20 listopada 2013, środa, 14:12

Listopadowa Moskwa

Listopad by­wa smęt­nym mie­sią­cem. Dni sta­ją się co­raz krót­sze. Wiatr i nad­cią­ga­ją­cy chłód nie­zbyt do­brze na­stra­ja­ją do spa­ce­rów. Moskwa cze­ka na pierw­szy śnieg, a tem­pe­ra­tu­ra jesz­cze w dzień oko­ło 5 – 7 stop­ni po­wy­żej ze­ra. W skle­pa­ch już świą­tecz­ne wy­stro­je i wzmo­żo­ny ru­ch.

Mnie znów po­wia­ło na Wschód. Wylądowałem w Moskwie na lot­ni­sku Szeremietiewo  w dniu, kie­dy w Kazaniu roz­bił się sa­mo­lot i wszy­scy pa­sa­że­ro­wie wraz z za­ło­gą zgi­nę­li. To nie­zbyt do­brze na­stra­ja do po­zy­tyw­nej re­flek­sji. Relacje te­le­wi­zyj­ne peł­ne są in­for­ma­cji na ten te­mat (o Szczycie Klimatycznym w Warszawie ani sło­wa). A dziś na Prospekcie Mira pod­czas krót­kie­go spa­ce­ru dzien­ni­kar­ka te­le­wi­zyj­na za­gad­nę­ła mnie, czy mam ja­kieś uprze­dze­nia do za­gra­nicz­ny­ch li­nii lot­ni­czy­ch. Cóż mo­głem od­po­wie­dzieć, sko­ro nie mam zbyt du­że­go wy­bo­ru, kie­dy przy­szło mi za­wo­do­wo czę­sto po­dró­żo­wać wła­śnie na Wschód Europy. Pozostaje więc LOT, Aeroflot i te li­nie, któ­re mnie za­wio­zą do żą­da­ny­ch por­tów lot­ni­czy­ch: wie­rzę, że bę­dzie po pro­stu do­brze.

Powyżej ko­lej­ny dwo­rzec ko­le­jo­wy w Moskwie – Ружский Воксал. Z nie­go wy­ru­sza­łem w Wielikie Luki. Do mia­sta zna­ne­go z bu­do­wy Rurociągu Przyjaźń, gdzie tłum­nie pra­cow­ni­ka­mi w cza­sa­ch ra­dziec­ki­ch by­li Polacy. Dobrze wspo­mi­na­ni, bo miesz­kań­com do­star­cza­li w trud­ny­ch cza­sa­ch po­wiew Zachodu: je­an­sy, gu­mę do żu­cia i in­ne pe­we­xow­skie to­wa­ry.

To cha­rak­te­ry­stycz­ny dla ro­syj­skiej chwa­ły punkt w tym mie­ście nad rze­ką Łować.

A po­ni­żej wi­dok z wia­duk­tu na Prospekcie Mira na re­jon Ostankino z sze­ro­ki­mi to­ra­mi na pierw­szym pla­nie i frag­men­tem wie­ży te­le­wi­zyj­nej.

Powiązane wpisy