5 lutego 2012, niedziela, 20:36

Na św. Agaty

Na świętej Agaty muchy zza zagaty. Albo też inna wersja:

Na świętej Agaty idą muchy na zagaty.

To starodawne przysłowie już wyszło z użycia. A zagaty – proste konstrukcje ocieplające domy już dawno przeszły do lamusa. Były one stosowane do ocieplenia ścian starych chat. To takie prowizoryczne ścianki, które na zewnętrznym murze domu dochodziły do dolnej krawędzi okien, w które wciskano słomę lub suche liście, aby choć trochę chroniły przy wielkich mrozach. Stąd też pochodzi określenie – ogacić czyli ocieplić. Dziś niegdysiejsze zagaty zastąpił wszechobecny styropian i wełna mineralna, które nas już bardziej estetycznie mają chronić przed mrozami. A jest przed czym – w tygodniu bywało po minus 23 stopnie.

A dzień św. Agaty – 5 lutego kiedyś napawał optymizmem, że słońce już coraz wyżej, robi się coraz cieplej i nawet muchy zza zagaty już zaczynają wychodzić.

Dziś – przy kilkunastostopniowym mrozie na próżno ich wypatrywałem. Jedynie sikorki, dzięciołek i kowaliki przejawiały aktywność przy karmniku przy naszej chacie, gdzie czekała na nich świeża słoninka.