12 marca 2011, sobota, 20:30

Poszła zima do morza

Na świę­te­go Grzegorza idzie zi­ma do mo­rza.

Tym ra­zem to pol­skie przy­sło­wie spraw­dzi­ło się bar­dzo do­kład­nie. Zrobiło się dziś bar­dzo cie­pło – 15 stop­ni. Szpaki na wierz­choł­ka­ch mo­drze­wi już od sa­me­go ra­na gro­mad­nie za­czę­ły ga­wo­rzyć w pro­mie­nia­ch prze­bi­ja­ją­ce­go się przez so­sno­wy bór słoń­ca. Bogatki i si­ko­ry mo­dre już po­zaj­mo­wa­ły bud­ki lę­go­we i pil­nie uwi­ja­ły się przy po­rząd­ko­wa­niu swo­ich te­ry­to­riów. Wiele za­mie­sza­nia ro­bi­ły dzię­cio­ły pstre, któ­re co chwi­la pa­ra­mi po­ja­wia­ły się na po­bli­skim ja­wo­rze i mo­drze­wia­ch.  Zaczęła się więc po­ra gniaz­do­wa­nia.

Wczesnym po­po­łu­dniem do­syć nie­po­rad­nie wy­lą­do­wa­ła na po­bli­skiej łą­ce pa­ra żu­ra­wi. To chy­ba te sa­me ubie­gło­rocz­ne, któ­re już od po­cząt­ku ma­ja za­czę­ły przy­la­ty­wać do nas na żer. Tak by­ło do sa­mej je­sie­ni. Czyżby tak po­lu­bi­ły na­szą oko­li­cę, że za­mie­rza­ją na Kęszycach za­ło­żyć swo­je gniaz­do?

A na mnie przy­szła po­ra na przed­wio­sen­ne po­rząd­ko­wa­nie ogro­du. Rozpocząłem od przy­ci­na­nia drzew owo­co­wy­ch i krze­wów. Dostało się moc­no de­re­nio­wi, któ­ry za bar­dzo się roz­krze­wił. Obwisłe ga­łę­zie po­wra­sta­ły mu w gle­bę – ocho­czo je wy­kar­czo­wa­łem i zro­bi­łem z ni­ch no­we na­sa­dze­nia już po­za ogro­dze­niem. Będą two­rzy­ły czer­wo­na­we obrze­że ażu­ro­we­go ży­wo­pło­tu przed wjaz­dem na po­se­sję.

Powiązane wpisy

22 lutego 2011, wtorek, 16:27

Zmrożony dereń

W trak­cie do­ść ła­god­nej zi­my z po­cząt­kiem lu­te­go za­cy­to­wa­łem przy­sło­wie, któ­re za­po­wia­da­ło dłu­gą zi­mę. Co praw­da na­sta­ły siar­czy­ste mro­zy, ale i tak co­raz bar­dziej zbli­ża­my się do wio­sny.

Mamy już koń­ców­kę lu­te­go, mróz do­cho­dzą­cy do 20 stop­ni i jak­że opty­mi­stycz­ne na tę oka­zję przy­sło­wie (wg. D. i W. Masłowscy – Przysłowia pol­skie –  Videograf Katowice – 2003):

„Gdy mróz w lu­tym trzy­ma, te­dy już nie­dłu­go zi­ma”


28 stycznia 2011, piątek, 16:47

W bukowym lesie

Zbyt póź­no dziś za­ło­ży­łem bie­gów­ki, aby wy­ko­rzy­stać pu­szy­sty śnieg, któ­ry wczo­raj po­krył le­śne duk­ty. Jaskrawe, po­łu­dnio­we słoń­ce już do­syć moc­no za­czę­ło to­pić śnież­ny pu­ch. Zlepki śnie­gu na mo­ich, ni­czym nie po­sma­ro­wa­ny­ch nar­ta­ch utrud­nia­ły jaz­dę. Jedynie po­wol­ny spa­cer na nar­ta­ch był w ty­ch wa­run­ka­ch moż­li­wy. Zanim wy­ru­szy­łem na le­śny re­laks, mu­sia­łem po­roz­pa­lać w pie­ca­ch na przy­jazd dzi­siej­szy­ch go­ści do cha­ty. Zapowiedział się syn z czte­ro­oso­bo­wą, mę­ską eki­pą na bry­dżo­wy week­end. Sporo też cza­su za­ję­ło go­to­wa­nie mo­jej tra­dy­cyj­nej po­tra­wy – ślą­skie­go żur­ku na za­kwa­sie, któ­ry bę­dzie dla ni­ch spo­rą nie­spo­dzian­ką na po­wi­ta­nie. Będzie sma­ko­wał z ra­zo­wym chle­bem.

Uroki spa­ce­ru le­śny­mi duk­ta­mi przy ła­god­nej, ze­ro­wej tem­pe­ra­tu­rze są uj­mu­ją­ce. Czapy śnie­gu na so­sna­ch, prze­bie­ga­ją­ce sar­ny,  szmer po­to­ku Grabica i nad nim po­tęż­ne bu­ki. Przydomowe krze­wy zi­mą też na­bra­ły od­mien­ne­go, cie­ka­we­go wy­glą­du.

Powiązane wpisy