4 października 2011, wtorek, 21:08

Jesienne klimaty

Lato mija, ale łaskawa pogoda pozwala jeszcze na podziwianie barw jesiennych.

To uroki weekendowego wypadu w rodzinne strony Beskidu Wyspowego w okolice Kotliny Łąckiej.

PS. Czyżby to te słynne jabłka, o których ostatnio było głośno w samej Brukseli?  Pozwolę sobie zacytować te doniesienia za TVP.INFO:

„Jabłka łąckie, czyli produkowane w Łącku i okolicach, są pierwszymi polskimi jabłkami, które otrzymały europejski certyfikat chronionych oznaczeń geograficznych”.

4 listopada 2010, czwartek, 12:22

Z trasy wyjazdu na groby

Właśnie taki widok miałem w okolicach  Beskidu Wyspowego podczas wyjazdu na groby w rodzinne strony. Górujący nad okolicą barokowy zamek w Starym Wiśniczu mogłem obserwować z trasy Limanowa – Bochnia.

Aby zrobić zakup jakiegoś medykamentu na moje zaatakowane przez anginę gardło – zatrzymałem się w Nowym Wiśniczu. W tym urokliwym, małopolskim miasteczku moją uwagę zwróciła ciekawa drewniana konstrukcja.

Oto pawilon okalający starą studnię (i jego charakterystyczne ciesielskie detale) w samym centrum miasta.

1 maja 2010, sobota, 22:56

Chwalcie łąki umajone

Nadeszła pora na wspomnienie kultywowanej do dziś tradycji majówek. Pora nabożeństw majowych przy przydrożnych kapliczkach (są one po dziś dzień odprawiane w mich rodzinnych stronach w Beskidzie Wyspowym). Ukwiecone, zielone łąki zapraszają na swoje łono, a prawdziwa wiosna zdaje się nucić znaną od wieków pieśń:

Chwalcie łąki umajone

Góry, doliny zielone

Chwalcie cieniste gaiki

Źródła i kręte strumyki

Ubarwiona kwieciem kapliczka stoi przy drodze prowadzącej ze Starych Budkowic do Grabic przez przysiółek leśny Kęszyce. Opiekuje się nią mieszkająca nieopodal pani Jadwiga Segiet. Kapliczka jest pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Tu co prawda nie odbywają się spotkania majowe, ale doroczne nabożeństwo w dniu św. Marka (25 kwietnia) o dobre plony i dni wolne od gwałtownych burz i gradobicia.

Miejscowi powiadają, że kapliczka postawiona jest na miejscu pochówku żołnierzy francuskich z czasów I wojny światowej.

15 stycznia 2010, piątek, 21:15

Prawdziwy bałwan

Muszę przyznać, że trzymająca się od Nowego Roku zimowa aura przypomina mi tę z dzieciństwa. Zwały śniegu, zwisające sople, szczypiący w uszy mróz, czy tworzące się gdzieniegdzie zaspy, mogą przywoływać te dziecięce wspomnienia.  Zdarzało mi się chodzić do szkoły wydrążonymi w śniegu tunelami. Zjeżdżało się z pagórka za domem na drewniakach (skórzanych butach podbitych drewnianą podeszwą) lub sankach – chyba każdy, mieszkający w górach miał okazję to przeżyć. Do szkoły było pod górkę, bo jakże miało być w Beskidzie Wyspowym, skoro wystające wzniesienia, jak wyspy na oceanie przypominał. Raz pod górkę, potem znów z górki i bilans się wyrównywał.

Zanim przyjdzie odwilż i zaczną topnieć śniegi – opowiem o zasłyszanej niedawno w mojej radiowej Trójce, historii o chłopcach osiedlowych:

Zrobili chłopcy bałwana – nie postał długo. Parkujący obok kierowca z premedytacją rozjechał go. Ulepili więc chłopcy następnego bałwana. I znów ten „bałwan” (kierowca) z impetem rozwalił go. Ale za to na drugi dzień sprytni chłopcy ulepili bałwana na pobliskim hydrancie…

Dzisiejszy post nieco spóźniony, gdyż od wczoraj byłem zajęty obowiązkami w swojej chacie. Z uroków leśnej zimy skorzystali dziś moi stali goście. Kolejny business lunch w zimowej scenerii się udał, co jego uczestnicy potwierdzili w prowadzonej kronice (tej ręcznie pisanej).

Niespodziankę mi dziś zrobił sąsiad Hubert podesłanym zdjęciem – ale o tym już w następnym razem.