30 czerwca 2012, sobota, 22:30

Kartka z podróży… po Berdiańskiej Kosie

Marszrutka powoli toczy się i podskakuje po ułożonej z płyt wąskiej trasie na Berdiańskiej Kosie. To dwudziestokilometrowa mierzeja w zatoce Morza Azowskiego – Kosa, bo taki jest kształt tej piaszczystej mierzei, która dla Ukraińców i obywateli  byłego ZSRR jest miejscem wypoczynku.

Słońce przypieka – 35 stopni, a młoda konduktorka marszrutki – popularnego środka transportu głośno pyta:Trietij pliaż wychadiat?” i równocześnie zbiera od podróżujących po trzy hrywny za przejazd. Część spoconych pasażerów wysiada, a pozostali jadą dalej. Wysiadają poza terenem, gdzie wcześniej musieli przytykać chusteczki do nosa, aby nie wdychać odoru ryb. W wieczornych wiadomościach telewizyjnych usłyszałem, że w ostatni weekend morze wyrzuciło kilkadziesiąt ton „byczka” na część mierzei.

Ciągnąca się kilometrami piaszczysta plaża ubarwiona jest muszelkami, a woda czysta w lekkim, zielonkawym odcieniu. Nieprzyjemne zapachy minęły, a morska bryza relaksuje i ochładza.

Stu dwudziestotysięczne miasto portowe Berdiańsk niezbyt ciekawie się prezentuje. Wielkie blokowiska i budy handlowe w centrum miasta przytłaczają szarym obrazem. Tylko na Kosie można odpocząć od przytłaczającej atmosfery miasta.