16 grudnia 2013, poniedziałek, 20:15

Pora na domowe wędzenie

To jesz­cze nie je­st mo­je tra­dy­cyj­ne wę­dze­nie. To do­pie­ro mój pierw­szy krok w tym pro­ce­sie. Aczkolwiek w swo­im ro­dzin­nym do­mu na Sądecczyźnie już od sa­me­go dzie­ciń­stwa dziel­nie asy­sto­wa­łem przy świ­nio­bi­ciu, to jed­nak pro­ces uczest­ni­cze­nia przy wy­ro­bie wę­dlin był po­za mo­im za­się­giem.

Dopiero przed kil­ku­na­sto­ma la­ty –  w mo­men­cie na­by­cia sta­rej cha­ty w Borach Stobrawskich, któ­ra uzy­ska­ła dzi­siej­szą na­zwę Chata w le­sie, zo­sta­łem ob­da­ro­wa­ny jak­by au­to­ma­tycz­nie tzw. zim­ną wę­dzar­nią, któ­ra znaj­du­je się na stry­chu te­goż bu­dyn­ku. Do tej po­ry jed­nak jej nie wy­ko­rzy­sty­wa­łem, ale chęć wy­ro­bu wła­sny­ch wę­dlin doj­rze­wa­ła we mnie od lat.

Zbudowałem więc wg wła­sne­go uzna­nia i pro­jek­tu obiekt ogro­do­wy o na­zwie: grillo-wędzarnia-suszarnia, gdzie re­gu­lar­nie już od wie­lu lat przy nim gril­lu­je­my, a cza­sa­mi sa­mo­dziel­nie na­si go­ście. Tradycyjnie je­sie­nią su­szę tu z po­wo­dze­niem śliw­ki, jabł­ka czy grusz­ki.

Dopiero za na­mo­wą na­szej przy­ja­ciół­ki do­mu – Halusi w tym ro­ku przy­stą­pi­li­śmy do wy­ro­bu wła­sny­ch wy­ro­bów wę­dzal­ni­czy­ch. Piękna po­go­da – ra­czej przy­po­mi­na­ją­ca póź­ną je­sień lub wcze­sną wio­snę po­zwo­li­ła na re­ali­za­cję pla­nów. Oto mo­ja fo­to­re­la­cja z ostat­nie­go, nie­zwy­kle pra­co­wi­te­go week­en­du (pięć go­dzin sa­me­go wę­dze­nia), bę­dą­ca pró­bą po­wro­tu do daw­ny­ch tra­dy­cji.

Były więc tra­dy­cyj­ne kieł­ba­sy, bocz­ki, ba­le­ro­ny, po­lę­dwi­ce i szyn­ki do po­dzia­łu ro­dzin­ne­go.

      

  

Powiązane wpisy