28 grudnia 2013, sobota, 15:02

Całujmy się pod jemiołą

Nie do­cze­ka­li­śmy się jed­nak śnie­gu na te Święta Bożego Narodzenia. Wokół nas zie­lo­no i pta­ki na­wet za­czy­na­ją ja­koś raź­niej, przed­wio­sen­nie kwi­lić. Nic dziw­ne­go, sko­ro mo­men­ta­mi tem­pe­ra­tu­ra do­cho­dzi do 15 stop­ni.

Zamieszczonym w po­przed­nim po­ście zi­mo­wym zdję­ciem z ubie­głe­go ro­ku chcia­łem spro­wo­ko­wać ten ocze­ki­wa­ny, bia­ły kra­jo­braz, a tym­cza­sem na ogro­dzie kwit­ną­ce sto­krot­ki i buj­nie ro­sną­ca zie­lo­na tra­wa.

Zatem do kom­ple­tu tej zie­le­ni do­łą­czam je­mio­łę, któ­ra za­wsze je­st zie­lo­na. W daw­ny­ch wie­rze­nia­ch i oby­cza­ja­ch od­gry­wa­ła waż­ną ro­lę. Ale i dziś do­ść po­wszech­nie de­ko­ru­je­my nią na­sze do­mo­stwa, wie­sza­jąc ją u su­fi­tu. Wierzymy, że pro­mie­niu­je na ca­ły dom zgo­dą, mi­ło­ścią i szczę­ściem. Możemy też „bez­kar­nie”  ca­ło­wać się pod nią.

Ta pa­so­żyt­ni­czo ży­ją­ca na so­sna­ch i to­po­la­ch ro­śli­na je­st też wy­ko­rzy­sty­wa­na przez far­ma­ceu­tów. Już w III w. p.n.e. po­zna­no jej wła­ści­wo­ści lecz­ni­cze przy nad­ci­śnie­niu i nie­płod­no­ści.