25 lipca 2011, poniedziałek, 21:13

O meteorycie nad Kęszycami

Na dwo­rze praw­dzi­wy skwar – do­cho­dzi do 32 stop­ni (a za­po­wia­da­ją i 35 – sic!). Ja po­now­nie w ka­man­di­row­ce na Ukarainie. Pomiędzy za­wo­do­wy­mi za­ję­cia­mi ko­rzy­stam z kli­ma­ty­zo­wa­ne­go po­ko­ju w Art Hotel Liverpool w Doniecku i jak wcze­śniej obie­ca­łem – nad­ra­biam blo­go­we za­le­gło­ści.

Opowiem o zja­wi­sku, któ­re dwa ty­go­dnie te­mu na wła­sne oczy zo­ba­czy­łem, a któ­re na­dal po­wra­ca, kie­dy tyl­ko spoj­rzę w wie­czor­ne nie­bo.

Była gwiaź­dzi­sta noc w czwar­tek 7 lip­ca. Spoglądaliśmy na roz­iskrzo­ne nie­bo nad na­szą le­śną osa­dą w Kęszycach. Zadarliśmy gło­wy (ja i mo­ja żo­na) na okrzyk Halusi – przy­ja­ciół­ki na­szej le­śnej cha­ty, któ­ra pierw­sza zo­ba­czy­ła „spa­da­ją­cą gwiaz­dę”.  Pojawiła się na po­łu­dnio­wej czę­ści nie­bo­skło­nu, ale pra­wie nad na­mi i le­cia­ła, le­cia­ła, le­cia­ła … lek­kim łu­kiem, ale pra­wie pio­no­wo – na na­sz las.

Tak dłu­gie­go lo­tu me­te­ory­tu jesz­cze ni­gdy nie wi­dzia­łem i le­cą­ce­go tak aż do sa­mej zie­mi.

To by­ło coś nie­praw­do­po­dob­ne­go: sły­sza­łem  szum i skwier­cze­nie pa­lą­cej się ku­li, któ­ra od spodu by­ła czar­na, ale pa­lą­cy się wierz­cho­łek ku­li­stej cza­szy wy­zna­czał jej nie­koń­czą­cy się lot w stro­nę la­su. Jeszcze tyl­ko ocze­ki­wa­łem na mo­ment od­gło­su jej upad­ku, ale nie do­tarł on do mnie.

Ostatni mo­ment, ja­ki po­zo­sta­wił mi ten nie­za­po­mnia­ny ob­raz, to ku­la o śred­ni­cy mo­że ja­kieś 30 cm, osią­ga­ją­ca wierz­choł­ków so­sen w le­sie  po­za po­bli­ską łą­ką. Spoglądaliśmy w trój­kę na sie­bie roz­e­mo­cjo­no­wa­ni, ana­li­zu­jąc go­rącz­ko­wo to nie­by­wa­łe zja­wi­sko. Była go­dzi­na 23.10 i tej pa­mięt­nej no­cy dłu­go jesz­cze nie mo­gli­śmy za­snąć.

Teraz cze­kam na od­po­wied­ni czas na po­szu­ki­wa­nia, co mo­że mi po­zwo­li do­tknąć tej cząst­ki nie­skoń­czo­ne­go ko­smo­su.  

PS. Zamiast ob­ra­zu spa­da­ją­ce­go  me­te­ory­tu (nie­ste­ty nie mie­li­śmy przy so­bie apa­ra­tu fo­to­gra­ficz­ne­go) -” zło­ta gwiaz­da” ukra­iń­skiej sztu­ki ak­tor­skiej  na skwe­rze przed do­niec­kim te­atrem.

Powiązane wpisy