20:42

Stadion w Doniecku

Dziś coś dla sym­pa­ty­ków EURO 2012.

To ka­mien­na fon­tan­na z gra­ni­to­wą pił­ką, któ­ra nie do­ść, że wa­ży 28 ton, to jesz­cze się krę­ci, pod­rzu­ca­na (a wła­ści­wie, to po­ru­sza­na od spodu) stru­mie­niem wo­dy.

A oto sam sta­dion w ca­łej oka­za­ło­ści. Dostojnie się pre­zen­tu­je na nie­wiel­kim wzgó­rzu. Mieści 51504 wi­dzów i zo­stał od­da­ny do użyt­ku już w 2009 ro­ku.

Teren wo­kół sta­dio­nu do­sko­na­le urzą­dzo­ny i utrzy­ma­ny: zie­lo­na traw­ka, ni­czym w Anglii, fon­tan­ny, ścież­ki i ła­wecz­ki. Natomiast na ho­ry­zon­cie jesz­cze hał­dy za­głę­bia do­niec­kie­go, ale i no­wo­cze­sne bu­dyn­ki – ho­te­le i ga­le­rie han­dlo­we.

25 lipca 2011, poniedziałek, 21:13

O meteorycie nad Kęszycami

Na dwo­rze praw­dzi­wy skwar – do­cho­dzi do 32 stop­ni (a za­po­wia­da­ją i 35 – sic!). Ja po­now­nie w ka­man­di­row­ce na Ukarainie. Pomiędzy za­wo­do­wy­mi za­ję­cia­mi ko­rzy­stam z kli­ma­ty­zo­wa­ne­go po­ko­ju w Art Hotel Liverpool w Doniecku i jak wcze­śniej obie­ca­łem – nad­ra­biam blo­go­we za­le­gło­ści.

Opowiem o zja­wi­sku, któ­re dwa ty­go­dnie te­mu na wła­sne oczy zo­ba­czy­łem, a któ­re na­dal po­wra­ca, kie­dy tyl­ko spoj­rzę w wie­czor­ne nie­bo.

Była gwiaź­dzi­sta noc w czwar­tek 7 lip­ca. Spoglądaliśmy na roz­iskrzo­ne nie­bo nad na­szą le­śną osa­dą w Kęszycach. Zadarliśmy gło­wy (ja i mo­ja żo­na) na okrzyk Halusi – przy­ja­ciół­ki na­szej le­śnej cha­ty, któ­ra pierw­sza zo­ba­czy­ła „spa­da­ją­cą gwiaz­dę”.  Pojawiła się na po­łu­dnio­wej czę­ści nie­bo­skło­nu, ale pra­wie nad na­mi i le­cia­ła, le­cia­ła, le­cia­ła … lek­kim łu­kiem, ale pra­wie pio­no­wo – na na­sz las.

Tak dłu­gie­go lo­tu me­te­ory­tu jesz­cze ni­gdy nie wi­dzia­łem i le­cą­ce­go tak aż do sa­mej zie­mi.

To by­ło coś nie­praw­do­po­dob­ne­go: sły­sza­łem  szum i skwier­cze­nie pa­lą­cej się ku­li, któ­ra od spodu by­ła czar­na, ale pa­lą­cy się wierz­cho­łek ku­li­stej cza­szy wy­zna­czał jej nie­koń­czą­cy się lot w stro­nę la­su. Jeszcze tyl­ko ocze­ki­wa­łem na mo­ment od­gło­su jej upad­ku, ale nie do­tarł on do mnie.

Ostatni mo­ment, ja­ki po­zo­sta­wił mi ten nie­za­po­mnia­ny ob­raz, to ku­la o śred­ni­cy mo­że ja­kieś 30 cm, osią­ga­ją­ca wierz­choł­ków so­sen w le­sie  po­za po­bli­ską łą­ką. Spoglądaliśmy w trój­kę na sie­bie roz­e­mo­cjo­no­wa­ni, ana­li­zu­jąc go­rącz­ko­wo to nie­by­wa­łe zja­wi­sko. Była go­dzi­na 23.10 i tej pa­mięt­nej no­cy dłu­go jesz­cze nie mo­gli­śmy za­snąć.

Teraz cze­kam na od­po­wied­ni czas na po­szu­ki­wa­nia, co mo­że mi po­zwo­li do­tknąć tej cząst­ki nie­skoń­czo­ne­go ko­smo­su.  

PS. Zamiast ob­ra­zu spa­da­ją­ce­go  me­te­ory­tu (nie­ste­ty nie mie­li­śmy przy so­bie apa­ra­tu fo­to­gra­ficz­ne­go) -” zło­ta gwiaz­da” ukra­iń­skiej sztu­ki ak­tor­skiej  na skwe­rze przed do­niec­kim te­atrem.