21 listopada 2013, czwartek, 12:09

W kolorze bordo

Maleńkie kapliczki cerkiewne, wielowieżowe, prawosławne cerkwie ze złoconymi chełmami, chramy i stare monastyry ożywiają dziś smętny pejzaż rosyjskiej architektury. W czasach radzieckich burzone lub oddawane na magazyny i stajnie. Dziś – dzięki Bogu te budowle są oddawane wiernym i remontowane ich siłami. Powyżej zrobione wczoraj przeze mnie zdjęcie odnowionej w żywych kolorach cerkwii w okolicach Dworca Ryskiego w Moskwie.

Tę fotografię chcę specjalnie zadedykować  Proboszczowi z Zagwiździa – ks. dr Alfredowi Skrzypczykowi. Bordowy kolor świetnie uwydatnia wszelkie detale architektoniczne w powiązaniu z bielą. To właśnie na ten kolor bordo, w połączeniu ze złoconymi wypukłościami malowane jest wnętrze naszego kościoła parafialnego (przysiółek Kęszyce i Chata w lesie należy właśnie do niej).

Już niedługo będzie można podziwiać efekty tej niezwykłej odwagi kolorystycznej. Już dziś obiecuję zamieścić odpowiedni fotoreportaż i zapraszam do Zagwiździa w gminie Murów.

27 października 2013, niedziela, 20:42

Pod Pskowem

Dotarłem do Pskowa niczym nasz król Stefan Batory, który tu zmagał się w 1581 i 1582 roku z oblężeniem twierdzy. Nie zakończył go sukcesem ale rozejmem, w wyniku którego car rosyjski Iwan IV Goźny został zmuszony do oddania Polsce Inflant.

Podobno królowi Batoremu doniesiono, że stacjonujący polscy żołnierze pod Wielikimi Łukami (byłem tam w środę) najedli się owoców derenia, które traktowali jako narkotyk i stracili zapał do walki. Kazał więc wyciąć wszystkie jego krzewy w Rzeczypospolitej.

Na Zamku Królewskim w Warszawie możemy oglądać wspaniały obraz Jana Matejki właśnie pod takim tytułem: „Batory pod Pskowem”, przedstawiający te historyczne momenty.

Dziś  twierdza w Pskowie wygląda imponująco, z górującym Soborem św. Trójcy. To tu zachował się wspaniały ikonostas, który przetrwał zawieruchy wojennie i nawet podczas ostatniej wojny oparł się atakującym Niemcom.

Psków jest jednym z najstarszych miast średnowiecznej Rosji, a  architekturę tego dwustutysięcznego miasta ubarwiają niespotykanie gdzie indziej w Rosji ilości starych cerkwii i monastyrów.

Przy zupełnie przyzwoitej, jak na tę porę roku pogodzie udało mi się uchwycić kilka starych obiektów miasta, a wśród nichwyróżnają się właśnie obiekty sakralne, które zostały zwrócone rosyjskiej cerkwii prawosławnej.

     

     

13 czerwca 2010, niedziela, 21:52

Niedziela w cerkwi

Na zakończenie tygodnia przyszła pora, aby odwiedzić lokalną świątynię.

Grecka cerkiew prawosławna określana jest jeszcze przymiotnikiem ortodoksyjna. Zaś ortodoksja wywodzi się z jęz. greckiego i oznacza autentyczną wiarę i właściwe oddawanie czci: ortos – prawy, autentyczny, doxa – wiara, opinia, chwała. Głoszenie zasad wiary i życia określa się mianem prawosławie, gdzie ostatecznym celem chrześcijanina jest osiągnięcie przez wierzącego współudziału w naturze boskiej. Religia ta jest drugą co do wielkości chrześcijańską wspólnotą, która według różnych źródeł zrzesza 200-300 mln ludzi na świecie.

Zdjęcie obok przedstawia ikonostas starej,  maleńkiej cerkiewki tuż przy plaży w Limenaria z 1880 roku. Natomiast prezentowana wyżej cerkiew jest trójnawową świątynią z charakterystycznym podziałem na przedsionek, dwie nawy boczne, nawę główną i część ołtarzową, w której znajduje się: prestorał (ołtarz), stół ofiarny, tzw. górne miejsce i ikonostas, w którym znajdują się tzw. carskie wrota i drzwi diakońskie. Po bokach specjalne miejsca na drewniane, obracające się stelaże na śpiewniki dla kantorów i ambona.

Dopytując tubylców o możliwość uczestniczenia w niedzielnej liturgii otrzymałem informację, że zaczyna się o godzinie siódmej i trwa długo. Wybrałem się zatem na wyznaczona godzinę, aby móc poznać obrządki greckiej, ortodoksyjnej cerkwi prawosławnej.

Była godzina 7.00 – zastałem wnętrze przepięknej cerkwi w blasku świec naturalnych i elektrycznych, w tajemniczym zapachu kadzidła i w dźwiękach śpiewu dwóch kantorów i wtórującego im popa. Usiadłem na wygodnym drewnianym fotelu pod samym chórem (w cerkwi nie ma organów) i byłem jednym z trzech uczestników nabożeństwa. Kantorzy nieprzerwanie śpiewali, a wtórujący im pop widoczny przez otwarte carskie wrota, a to zapalał świece, okadzał ołtarz i niezliczoną ilość razy robił znak krzyża. Powoli przybywało wiernych (głównie kobiety w czerni) – doszedł tez trzeci kantor. Gromadzący się uczestnicy nabożeństwa przyjacielsko się pozdrawiali. Następowało kilkakrotne czytanie Ewangelii, którą celebrując wnosił kilka razy pop od nawy bocznej, przez nawę główną, w asyście służby liturgicznej.

Dopiero po dwóch godzinach zapełniło się wnętrze świątyni. Przybyło też trochę mężczyzn, którzy zajęli miejsca w drewnianych fotelach lub bocznych stallach. Każdy z wiernych po wejściu kilkakrotnie się żegnał przed ikonami i całował je (z reguły były to cztery ikony w nawie głównej). Przybył też czwarty kantor i całkowicie już zapełniła się cerkiew. Przybyli też rodzice z rocznymi dziećmi na specjalne błogosławieństwo. Potem jeszcze miało miejsce kilkunastominutowe kazanie popa i na koniec rozdawanie przez niego kawałków chleba dla wszystkich uczestników liturgii, przy którym  następowało całowanie jego dłoni. Jeszcze tylko pokropienie wodą święconą ze specjalnego flakonika przez kościelnego, przy tym datek i możliwość  skosztowania  jakiegoś sproszkowanego ciasta po wyjściu z cerkwi.

Wierni nie śpiewali i nie klękali, jak ma to miejsce w kościele rzymsko-katolickim i w trakcie nabożeństwa wychodzili i prowadzili przyjacielskie rozmowy. Nabożeństwo trwało ponad trzy godziny.