7 stycznia 2010, czwartek, 15:43

Trzej Królowie w nowej szacie

W no­wej sza­cie za­sta­li wczo­raj Trzej Królowie stro­nę www.chatawlesie.pl wraz z ty­mi, któ­rzy od wczo­raj do­ko­ny­wa­li wir­tu­al­ne­go od­wie­dze­nia te­go ad­re­su. Otrzymany pod cho­in­kę pre­zent w po­sta­ci in­dy­wi­du­al­ne­go blo­ga przez te dwa ty­go­dnie do­gry­wał się na ro­bo­czej stro­nie. Posty prze­ze mnie two­rzo­ne nie by­ły wir­tu­al­ne, ale od­zwier­cie­dla­ły to, co do­ty­czy te­go miej­sca i je­st frag­men­tem te­go, bę­dzie się po­ja­wia­ło na tej stro­nie.

Zatem za­pra­szam wszyst­ki­ch od­wie­dza­ją­cy­ch ten ad­res do za­miesz­cza­nia ko­men­ta­rzy do two­rzo­ny­ch po­stów. Będę się sta­rał w mia­rę na bie­żą­co od­da­wać at­mos­fe­rę te­go miej­sca ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem nie­ska­zi­tel­nej przy­ro­dy Borów Stobrawskich i dzie­dzic­twa kul­tu­ro­we­go Śląska Opolskiego. Na tej stro­nie znaj­dzie­cie rów­nież ak­tu­al­ne pro­po­zy­cje do­ty­czą­ce moż­li­wo­ści re­lak­su, wy­po­czyn­ku czy też re­ali­za­cji wła­snej ak­tyw­no­ści re­kre­acyj­nej czy tu­ry­stycz­nej w sa­mym ser­cu Stobrawskiego Parku Krajobrazowego.

P.S. Podziękowania dla fun­da­to­ra blo­ga i au­to­ra ak­tu­al­nej wer­sji stro­ny – sy­na Macieja.

Powiązane wpisy

5 stycznia 2010, wtorek, 15:50

Dama Kęszyc

rzeźba w drewnie: kobieta

To bar­dzo nie­ty­po­wa rzeź­ba, któ­rej au­to­rem je­st Aleksander Khodko po­cho­dzą­cy z Drohobycza. Poznaliśmy się nie­przy­pad­ko­wo przed dzie­się­cio­ma la­ty. Nieznanego wcze­śniej czło­wie­ka za­pro­si­łem do sie­bie, bo po­szu­ki­wa­łem ko­goś do opie­ko­wa­nia się na­by­tym wcze­śniej we­ken­do­wym do­mem, któ­ry był w ru­inie, a któ­ry za­mie­rza­łem od­re­stau­ro­wać dla wła­sny­ch po­trzeb wy­po­czyn­ko­wy­ch. Potrzebowałem ko­goś, kto zna ob­rób­kę drew­na i po­tra­fi wy­ko­ny­wać pro­ste pra­ce re­mon­to­we. I tak, po­przez prze­by­wa­ją­ce­go u są­sia­da za­przy­jaź­nio­ne­go pra­cow­ni­ka z Ukrainy, po­zna­łem Aleksandra. Zaprosiłem go do sie­bie, kwa­te­ru­jąc w cha­cie w le­sie i re­ali­zu­jąc wspól­nie z nim pra­ce adaptacyjno–remontowe. Sasza (ta­kie u nas miał przy­ja­ciel­skie imię) oka­zał się być po pierw­sze do­brym sto­la­rzem i rzeź­bia­rzem – hob­by­stą.
→ czy­taj da­lej…

4 stycznia 2010, poniedziałek, 23:21

Na barani skok

Kiedy zi­mo­we wie­czo­ry wy­da­ją się przy­dłu­gie, zda­rza mi się wspo­mi­nać chwi­le bez­tro­skie­go dzie­ciń­stwa spę­dzo­ne w nie­wiel­kiej, ga­li­cyj­skiej wio­sce mię­dzy Limanową a Starym Sączem. Sople zwi­sa­ją­ce z da­chów, za­spy, przez któ­re trud­no by­ło się prze­do­stać do szko­ły, tę­gi mróz i jaz­da na sa­nia­ch.

Wczoraj w ka­len­da­rzu by­ły imie­ni­ny Genowefy i stąd chciał­bym wspo­mnieć swo­ją ma­mę, któ­ra sta­ra­ła się te dłu­gie wie­czo­ry okre­su po­prze­dza­ją­ce­go świę­ta Bożego Narodzenia wy­ko­rzy­stać na za­pi­ski po­go­do­we.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy

3 stycznia 2010, niedziela, 22:45

Prawdziwa zima?…

Właśnie przy­je­cha­łem do cha­ty, że­by po­że­gnać się z syl­we­stro­wy­mi go­ść­mi. Miłym za­sko­cze­niem by­ło po­zo­sta­wie­nie przez ni­ch zaj­mo­wa­ny­ch po­miesz­czeń w nie­ska­zi­tel­nym sta­nie. Wszystko wy­pu­co­wa­ne, po­sprzą­ta­ne i upo­rząd­ko­wa­ne – ach, te ślą­skie ko­bit­ki! Miło bę­dzie ta­ki­ch go­ści przyj­mo­wać po­now­nie, bo wy­ra­ża­li ocho­tę przy­jaz­du w cie­plej­szej po­rze ro­ku.

A na dwo­rze co­raz zim­niej – tem­pe­ra­tu­ra spa­dła do mi­nus pię­ciu stop­ni, więc świe­żą sło­nin­kę dla si­ko­rek po­wie­si­łem na karm­ni­ku. Nagle ku mo­je­mu zdzi­wie­niu na gru­szy przy­sia­dł ol­brzy­mi my­szo­łów – ta­kie­go spo­ty­ka­łem  je­sie­nią na po­bli­skiej łą­ce, jak cza­to­wał na swo­ją zdo­by­cz. Czyżby te­raz po­ła­ko­mił się na sło­nin­kę, wy­sta­wio­ną dla mo­ich si­ko­rek i ko­wa­li­ków? Zanim zdą­ży­łem przy­go­to­wać apa­rat fo­to­gra­ficz­ny – ten z im­pe­tem ze­rwał się z ga­łę­zi i ma­cha­jąc po­tęż­ny­mi skrzy­dła­mi od­da­lił się w stro­nę la­su. Pozostało mi tyl­ko sfo­to­gra­fo­wać pa­no­ra­mę le­śnej osa­dy z cha­tą w mroź­nej, zi­mo­wej sza­cie.

2 stycznia 2010, sobota, 22:28

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…

klopik

Niewiele bra­ko­wa­ło aby go­ście Chaty w le­sie syl­we­stro­wy wie­czór spę­dzi­li wy­łącz­nie przy świe­ca­ch i mu­zy­ce z ko­mó­rek. Kiedy przy na­uce gry w HusBao wspo­mi­na­łem im o let­nim hu­ra­ga­nie , po­wa­la­ją­cym drze­wa na te­re­nie le­śnej osa­dy, mo­im go­ściom spodo­ba­ło się to, że prze­by­wa­ją­cy w tym cza­sie wcza­so­wi­cze przez trzy dni by­li po­zba­wie­ni prą­du i ko­rzy­sta­li z uro­ku na­tu­ry, po­zba­wio­nej oznak cy­wi­li­za­cji. Tak bo­wiem by­ło, kie­dy wi­chu­ra uszko­dzi­ła li­nię ener­ge­tycz­ną.

Po kil­ku­na­stu mi­nu­ta­ch po mo­ich wspo­mnie­nia­ch zga­sło świa­tło w ca­łej cha­cie. Ponad go­dzi­nę trwa­ły po­szu­ki­wa­nia źró­dła uszko­dze­nia. Przeciążona in­sta­la­cja elek­trycz­na spo­wo­do­wa­ła roz­łą­cze­nie na­pię­cia. Udało się więc usu­nąć awa­rię, a za­przy­jaź­nio­ny elek­tryk już w Opolu cze­kał na wy­jazd do Kęszyc. Zapaliło się świa­tło i czar pry­sł wraz z ulgą przed ko­niecz­no­ścią ko­rzy­sta­nia ze sła­woj­ki przy nie­zbyt za­chę­ca­ją­cej zi­mo­wej au­rze.