9 stycznia 2010, sobota, 13:13

Hej kolęda, kolęda

kolędowanieDziś nas pra­wie za­sy­pa­ło. Prawdziwa zi­mo­wa au­ra tuż po Trzech Królach do­brze nas na­stra­ja do po­wro­tu do wspól­ne­go ko­lę­do­wa­nia. Właśnie na dziś je­ste­śmy za­pro­sze­ni do na­szy­ch zna­jo­my­ch z po­bli­skiej Zawady na wspól­ne śpie­wa­nie ko­lęd. Zdjęcie obok po­cho­dzi ze spo­tka­nia ko­lę­do­we­go sprzed dwó­ch lat w na­szej cha­cie. Będą więc sta­re pol­skie ko­lę­dy i pa­sto­rał­ki – te, któ­re zna­my wszy­scy, ale i też mniej zna­ne pa­sto­rał­ki pod­ha­lań­skie. Będzie i ta, któ­rej na­uczył mnie ko­le­ga Harnaś – Józek Zatłoka – Gadowski ro­dem z Czerwiennego: „Hej, gdy­byś Ty się Jezu, hej w Cerwiennem uro­dził, hej to byś Ty w płor­tec­ka­ch i bio­łej cu­se chło­dził”.

Powiązane wpisy

8 stycznia 2010, piątek, 20:24

Przy kominku

kominek otwarty

W zi­mo­we, mroź­ne dni chy­ba każ­de­mu ma­rzy się cie­peł­ko, ja­kie da­je praw­dzi­wy ko­mi­nek. Ten pre­zen­to­wa­ny na zdję­ciu po­wstał w bar­dzo nie­ty­po­wym miej­scu. Kiedyś, w każ­dym funk­cjo­nu­ją­cym go­spo­dar­stwie, by­ły po­miesz­cze­nia za­rów­no dla do­mow­ni­ków, jak i in­wen­ta­rza. Kuchnia z izbą dla go­spo­da­rzy, obo­ra czy staj­nia dla pa­rzy­sto­ko­pyt­ny­ch, chle­wik dla świ­nek a kur­nik dla ptac­twa do­mo­we­go.

Kiedy wie­le lat te­mu go­spo­dar­stwo to opu­ści­li go­spo­da­rze a po­miesz­cze­nia in­wen­tar­skie po­zo­sta­ły pu­ste – na­le­ża­ło je wy­ko­rzy­stać. Kuchnia i izba po­wró­ci­ły do swo­jej po­przed­niej funk­cji, a in­ne po­miesz­cze­nia, po do­ko­na­niu ad­ap­ta­cji, zmie­ni­ły swo­je nie­gdy­siej­sze prze­zna­cze­nie. Tak więc po­miesz­cze­nie po­wsta­łe na miej­scu by­łej obór­ki, po grun­tow­ny­ch pra­ca­ch ad­ap­ta­cyj­ny­ch, zo­sta­ło urzą­dzo­ne ja­ko sa­lo­nik kominkowo-barowy.
→ czy­taj da­lej…

7 stycznia 2010, czwartek, 15:43

Trzej Królowie w nowej szacie

W no­wej sza­cie za­sta­li wczo­raj Trzej Królowie stro­nę www.chatawlesie.pl wraz z ty­mi, któ­rzy od wczo­raj do­ko­ny­wa­li wir­tu­al­ne­go od­wie­dze­nia te­go ad­re­su. Otrzymany pod cho­in­kę pre­zent w po­sta­ci in­dy­wi­du­al­ne­go blo­ga przez te dwa ty­go­dnie do­gry­wał się na ro­bo­czej stro­nie. Posty prze­ze mnie two­rzo­ne nie by­ły wir­tu­al­ne, ale od­zwier­cie­dla­ły to, co do­ty­czy te­go miej­sca i je­st frag­men­tem te­go, bę­dzie się po­ja­wia­ło na tej stro­nie.

Zatem za­pra­szam wszyst­ki­ch od­wie­dza­ją­cy­ch ten ad­res do za­miesz­cza­nia ko­men­ta­rzy do two­rzo­ny­ch po­stów. Będę się sta­rał w mia­rę na bie­żą­co od­da­wać at­mos­fe­rę te­go miej­sca ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem nie­ska­zi­tel­nej przy­ro­dy Borów Stobrawskich i dzie­dzic­twa kul­tu­ro­we­go Śląska Opolskiego. Na tej stro­nie znaj­dzie­cie rów­nież ak­tu­al­ne pro­po­zy­cje do­ty­czą­ce moż­li­wo­ści re­lak­su, wy­po­czyn­ku czy też re­ali­za­cji wła­snej ak­tyw­no­ści re­kre­acyj­nej czy tu­ry­stycz­nej w sa­mym ser­cu Stobrawskiego Parku Krajobrazowego.

P.S. Podziękowania dla fun­da­to­ra blo­ga i au­to­ra ak­tu­al­nej wer­sji stro­ny – sy­na Macieja.

Powiązane wpisy

5 stycznia 2010, wtorek, 15:50

Dama Kęszyc

rzeźba w drewnie: kobieta

To bar­dzo nie­ty­po­wa rzeź­ba, któ­rej au­to­rem je­st Aleksander Khodko po­cho­dzą­cy z Drohobycza. Poznaliśmy się nie­przy­pad­ko­wo przed dzie­się­cio­ma la­ty. Nieznanego wcze­śniej czło­wie­ka za­pro­si­łem do sie­bie, bo po­szu­ki­wa­łem ko­goś do opie­ko­wa­nia się na­by­tym wcze­śniej we­ken­do­wym do­mem, któ­ry był w ru­inie, a któ­ry za­mie­rza­łem od­re­stau­ro­wać dla wła­sny­ch po­trzeb wy­po­czyn­ko­wy­ch. Potrzebowałem ko­goś, kto zna ob­rób­kę drew­na i po­tra­fi wy­ko­ny­wać pro­ste pra­ce re­mon­to­we. I tak, po­przez prze­by­wa­ją­ce­go u są­sia­da za­przy­jaź­nio­ne­go pra­cow­ni­ka z Ukrainy, po­zna­łem Aleksandra. Zaprosiłem go do sie­bie, kwa­te­ru­jąc w cha­cie w le­sie i re­ali­zu­jąc wspól­nie z nim pra­ce adaptacyjno–remontowe. Sasza (ta­kie u nas miał przy­ja­ciel­skie imię) oka­zał się być po pierw­sze do­brym sto­la­rzem i rzeź­bia­rzem – hob­by­stą.
→ czy­taj da­lej…

4 stycznia 2010, poniedziałek, 23:21

Na barani skok

Kiedy zi­mo­we wie­czo­ry wy­da­ją się przy­dłu­gie, zda­rza mi się wspo­mi­nać chwi­le bez­tro­skie­go dzie­ciń­stwa spę­dzo­ne w nie­wiel­kiej, ga­li­cyj­skiej wio­sce mię­dzy Limanową a Starym Sączem. Sople zwi­sa­ją­ce z da­chów, za­spy, przez któ­re trud­no by­ło się prze­do­stać do szko­ły, tę­gi mróz i jaz­da na sa­nia­ch.

Wczoraj w ka­len­da­rzu by­ły imie­ni­ny Genowefy i stąd chciał­bym wspo­mnieć swo­ją ma­mę, któ­ra sta­ra­ła się te dłu­gie wie­czo­ry okre­su po­prze­dza­ją­ce­go świę­ta Bożego Narodzenia wy­ko­rzy­stać na za­pi­ski po­go­do­we.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy