17 maja 2014, sobota, 13:36

W SPA u wierchuszki

 

Nasz poranny samolot nie wystartował z Kutaisi i razem ze współtowarzyszami podróży zawieziono nas minibusami do oddalonego o jakieś 50 km miasteczka Tskaltubo. Podobno zgromadzone olbrzymie ilości wody na pyrzowickim lotnisku nie pozwoliły od wczorajszego popołudnia na start samolotów. Tu brawo dla samolotowego przewoźnika Wizzair za sprawne zorganizowanie bardzo godziwego zakwaterowania wraz z wyżywieniem.

Tak więc wylądowaliśmy w dawnym ośrodku wypoczynkowym radziekiej wierchuszki. To podobno już Stalin przyjeżdżał i cała świta radzieckiej władzy do marmurowego ośrodka na Zakaukaziu. Stąd niedaleko już w wysoki Kaukaz i do Batumi nad Morze Czarne.

Dziś pozostały co prawda marmury, ale czasy dawnej świetności przeminęły i dopiero w ostatnich latach z mozołem rewaloryzuje się te sławne niegdyś obiekty. Poniżej kilka fotek pokazujących urokliwe usytuowanie ośrodka na wzgórzu, wśród starodrzewów, palm i bujnej roślinności. Tu na dworze temperatura dochodzi do 40 stopni, a w Polsce podobno chłody i ulewy.

  

13 maja 2014, wtorek, 16:50

W gruzińskich klimatach

Łatwym połączeniem tanimi liniami dotarłem z Katowic do drugiego co do wielkości miasta w północno-zachodniej Gruzji – Kutaisi. To 200 tysięczne miasto jest zarazem siedzibą gruzińskiego parlamentu.

Wyróżnia je górująca nad miastem Katedra Bagrati, ktora co prawda jest pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, ale swoją nazwę zawdzięcza fundatorowi. To król Bagrati III – władca gruzińskiego średniowiecza zainicjował wzniesienie tej ogromnej na ówczesne czasy kamiennej katedry, której budowa została zakończona w bagatela 1003 roku. Dziś zadziwia i jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1994 roku. To słynny gruziński „złoty wiek”.

Wraz z poznanymi na krótkim rekonesansie sympatycznymi turystkami z Krakowa (serdecznie pozdrawiam;) –  na wzniesienie dotarłem wiszącą nad miastem kolejką linową i dalej już było mozolne podejcie pod katedrę.

Pod nami spieniona, groźna i złowieszczo szumiąca silnymi nurtami rzeka Rioni, która po intensywnych nocnych ulewach zmywa wapienne skały Kaukazu. Rzeka stała się w niesamowitym dość kolorze stalowo-kredowej brei.

        

Tu naprawdę gołym okiem widać bezrobocie. Miasto dość sennie wyglądające z niezliczoną rzeszą przesiadujących w parku na ławeczkach i pod sklepikami mieszkańcami. To sam środek dnia, a oni bez zajęcia leniwie oddają się rozmowom. Mężczyźni miejscami grają w szachy, a kobiety w różnym wieku prowadzą pogawędki.

Dość ożywiony momentami staje się targ warzywny, mięsny, nabiałowy czy też tekstylno-odzieżowy – wszystko to bezładnie pomieszane. Handluje się tu wszystkim, choć są też dość gęsto usytuowane sklepiki w kamienicach i budach.Zawsze przychodzi mi trudność w fotografowaniu tego nieładu. Wolę charakterystyczną, ale poukładaną architekturę miejską i stąd dość rzadko zamieszczam ten niecywilizowany świat.

Natomiast miejskie uliczki są miejscem podnieconych często głosów i nawoływań podenerwowanych kierowców wraz z ostrym dźwiękiem klaksonów używanych dla ostrzeżenia tych, którzy stają się zawalidrogami na ich aktualnej trasie. Piesi nie mają tu żadnych praw i muszą naprawdę na siebie uważać, bowiem kierowca tu jest panem i władcą swojej często rozklekotanej maszyny.

30 maja 2013, czwartek, 20:12

Powrót z Baku

Właśnie wróciłem z krótkiej, ale obfitującej w przygody podróży służbowej do Baku w Azerbejdżanie. Ta ciekawa metropolia nad Morzem Kaspijskim jest w pewnym sensie tyglem, gdzie przez wieki stykały się różne rasy, narody, religie i kultury. To miasto na szlaku jedwabnym, ale zarazem rejon burzliwego  Kaukazu.

To zarazem dawna republika radziecka, która mieszkańcom pozostawiła język rosyjski. Nie słychać go na ulicach zbyt powszechnie, ale z porozumieniem się w tym języku nie ma problemu. Azerowie mają dziś swój własny język i używają nieco zmodyfikowanego zapisu łaciny i wyznawcami religii muzułmańskiej, ale z powodów ostatnich religijnych sporów większość meczetów jest zamknięta przez państwo. Kobiety nie zakrywają twarzy.

Miasto pełne kontrastów – zabytkowe, kilkusetletnie , pałacowe budynki i nowoczesne gmachy o ciekawej architekturze. Miasto szybów naftowych i gazu. Miasto bogactwa i biedy – mogę nawet dosadnie powiedzieć: złota i błota. Szerokie arterie komunikacyjne z bardzo drogimi samochodami, a nieopodal skrzyżowania bez sygnalizacji i brak przyzwoitych chodników. Na zdjęciach staram się pokazać tę przyjazną stronę Baku.

           

PS. Mój powrót z Baku zakończył się hospitalizacją i infekcją nieznanego pochodzenia.