6 października 2010, środa, 19:54

W gronie Wojciechów

Dziś po­st z ak­tyw­no­ści społeczno-kulturalnej Opolskiego Bractwa Wojciechowego, w któ­rym się udzie­lam.

Wczoraj w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu od­był się wie­czór po­etyc­ki Znaki brze­go­we z udzia­łem Wojciecha Bonowicza i Jacka Gutorowa, któ­ry po­pro­wa­dził Krzysztof Siwczyk.

Opolskie Bractwo Wojciechowe (pi­sa­łem o nim w któ­rymś z po­stów) za­pra­sza do swo­je­go gro­na zna­ne oso­bi­sto­ści no­szą­ce imię pa­tro­na Polski i Opola. I wła­śnie nada­rzy­ła się  ta­ka oka­zja.

W dru­giej czę­ści spo­tka­nia od­by­ła się ce­re­mo­nia przy­ję­cia w po­czet Bractwa – Wojciecha Bonowicza – po­ety i pu­bli­cy­sty (ur. 1967 r.). Jest au­to­rem ksią­żek po­etyc­ki­ch: Wybór więk­szo­ści (1995), Hurtownia ran (2000), Wiersze lu­dowe (2001), Pełne mo­rze (2006). Wojciech Bonowicz miesz­ka w Krakowie, je­st au­to­rem książ­ki bio­gra­ficz­nej o ks. Józefie Tischnerze (Tischner, 2001) – lau­re­atem Nagrody Literackiej Gdynia w 2007 r.

Czytelnikom blo­ga go­rą­co po­le­cam ostat­nio wy­da­ny Kapelusz na wo­dzie – Gawędy o Księdzu Tischnerze (Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak” – Kraków 2010) au­tor­stwa Wojciecha Bonowicza.  Znajdziecie tam aneg­do­ty, któ­ry­ch zna­ny wszyst­kim Góral z Łopusznej ko­ło Nowego Targu – ks. Józef Tischner był bo­ha­te­rem oraz dow­ci­py, któ­re lu­bił opo­wia­dać. Oczywiście wszyst­ko w nie­co ru­basz­nej, ale jak­że do­sad­nej i barw­nej gwa­rze gó­ral­skiej.

Tu zaś za­cy­tu­ję frag­ment wier­sza Wojciecha Bonowicza z to­mi­ku Polskie zna­ki (Biuro Literackie – Wrocław 2010), od­da­ją­cy at­mos­fe­rę la­su i mi­ja­ją­ce­go cza­su.

Ogród

Nie wia­do­mo czy drze­wo prze­trwa zi­mę

Dwa naj­bliż­sze po­ła­ma­ła wi­chu­ra.

Pozostałe od­su­nę­ły się cze­ka­ją co się sta­nie.

Samotne drze­wo. W tle dom. W do­mu otwar­te okno.

Nie ma czym grzać więc trze­ba grzać je­sien­nym dniem.

Jak dłu­go się da.

Wszyscy się dzi­wią że jesz­cze nie wy­cię­li drzew.

W koń­cu bę­dą mu­sie­li to zro­bić. Najprędzej chy­ba to po­je­dyn­cze.

Jego po­ła­ma­ni są­sie­dzi spło­nę­li po­przed­niej zi­my. …