27 lutego 2011, niedziela, 21:46

Jak ptakom domy budowałem…

A wła­ści­wie, to dom­ki.

Otóż po­sta­no­wi­łem roz­sze­rzyć bio­róż­no­rod­no­ść  w mo­im le­śnym oto­cze­niu. Ostatnio spo­ty­ka­łem na po­bli­ski­ch mo­drze­wia­ch peł­za­cza. To nie­wiel­ki, sza­ry pta­szek (nie­co szczu­plej­szy od wró­bla) pe­ne­tru­ją­cy pnie drzew. Od do­łu do gó­ry i z gó­ry na dół spa­ce­ru­je po pnia­ch i ko­na­ra­ch, wy­dzio­bu­jąc lar­wy z ko­ry drzew.  W pta­siej li­te­ra­tu­rze na­tkną­łem się na kształt spe­cjal­ny­ch bu­dek lę­go­wy­ch, w któ­ry­ch mo­gą za­miesz­ki­wać te drob­ne pta­szy­ny. Budka w kształ­cie gra­nia­sto­słu­pa z dwo­ma otwo­ra­mi w gór­nej czę­ści bud­ki po prze­ciw­le­gły­ch bo­ka­ch. Taki układ otwo­rów po­wo­du­je, że peł­za­cz mo­że bez­po­śred­nio z pnia po­wę­dro­wać do otwo­ru bud­ki – dru­gi otwór zaś słu­ży mu do szyb­kiej ewa­ku­acji, gdy­by ja­kiś nie­po­wo­ła­ny go­ść się po­ja­wił.

Drugi dom zbu­do­wa­łem so­wom. No, jesz­cze ich w bli­skim oto­cze­niu nie spo­tka­łem, ale na tra­sie le­śny­ch wę­dró­wek ow­szem. To mu­si być bar­dzo oka­za­ła bud­ka w kształ­cie pa­wi­lo­nu z prze­pie­rze­niem. Właściwe sie­dli­sko słu­żą­ce do skła­da­nia jaj i wy­cho­wy­wa­nia mło­dy­ch wła­śnie w tej dru­giej czę­ści bud­ki się znaj­du­je i w do­dat­ku z da­la od świa­tła głów­ne­go wlo­tu. Cały do­mek przy­kry­łem nie­prze­ma­kal­nym da­chem z fo­li i za­mie­rzam go umiej­sco­wić na du­żej so­śnie przy pło­cie od stro­ny la­su. Może się już nie­dłu­go do­cze­kam po­bli­skie­go hu­ka­nia ciem­ną no­cą?

Kolejne dom­ki, to bliź­nia­ki dla ja­skó­łek. Zgodnie z ar­chi­tek­to­nicz­ną, pta­sią sztu­ką two­rzą bliź­nia­cze ze­sta­wy, któ­re za­mon­tu­ję pod sa­mym pod­bi­ciem da­chu w czę­ści sto­do­ły. Jaskółki też la­tem szy­bu­ją nad na­szym le­śnym ogro­dem w po­szu­ki­wa­niu ko­ma­rów. Mogą mieć pro­blem z gli­nia­stym bu­dul­cem, gdyż na na­szym te­re­nie do­mi­nu­je piasz­czy­ste pod­ło­że, ale na po­bli­ski­ch łą­ka­ch w ostat­ni­ch la­ta­ch nie­mal ca­łe la­to gro­ma­dzi się wo­da, a tam już ła­two o błot­ni­ste le­pisz­cze.

PS. To by­ło wczo­raj, a dziś przy bez­chmur­nym nie­bie po­dzi­wia­łem trzy bie­li­ki, któ­re krą­ży­ły nad łą­ką, wy­ko­rzy­stu­jąc przy­chyl­ne prą­dy po­wietrz­ne. Towarzyszyło im cha­rak­te­ry­stycz­ne po­pi­ski­wa­nie. Z ko­lei na ja­wo­ra­ch (to ta gru­pa drzew na zdję­ciu obok) swo­je przed­wio­sen­ne za­lo­ty ra­do­śnie pro­wa­dzi­ły pstre dzię­cio­ły.

Powiązane wpisy