18 października 2012, czwartek, 8:45

Kiszenie kapusty

Przyszła już po­ra na ro­bie­nie do­mo­wy­ch za­pa­sów na zi­mę.

Myślę, że wie­le osób pa­mię­ta jesz­cze tra­dy­cyj­ne ki­sze­nie ka­pu­sty w go­spo­dar­stwa­ch wiej­ski­ch.

Tam w je­sien­ny wie­czór zno­szo­no gło­wy ka­pu­sty do kuch­ni. Gospodarz przy­go­to­wy­wał dę­bo­wą becz­kę, szat­ko­wał ka­pu­stę na spe­cjal­nej szat­kow­ni­cy – czę­sto tę czyn­no­ść wy­ko­ny­wa­ła też go­spo­dy­ni.

Wtedy on po po­rząd­nym wy­szo­ro­wa­niu nóg wcho­dził do becz­ki i no­ga­mi ugnia­tał wrzu­ca­ną do becz­ki po­szat­ko­wa­ną ka­pu­stę. Tam też na­stę­po­wa­ło jej so­le­nie – do­da­wa­no li­ście lau­ro­we, kmi­nek, i ca­łe, nie­wiel­kie jabł­ka. Zimą, przy wy­bie­ra­niu ka­pu­sty by­ły cie­ka­wym sma­ko­ły­kiem (szcze­gól­nie dla dzie­ci).

Ja nie ki­szę ka­pu­sty w drew­nia­nej becz­ce – nie po­trze­bu­ję ta­kiej ilo­ści. Mam ka­mion­ko­wą becz­kę, któ­rą wy­kła­dam spe­cjal­ną fo­fią, aby za­cho­wać jej bie­żą­cą świe­żo­ść. Wtedy wy­bie­ra­na ka­pu­sta za­cho­wu­je so­czy­sto­ść i trwa­ło­ść.  Ja też do­da­ję kmi­nek, ale też tro­chę mar­chew­ki, li­ście lau­ro­we i spe­cjal­ną sól do ro­bie­nia ki­szo­ny­ch prze­two­rów. Jest wte­dy do­bra sa­ma w so­bie, świet­na do bi­go­su i na­wet ja­ko pra­wie go­to­wa su­rów­ka.