23 lipca 2010, piątek, 20:09

O liliach wodnych, nenufarach ...

Wysoka tem­pe­ra­tura i silne nasło­necz­nie­nie spra­wiają, że wspa­niale pre­zen­tują się w naszym sta­wie grzy­bie­nie (Nyphaea). Pojawiły się w naszym ogro­dzie przed kil­koma laty, kiedy zakła­da­łem oczko wodne. Zakupiłem je, by stwo­rzyć natu­ralną ochronę dla swo­ich rybek. Ich wiel­kie, koli­ste i ciemno-zielone liście sta­no­wią dla nich dosko­nałą ochronę przed nagrze­wa­ją­cym taflę wody słoń­cem. Te wystę­pu­jące w kilku kolo­rach rośliny zwy­cza­jowo nazy­wane są liliami wod­nymi albo nenufarami.

Źródła Wikipedii podają, że grzy­bie­nie są rośliną lecz­ni­czą i bar­wiar­ską. Wyciągi ze świe­żych kwia­tów grzy­bieni są dosko­na­łym środ­kiem nasen­nym i uspo­ka­ja­ją­cym (hamują pobu­dze­nie sek­su­alne). W medy­cy­nie ludo­wej ich kłą­czy uży­wano do pie­lę­gna­cji wło­sów, a z kwia­tów pro­du­ko­wano wodę kwia­tową. Natomiast świeże liście przy­kła­dano przy scho­rze­niach skóry na wrzody i wypry­ski. Napar z liści sto­so­wano wewnętrz­nie przy scho­rze­niach układu oddechowego.

Korzenie grzy­bieni ze związ­kami soli i żelaza sto­so­wane były nie­gdyś do bar­wie­nia płótna na inten­sywny kolor zie­lony, zaś stare kłą­cza uży­wano do uzy­ski­wa­nia czar­nego barwnika.

Grzybienie wystę­pu­jące w natu­ral­nych środo­wi­skach są rośli­nami praw­nie chro­nio­nymi, a w przy­do­mo­wych zbior­ni­kach wod­nych cie­szą oko gospodarzy.

20 lipca 2010, wtorek, 11:58

Las ojciec nasz ...

Dziś tro­chę o oko­licy naszej leśnej chaty.

„Las ojciec nasz, my dzieci jego, więc chodźmy do niego”. To cytat z ostat­niego numeru cza­so­pi­sma ECHA LEŚNE, które uka­zuje się od 1924 roku! i  popu­la­ry­zuje wie­dzę o lesie i przy­ro­dzie (www.lasy.gov.pl).

Autor arty­kułu pt.: Dary Sylwana *- Jarosław Szałata w lip­co­wym nume­rze pięk­nie pisze o darach lasu: grzy­bach, jago­dach, zio­łach( któ­rych jest aż 150 gatun­ków), leśnym mio­dzie i drze­wach, które leczą.

Nie bez kozery autor zacy­to­wał zapa­mię­tane w dzie­ciń­stwie i przy­to­czone wyżej powie­dze­nie. Oto jego sen­ten­cja: Korzystając z darów lasu trak­tujmy go z sza­cun­kiem i czu­ło­ścią należną rodzicowi.

Zatem za panem leśni­czym zapra­szam na wycieczkę do lasu, gdzie każde drzewo w okre­ślony spo­sób działa na człowieka.

Buk likwi­duje stres; lipa pomaga się wyci­szyć / już Jan Kochanowski (1530-1584) we fraszce Na lipę - zapra­szał: „…gościu, siądź pod mym liściem, a odpocz­nij sobie…”/; brzoza zmniej­sza stany depre­syjne; dąb dodaje ener­gii życio­wej. Zaś olejki ete­ryczne wydzie­lane przez drzewa igla­ste dzia­łają prze­ciw­za­pal­nie i antybakteryjnie.

A czyż nie pięk­nie wyglą­dają w swym natu­ral­nym poszy­ciu w Borach Stobrawskich moje grzybki? …aż żal je z mchu wyrywać.

___________________________________________________________

* Sylwan - dobry duszek, strze­gący lasów i leśni­ków według daw­nych wie­rzeń naszych przodków.

18 lipca 2010, niedziela, 12:24

Lecą żurawie

Dla ochłody przed skwa­rem (przez kilka dni było po 35 stopni na tere­nie Kęszyc) kilka fotek, które obra­zują faunę Borów Stobrawskich po tego­rocz­nych ule­wach. Znów poja­wiają się żura­wie (Grus grus) na naszych łąkach obok Chaty w lesie (pisa­łem o nich w jed­nym z majo­wych postów). Ich poranny klan­gor coraz czę­ściej przy­jem­nie budzi nas w te upalne poranki.

12 lipca 2010, poniedziałek, 23:02

Wakacyjne, leśne wrażenia

Dziś oddaję pióro (no, raczej kla­wia­turę) naszym sym­pa­tycz­nym gościom Chaty w lesie. Oto e-mail, który dotarł na moją skrzynkę:

Panie Wojtku! Oto nasz wpis do kroniki:

Cudowny czas spę­dzony w „chacie”!!!

Piękne oto­cze­nie - można godzi­nami leżeć w hamaku, patrząc na las i ptaki. Dziękujemy za serce i dba­łość w two­rze­niu tego miej­sca. Wspaniała atmos­fera sta­rego domu przy­wo­łuje wspo­mnie­nia waka­cji u dziad­ków.
Panie Wojtku, dzię­ku­jemy rów­nież za naukę gry w HusBao i wspólne śpiewy przy ogni­sku. Odpoczęłyśmy w 100%!

Pozdrawiamy ser­decz­nie, będziemy wra­cać!
Iza i Gosia

Lipiec 2010

PS. Info dla wszyst­kich: mamy jesz­cze wolne ter­miny w sierp­niu. WG

9 lipca 2010, piątek, 11:15

Końskie tematy

Dziś pora na wspo­mnie­nie o Oficerskim Rajdzie Skorpiona, który sta­cjo­no­wał w czerwcu ubie­głego roku na pose­sji Chaty w lesie. Pozostało mi sporo zdjęć, któ­rych auto­rem jest mój leśny sąsiad - Wiesław.

Był to już po raz trzeci punkt kon­tro­lny a zara­zem popas pod­czas dorocz­nego rajdu Skorpiona w Borach Stobrawskich. Uczestniczyła w roku ubie­głym rekor­dowa liczba koni - 40! Ach te konie i ich wielbicielki…

Z kolei w trak­cie pierw­szego rajdu na tere­nie naszej bazy zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy wer­ni­saż prac Andrzeja Grocholskiego o tema­tyce koń­skiej. Ekspozycja obra­zów na naszej sto­dole pre­zen­to­wała się nad wyraz nietypowo.

Obok autor prac i gospo­darz - organizator.

6 lipca 2010, wtorek, 16:30

Powrót na łono natury

Przyszła już pora na powrót na łono leśnej natury.

Załączona na fotce moja grecka opa­le­ni­zna została już wzmoc­niona przez nasze słońce przy wędrówce po wło­ściach, które z ochotą obej­rza­łem po dłu­giej nie­obec­no­ści. W tym cza­sie trawa rosła jak na droż­dżach i zastę­pu­jący mnie opie­ku­no­wie pose­sji mieli pełne ręce roboty. Dzięki im za to. Efekty kosze­nia widać na zdję­ciu poniżej.

Brakowało mi tro­chę w Grecji tej soczy­stej zie­leni, która tu przez ostat­nie obfite opady try­ska inten­syw­no­ścią. Kolorowe grzy­bie­nie na przy­do­mo­wyn oczku wod­nym stały się dosko­na­łym rajem dla żabek.

I jesz­cze tylko o jed­nym stwo­rzonku, które mnie przy­wi­tało już po zmroku. Czy wie­cie jak wyglą­dają świe­tliki - robaczki świę­to­jań­skie? To takie mikro UFO, które świeci swoim fos­fo­ry­zu­ją­cym kuper­kiem, a któ­rego nie można poka­zać na zdję­ciu. Unosiły się bez­sze­lest­nie nad trawą, robiąc flu­ore­scen­cyjne esy- flo­resy (czyżby nieco spóźnione?).

PS. Pozdrawiam ser­decz­nie moich wszyst­kich grec­kich tury­stów. WG

28 czerwca 2010, poniedziałek, 20:31

Pod skrzydłem Archanioła

Już tylko kilka dni mnie dzieli od powrotu z wyspy Thassos.

Jeszcze tylko krótka wycieczka do Monastyru Michała Archanioła. To na ten połu­dniowy, stromy brzeg wyspy przy­był 1100 roku ere­mita i święty asceta - Łukasz. Swój wcze­śniej­szy, pustel­ni­czy żywot pro­wa­dził we wspo­mnia­nej wcze­śniej wio­sce Theologos, gdzie zbu­do­wał kościół poświę­cony Janowi Teologowi. Tu zaś w odosob­nie­niu, w spo­koju i na medy­ta­cji na nie­do­stęp­nej skale spę­dził 17 lat.

Pewnej nocy miał widze­nie. Ukazał m u się Michał Archanioł i pole­cił mu, aby w tym wła­śnie miej­scu zbu­do­wał kościół. Przepowiedział mu też, że po trzech latach umrze, ale wcze­śniej wykona to aniel­skie pole­ce­nie. Łukasz się prze­stra­szył sądząc, że opę­tał go dia­beł. Wówczas Michał Archanioł ude­rzył swoim mie­czem w skałę i w miej­scu, gdzie dotych­czas nie było wody, wytry­snęło źródło. Łukasz był już stary i nie­do­ma­gał, ale po napi­ciu się źródla­nej wody stwier­dził, że jest mu lżej i uwie­rzył w boskie polecenie.

Obok źródła święty Łukasz wybu­do­wał kościół w ciągu trzech lat i umarł.

Sława tego miej­sca szybko się roze­szła i święte źródełko stało się sławne nie tylko na wyspie, ale przy­by­wali do tego miej­sca piel­grzymi z odle­głych terenów.

Od 1974 roku opiekę nad mona­sty­rem spra­wuje kil­ka­dzie­siąt mni­szek, które pod­le­gają wspól­no­cie Philotei na Świę­tej Górze Atos. Półwysep Chalcydycki odda­lony jest o Thassos o około 50 mil.

Zwiedzającym mona­styr Michała Archanioła udo­stęp­niana jest stara cer­kiew, w któ­rej znaj­duje się nie­zwy­kle cenna reli­kwia - gwóźdź z Krzyża Chrystusa, do któ­rej według podań przy­bita była Jego prawa dłoń. Źródła podają, że został on zna­le­ziony pod­czas budowy świą­tyni poświę­co­nej Chrystusowi Zmartwychwstałemu przez św. Helenę - matkę cesa­rza - Konstantyna Wielkiego (272-337). To on ogło­sił min. Edykt Mediolański, przy­zna­jący wol­ność chrze­ści­ja­nom. Doceniając gor­li­wość wspól­noty Philotei z Atos, poda­ro­wał im tę cenną relikwię.

Z dat­ków piel­grzy­mu­ją­cych do cen­nej reli­kwii i świę­tego źródła budo­wany jest na tere­nie zespołu klasz­tor­nego kościół na wzór Kościoła Mądrości Bożej, zwa­nego rów­nież Wielkim Kościołem - Hagia Sofia w Konstantynopolu (dzi­siej­szy Istambuł).

Po dziś dzień bije woda ze świę­tego źródła, które jest nie­do­stępne dla zwie­dza­ją­cych, ale mniszki udo­stęp­niają ją w małych bute­lecz­kach piel­grzy­mom odwie­dza­ją­cym mona­styr Michała Archanioła na stro­mym kli­fie Thassos.