10 czerwca 2010, czwartek, 20:25

W drodze na grecki targ

Do Prinos – nie­wiel­kiej osa­dy ry­bac­kiej w za­chod­niej czę­ści wy­spy Thassoswy­bra­li­śmy się z mia­stecz­ka Limenaria od­da­lo­ne­go o ja­kieś 15 km  lo­kal­nym au­to­bu­sem. Miasteczko Prinos po­sia­da jesz­cze bez­po­śred­nie po­łą­cze­nie pro­mo­we z Kavalą, ad­mi­ni­stru­ją­cą wy­spą.

Po wej­ściu na przy­stan­ku do wy­peł­nio­ne­go po brze­gi au­to­bu­su po­czu­łem at­mos­fe­rę ga­li­cyj­skiej wio­ski z lat sie­dem­dzie­sią­ty­ch. To przy­po­mi­na­ło mi jaz­dę au­to­bu­sem na tra­sie Limanowa – Stary i Nowy Sącz w okre­sie głę­bo­kiej u nas ko­mu­ny. Pasażerów zmie­rza­ją­cy­ch na je­dy­ny na wy­spie targ w Prinos dziar­sko ob­słu­gi­wał oko­ło pięć­dzie­się­cio­let­ni kon­duk­tor.

A to wy­krzy­ki­wał po­wi­tal­ne po­zdro­wie­nia do wsia­da­ją­cy­ch na po­szcze­gól­ny­ch przy­stan­ka­ch tu­byl­ców. Innych zaś po przy­ja­ciel­sku po­kle­py­wał, a in­ny­ch grom­ko kar­cił za to, że nie zdą­ży­li za­pła­cić za prze­jazd, a już mu­szą wy­sia­dać. Niezwykle spraw­nie wy­dzie­rał bi­le­ty ze swe­go kon­duk­tor­skie­go se­gre­ga­to­ra i jesz­cze przed po­da­niem pa­sa­że­ro­wi prze­dzie­rał je w pół. Kasował za prze­jazd, wy­da­jąc drob­ne ze spe­cjal­nie skon­stru­owa­nej ka­set­ki z po­se­gre­go­wa­ny­mi mo­ne­ta­mi. Bilet kosz­to­wał oko­ło trzech eu­ro (ja­koś trud­no nam by­ło się do­li­czyć wła­ści­wej staw­ki za prze­jazd).

Nagle, w po­ło­wie na­szej dro­gi na targ, na­stą­pi­ła nie­ocze­ki­wa­na dla nas sy­tu­acja. Kiedy do­tar­li­śmy do cen­trum ma­łej osa­dy Maries, na­sz kon­duk­tor zde­cy­do­wa­nym po­le­ce­niem wy­da­nym po grec­ku na­ka­zał na­szej czwór­ce (po­dró­żo­wa­łem z trze­ma mi­ły­mi tu­ryst­ka­mi pol­ski­mi) i jesz­cze tam ko­muś na­gle wy­sia­dać z au­to­bu­su. Wcześniej już mie­li­śmy ska­so­wa­ne bi­le­ty na prze­jazd.

Z wiel­kim zdzi­wie­niem i nie­po­ko­jem za­ra­zem, ale z peł­ną ule­gło­ścią przy­ję­li­śmy ten sta­now­czy na­kaz wy­siad­ki. Bowiem tak­że na­sz kon­duk­tor ra­zem z na­mi opu­ścił  ten au­to­bus, po­zo­sta­jąc z na­mi na przy­stan­ku. Teraz już po przy­ja­ciel­sku sta­rał się nam oznaj­mić, że za kil­ka mi­nut przy­je­dzie po nas in­ny au­to­bus i po­wie­zie nas do ce­lu na­szej po­dró­ży. Tak też się sta­ło – no­wy, zu­peł­nie pu­sty au­to­bus pod­je­chał, za­bie­ra­jąc nas w dal­szą, cał­kiem już nie­dłu­gą po­dróż, za­bie­ra­jąc pa­sa­że­rów cze­ka­ją­cy­ch na przy­stan­ka­ch.

Obiecywaliśmy so­bie wie­le po re­kla­mo­wa­nym przez sym­pa­tycz­ną prze­wod­nicz­kę  Kasię je­dy­nym na wy­spie tar­gu w Prinos. Liczyliśmy na to, że mo­że zro­bi­my za­ku­py ja­kie­goś ory­gi­nal­ne­go rę­ko­dzie­ła i wy­two­rów tu­byl­ców. A tu nie­ste­ty też do­tar­ła wszech­obec­na, jak u nas chińsz­czy­zna, za­le­wa­jąc stra­ga­ny tan­det­nym, zu­ni­fi­ko­wa­nym to­wa­rem go­spo­dar­stwa do­mo­we­go i ciu­cha­mi Made in China.

Owoce i wa­rzy­wa upra­wia­ne na wy­spie też nie zro­bi­ły na nas więk­sze­go wra­że­nia. Chyba jesz­cze zbyt wcze­sna po­ra na owo­co­wą ob­fi­to­ść grec­ką. Jedynie sa­dzon­ki ziół, wa­rzyw i kwia­tów wy­róż­nia­ły się swo­ją wie­lo­barw­no­ścią.

Z da­la od tar­go­we­go zgieł­ku uda­ło mi się od­na­leźć ukry­te wśród zie­le­ni lip i wi­no­gron wej­ście do nie­wiel­kiej cer­kiew­ki. Pozwoliło mi to na na­bra­nie dy­stan­su do gwar­ne­go tar­gu na wy­spie i utwier­dzi­ło w prze­ko­na­niu, że nie bę­dzie to atrak­cja, któ­rą bę­dę mó­gł po­le­cać mo­im tu­ry­stom przy­by­wa­ją­cym na Thassos.

PS. Ukłony dla Tosi, Basi i Kasi.

Powiązane wpisy

30 maja 2010, niedziela, 20:05

Kalimera!

Greckim dzień do­bry wi­tam sym­pa­ty­ków Chaty w le­sie. Udało mi się po­ko­nać trud­no­ści z bez­płat­nym do­stę­pem do in­ter­ne­tu, dzię­ki cze­mu mo­gę tro­chę in­for­ma­cji i zdjęć z grec­kiej wy­spy Thassos za­mie­ścić na swo­im le­śnym blo­gu.

THASSOS, to nie­wiel­ka wy­spa Morza Egejskiego – 390 km kwa­dra­to­wy­ch i o ob­wo­dzie 108 km. Zwana wy­spą zie­lo­ną – grec­kim szma­rag­dem Północy. Wyspa je­st od­da­lo­na od  lą­du za­le­d­wie 12 km i li­czy 15 tys. miesz­kań­ców. Administracyjnie je­st pod za­rzą­dem mia­sta Kavala w pół­noc­nej czę­ści Grecji.

Powiązane wpisy