22 sierpnia 2019, czwartek, 19:00

Pojawiły się już grzyby w Borach Stobrawskich

Dziś przy oka­zji za­ku­pów, wy­bra­łem sie od­wie­dzić śre­dnio­wiecz­ne gro­dzi­sko pod Murowem, do któ­re­go nie uda­ło nam się w ubie­głym ty­go­dniu do­trzeć pod­czas ro­dzin­nej, ro­we­ro­wej wy­ciecz­ki. Odnalazłem to bar­dzo do­brze za­cho­wa­ne wzgó­rze z prze­ło­mu XIII – XIV wie­ku, z ota­cza­ją­cą go fo­są (co praw­da dziś już su­chą).

Przy zej­ściu ze wzgó­rza na­tkną­łem się na du­że sta­no­wi­sko grzy­bów – by­ły to pod­grzyb­ki za­jącz­ki. Pozostawiłem je, bo nie mia­łem do cze­go ze­brać, a do swo­je­go sa­mo­cho­du mia­łem spo­ry ka­wa­łek dro­gi.

Ten fakt zna­le­zie­nia grzy­bów na­tknął mnie do wy­ru­sze­nia póź­nym po­po­łu­dniem po­za ob­ręb Chaty – do la­su na za­jącz­ki.

Jakież by­ło mo­je zdzi­wie­nie, kie­dy po kil­ku­dzie­się­ciu me­tra­ch na­tkną­łem się na te oto do­rod­ne bru­nat­ne pod­grzyb­ki. Szybko wró­ci­łem do do­mu, że­by na­pi­sać na swo­im blo­gu o nie­zwy­kłym od­kry­ciu – wszak zbli­ża się week­end i sym­pa­ty­cy te­go za­cne­go hob­by, ja­kim je­st zbie­ra­nie grzy­bów mo­gą spo­koj­nie wy­ru­szyć w Bory Stobrawskie.

Grzybków nie uzbie­ra­łem du­żo, bo  je­dy­nie chwi­lę za­ba­wi­łem w le­sie. Natomiast bę­dą do­sko­na­łym do­dat­kiem do ju­trzej­szej ja­jecz­ni­cy, bo w spo­żar­ni zo­sta­ły mi je­dy­nie ma­łe trzy jaj­ka od mło­dy­ch ku­rek.

Jeżeli już wy­bie­rze­cie się na te grzy­by, to nie spa­ce­ruj­cie po su­chym, trza­ska­ją­cym le­śnym ru­nie – wy­bie­raj­cie ob­ni­że­nia te­re­nu z wil­got­nym pod­ło­żem. Powodzenia.

6 września 2017, środa, 16:55

Grzybki już są….

Były desz­cze, no­ca­mi nie by­ło przy­mroz­ków i po­ja­wi­ły się w la­sa­ch Stobrawskich grzy­by. Mój tra­dy­cyj­ny ko­sz za­peł­nił się w trak­cie po­ran­ne­go re­ko­ne­san­su pod­grzyb­ka­mi, koź­la­rza­mi z czar­ny­mi pra­wie łeb­ka­mi i za­jącz­ka­mi. Dorodny bo­ro­wik tra­fił się na do­kład­kę.

Ogłaszam więc se­zon je­sien­ny­ch spo­tkań z za­pa­lo­ny­mi grzy­bia­rza­mi za otwar­ty. Chata w le­sie cze­ka z go­rą­cą her­bat­ką i tra­dy­cyj­ny­mi na­lew­ka­mi do de­gu­sta­cji.

PS. A pa­mię­ta­cie sto­braw­ską na­lew­kę z aro­nii – już się mro­zi przed te­go­rocz­nym na­sta­wem – prze­pis na nią pod lup­ką na blo­gu. Jeszcze tyl­ko cze­kam na la­ski wa­ni­lii – po­spa­ce­ro­wa­łem po mar­ke­ta­ch, ale na ra­zie brak jej w sprze­da­ży.

9 listopada 2016, środa, 12:38

Spóźnione grzybobranie

listopadowe-grzybkiDla wszyst­ki­ch nie­mal grzy­bia­rzy ten rok był bar­dzo nie­ty­po­wy. Prawdziwy wy­syp grzy­bów był do­pie­ro w oko­li­ca­ch Wszystkich Świętych. Tuż przed wy­jaz­dem w ro­dzin­ne stro­ny na od­wie­dze­nie gro­bów swo­ich przod­ków wy­bra­łem sie do la­su. W cia­gu pół­to­rej go­dzi­ny uzbie­ra­łem ca­ły nie­mal so­lid­ny ko­sz – był świet­nym pre­zen­tem dla sio­stry. Nie zdą­ży­łem zro­bić zdjęć, ale to był ten sam ko­sz, z któ­rym od lat wy­cho­dzę na grzy­bo­bra­nie.

Jeszcze w ostat­ni week­end po­now­nie wy­bra­łem się z ro­dzin­ką do la­su – grzy­bów na­dal by­ło mnó­stwo. Zbierało się bar­dzo trud­no, bo więk­szo­ść by­ła ukry­ta w li­ścia­ch, kto­re już na po­cząt­ku li­sto­pa­da opa­dły. Jedynie w igli­wiu i bo­ro­wi­na­ch moż­na by­ło po­sza­leć.

28 sierpnia 2012, wtorek, 12:57

Z wyjazdu do Sankt Petersburga

Złożony w 1703 ro­ku przez ca­ra Piotra I Sankt Petersburg w cza­sie I woj­ny świa­to­wej na­zy­wa­ny był Piotrogrodem, a po Rewolucji Październikowej Leningradem. Jednak dla miesz­kań­ców naj­cie­plej­szym okre­śle­niem by­ła na­zwa Pitier, któ­ra przez wszyst­kie burz­li­we okre­sy hi­sto­rycz­ne by­ła chęt­nie uży­wa­na przez ro­do­wi­ty­ch miesz­kań­ców te­go wspa­nia­łe­go mia­sta i je­st rów­nież dziś po­wszech­na.

Miałem wresz­cie oka­zję zwie­dzić je­den z naj­wspa­nial­szy­ch ze­spo­łów urba­ni­stycz­ny­ch, ogło­szo­ny przez UNESCO ósmym naj­bar­dziej atrak­cyj­nym tu­ry­stycz­nie mia­stem świa­ta.

To mia­sto z pra­wie 4oo mo­sta­mi na czter­dzie­stu wy­spa­ch, po­prze­ci­na­ne do­stoj­ną Newą, jej del­tą i ka­na­ła­mi nad Zatoką Fińską.

Miasto wspa­nia­ły­ch cer­kwii, pa­ła­ców, ga­le­rii i mu­ze­ów. W tym naj­więk­sze mu­zeum świa­ta – Ermitaż, któ­ry gro­ma­dzi ol­brzy­mie zbio­ry świa­to­we­go ma­lar­stwa. Tu oglą­da­łem nie ty­le po­je­dyn­cze ob­ra­zy np. fran­cu­ski­ch im­pre­sjo­ni­stów, ale ol­brzy­mie zbio­ry prac po­szcze­gól­ny­ch ar­ty­stów zgro­ma­dzo­ne w kil­ku sa­la­ch wy­sta­wo­wy­ch.

To naj­więk­szy po Moskwie ośro­dek go­spo­dar­czy, kul­tu­ral­ny i na­uko­wy z pra­wie pię­cio­ma mi­lio­na­mi miesz­kań­ców i bar­dzo do­brą in­fra­struk­tu­rą ko­mu­ni­ka­cyj­ną.

Miasto bia­ły­ch no­cy i zwo­dzo­ny­ch mo­stów, zło­co­ny­ch cer­kiew­ny­ch ko­puł i do­stoj­ny­ch pa­ła­ców pa­mię­ta­ją­cy­ch cza­sy car­skiej po­tę­gi. Stąd do ich daw­nej re­zy­den­cji w Carskim Siole z Bursztynową Komnatą (jej ko­pią)  nie­ca­ła go­dzi­na jaz­dy.

Tak oto w mo­im obiek­ty­wie pre­zen­tu­ją się nie­któ­re wspa­nia­łe gma­chy dzi­siej­sze­go Sankt Petersburga.

                 

PS. Wróciłem z wo­ja­ży, a w na­szym le­sie po­ja­wi­ły się już grzy­by … (te­go, pra­wie ki­lo­gra­mo­we­go praw­dziw­ka zna­la­złem na brze­gu la­su pod dę­bem) – Zapraszamy –

26 lipca 2012, czwartek, 8:39

Pierwsze grzyby

Podczas krót­kiej prze­jażdż­ki ro­we­rem z Zagwiździa do Kęszyc na­tkną­łem się na pierw­sze ka­nie w tym ro­ku. Rosły trzy obok sie­bie – tuż przy le­śnym duk­cie. Przyrządzone w jaj­ku i tar­tej buł­ce by­ły do­sko­na­łym przy­sma­kiem pod­wie­czor­ko­wym.

PS. Głosowanie w kon­kur­sie „Miejsce z kli­ma­tem”  na­dal otwar­te. Zapraszam do kli­ka­nia.