24 lutego 2019, niedziela, 21:05

Haczyki, haki i wieszaki …

Znowu się te­go uzbie­ra­ło w Chacie w le­sie i jej obej­ściu. Czas więc na pre­zen­ta­cję ko­lej­nej mo­jej ko­lek­cji, któ­ra tu w spo­sób jak naj­bar­dziej na­tu­ral­ny funk­cjo­nu­je i ubar­wia swo­ją for­mą oto­cze­nie. To wiel­kie sło­wo ko­lek­cja, ale je­st te­go spo­ro, więc po­sta­no­wi­łem po­świę­cić te­mu od­ręb­ny po­st.

Dziś przy­szła po­ra na róż­ne­go ro­dza­ju, ha­czy­ki, ha­ki i wie­sza­ki, któ­re w wie­lu przy­pad­ka­ch speł­nia­ją swo­je użyt­ko­we funk­cje. A to do­po­sa­ża­ją ja­kiś po­kój w nie­zbęd­ny wie­szak, al­bo coś pod­trzy­mu­ją. Innym ra­zem zaś eks­po­nu­ją ja­kiś frag­ment aran­ża­cji czy de­ko­ra­cji.

Postarm się w kil­ku sło­wa­ch o ni­ch na­pi­sać  – jak je zdo­by­łem, al­bo skąd też po­cho­dzą al­bo jak po­wsta­ły. Bowiem nie­któ­re z ni­ch sa­mo­dziel­nie przy­spo­so­bi­łem do peł­nie­nia ich funk­cji użyt­ko­wej.

Zacznę od ka­re­ty. To od­lew mo­sięż­ny – kil­ku­na­sto­cen­ty­me­tro­wy z do­brze za­cho­wa­ny­mi po­sta­cia­mi w ka­re­cie,  stan­gre­tem i koń­mi. Ta przy­je­cha­ła do mnie aż z Warszawy. Przed kil­ko­na­sto­ma la­ty na­tra­fi­łem w Broniszach pod Warszawą na targ sta­ro­ci. Tam na­by­łem ory­gi­nal­ny cep (lub „ce­py”, bo tak na nie­go w Galicji mó­wi­li), oka­ry­nę (sta­ry gli­nia­ny in­stru­ment mu­zycz­ny), na któ­rej cza­sa­mi po­gry­wam oraz lam­pę sto­ją­cą – zdo­bią­cą je­den z mo­ich po­koi.

Te kil­ka wie­sza­ków zgru­po­wa­ny­ch w jed­nym sze­re­gu, to wie­sza­ki wy­ko­na­ne ze zrzu­tów zdo­by­ty­ch prze­ze mnie po­ro­ży je­le­ni.

      Ten pierw­szy peł­ni ro­lę wie­sza­ka szat­ni do sau­ny, na dru­gim wi­si mój kow­boj­ski ka­pe­lu­sz, a na trze­cim spe­cjal­ne dzwon­ki gra­ją­ce na wie­trze w ko­ry­ta­rzu pro­wa­dzą­cym do sau­ny w sto­do­le.

    

Grupa ty­ch wie­sza­ków wy­ko­na­na zo­sta­ła prze­ze mnie z ele­men­tów sta­ry­ch ma­szyn do szy­cia ty­pu Singer. Pierwszy je­st na do­nicz­kę z kwia­tem na pod­cie­nia­ch do­mu. Drugi na ręcz­ni­ki w ko­ry­ta­rzu do sau­ny, a obok de­tal te­goż wie­sza­ka – pół­ki w kształ­cie li­lij­ki.

Te wie­sza­ki i ha­ki przy­wio­złem kie­dyś z tar­gu świą­tecz­ne­go z cze­skiej Pragi. Wykute na miej­scu na spe­cjal­nym sto­isku przez sta­re­go ko­wa­la. Środkowe zdję­cie po­ka­zu­je dwa zdo­bio­ne wie­sza­ki na po­grze­ba­cz i szu­fel­kę przy ku­chen­nym pie­cu.

    

To z ko­lei sa wie­sza­ki fi­gu­ral­ne: ty­po­wy  wie­szak ze ślą­ską ma­tro­ną – do dziś spo­ty­ka­ny. Drugi zaś z wy­tar­ty­mi po­sta­cia­mi anioł­ków i trze­ci wie­szak że­liw­ny z fi­gu­ra­mi pta­ków.

    

Kolejne wie­sza­ki po­cho­dzą z mo­ich po­dró­ży do kra­jów Beneluxu i Anglii. Ten pierw­szy przy­po­mi­na mi o po­mni­ku pol­ski­ch lot­ni­ków z Bitwy o Anglię pod Londynem. Drugi mó­wi o prak­tycz­no­ści Holendrów (na pu­deł­ko za­pa­łek przy pie­cu). A trze­ci ku­pi­łem na tar­gu sta­ro­ci w Belgii. Czwarty – mo­ty­lek po­cho­dzi z Luksemburga. A ten pią­ty – nie­zwy­kle groź­ny po­da­ro­wa­ła mi zna­jo­ma, wie­rząc, że gdzieś wy­ko­rzy­stam w swo­jej cha­cie. A ten ostat­ni, to wie­szak na klu­cze. Wykonałem go z drew­na – na wzór oku­cia skrzy­ni lub sza­fy.

          

Czyż nie war­to zbie­rać ta­kie cac­ka, że­by oca­lić od za­po­mnie­nia sta­re, rze­mieśl­ni­cze wy­ro­by i ubar­wić na­szą sza­rą rze­czy­wi­sto­ść?