13 grudnia 2017, środa, 7:54

Święta Łuca dnia przyrzuca ….

Na dzień 13 grud­nia przy­pa­da­ją imie­ni­ny Łucji. To na cze­ść św. Łucji, któ­ra w III wie­ku po­nio­sła śmierć za wia­rę chrze­ści­jań­ską. Kiedyś w Polsce by­ło to do­ść po­pu­lar­ne imię, z któ­rym wią­za­no przy­by­wa­nie dnia. Jednak by­ło to do­ść myl­ne, bo w ka­len­da­rzu ju­liań­skim (obo­wią­zu­ją­cym do VII wie­ku) św. Łucji przy­pa­da­ło na dzień 25 grud­nia – kul­mi­na­cja je­sien­ne­go okre­su naj­dłuż­szej no­cy.

Drugim na­to­mia­st wie­rze­niem zwią­za­nym ze św. Łucją, czy­li z da­tą 13 grud­nia by­ło od­zna­cza­nie po­go­dy na na­stęp­ne mie­sią­ce no­we­go ro­ku. Otóż każ­dy dzień od św. Łucji wy­zna­czał przy­szłą po­go­dę na po­szcze­gól­ny mie­siąc (za­czy­na­jąc od stycz­nia) – i tak do aż do 25 grud­nia, któ­ry ma okre­ślać po­go­dę w grud­niu na­stęp­ne­go ro­ku.

To na­praw­dę kie­dyś (przed zmia­na­mi kli­ma­tu) spraw­dza­ło się. Moja ma­ma re­gu­lar­nie za­pi­sy­wa­ła po­go­dę każ­de­go dnia: sło­necz­ko, wia­tr, opa­dy śnie­gu lub desz­czu i tem­pe­ra­tu­rę w po­szcze­gól­nej po­rze dnia, któ­ry od­po­wia­dał ko­lej­nym dniom mie­sią­ca przy­szłe­go ro­ku. I to się spraw­dza­ło!

Zatem jak na­si przod­ko­wie – ob­ser­wuj­my od dziś po­go­dę, ale na efek­ty z wy­dłu­że­niem dnia mu­si­my jed­nak po­cze­kać do Bożego Narodzenia.

Załączam tro­chę ory­gi­nal­ne­go cie­pła i ży­czę ra­do­sny­ch i spo­koj­ny­ch Świąt.

Powiązane wpisy

4 listopada 2010, czwartek, 12:22

Z trasy wyjazdu na groby

Właśnie ta­ki wi­dok mia­łem w oko­li­ca­ch  Beskidu Wyspowego pod­czas wy­jaz­du na gro­by w ro­dzin­ne stro­ny. Górujący nad oko­li­cą ba­ro­ko­wy za­mek w Starym Wiśniczu mo­głem ob­ser­wo­wać z tra­sy Limanowa – Bochnia.

Aby zro­bić za­kup ja­kie­goś me­dy­ka­men­tu na mo­je za­ata­ko­wa­ne przez an­gi­nę gar­dło – za­trzy­ma­łem się w Nowym Wiśniczu. W tym uro­kli­wym, ma­ło­pol­skim mia­stecz­ku mo­ją uwa­gę zwró­ci­ła cie­ka­wa drew­nia­na kon­struk­cja.

Oto pa­wi­lon oka­la­ją­cy sta­rą stud­nię (i je­go cha­rak­te­ry­stycz­ne cie­siel­skie de­ta­le) w sa­mym cen­trum mia­sta.

Powiązane wpisy

10 czerwca 2010, czwartek, 20:25

W drodze na grecki targ

Do Prinos – nie­wiel­kiej osa­dy ry­bac­kiej w za­chod­niej czę­ści wy­spy Thassoswy­bra­li­śmy się z mia­stecz­ka Limenaria od­da­lo­ne­go o ja­kieś 15 km  lo­kal­nym au­to­bu­sem. Miasteczko Prinos po­sia­da jesz­cze bez­po­śred­nie po­łą­cze­nie pro­mo­we z Kavalą, ad­mi­ni­stru­ją­cą wy­spą.

Po wej­ściu na przy­stan­ku do wy­peł­nio­ne­go po brze­gi au­to­bu­su po­czu­łem at­mos­fe­rę ga­li­cyj­skiej wio­ski z lat sie­dem­dzie­sią­ty­ch. To przy­po­mi­na­ło mi jaz­dę au­to­bu­sem na tra­sie Limanowa – Stary i Nowy Sącz w okre­sie głę­bo­kiej u nas ko­mu­ny. Pasażerów zmie­rza­ją­cy­ch na je­dy­ny na wy­spie targ w Prinos dziar­sko ob­słu­gi­wał oko­ło pięć­dzie­się­cio­let­ni kon­duk­tor.

A to wy­krzy­ki­wał po­wi­tal­ne po­zdro­wie­nia do wsia­da­ją­cy­ch na po­szcze­gól­ny­ch przy­stan­ka­ch tu­byl­ców. Innych zaś po przy­ja­ciel­sku po­kle­py­wał, a in­ny­ch grom­ko kar­cił za to, że nie zdą­ży­li za­pła­cić za prze­jazd, a już mu­szą wy­sia­dać. Niezwykle spraw­nie wy­dzie­rał bi­le­ty ze swe­go kon­duk­tor­skie­go se­gre­ga­to­ra i jesz­cze przed po­da­niem pa­sa­że­ro­wi prze­dzie­rał je w pół. Kasował za prze­jazd, wy­da­jąc drob­ne ze spe­cjal­nie skon­stru­owa­nej ka­set­ki z po­se­gre­go­wa­ny­mi mo­ne­ta­mi. Bilet kosz­to­wał oko­ło trzech eu­ro (ja­koś trud­no nam by­ło się do­li­czyć wła­ści­wej staw­ki za prze­jazd).

Nagle, w po­ło­wie na­szej dro­gi na targ, na­stą­pi­ła nie­ocze­ki­wa­na dla nas sy­tu­acja. Kiedy do­tar­li­śmy do cen­trum ma­łej osa­dy Maries, na­sz kon­duk­tor zde­cy­do­wa­nym po­le­ce­niem wy­da­nym po grec­ku na­ka­zał na­szej czwór­ce (po­dró­żo­wa­łem z trze­ma mi­ły­mi tu­ryst­ka­mi pol­ski­mi) i jesz­cze tam ko­muś na­gle wy­sia­dać z au­to­bu­su. Wcześniej już mie­li­śmy ska­so­wa­ne bi­le­ty na prze­jazd.

Z wiel­kim zdzi­wie­niem i nie­po­ko­jem za­ra­zem, ale z peł­ną ule­gło­ścią przy­ję­li­śmy ten sta­now­czy na­kaz wy­siad­ki. Bowiem tak­że na­sz kon­duk­tor ra­zem z na­mi opu­ścił  ten au­to­bus, po­zo­sta­jąc z na­mi na przy­stan­ku. Teraz już po przy­ja­ciel­sku sta­rał się nam oznaj­mić, że za kil­ka mi­nut przy­je­dzie po nas in­ny au­to­bus i po­wie­zie nas do ce­lu na­szej po­dró­ży. Tak też się sta­ło – no­wy, zu­peł­nie pu­sty au­to­bus pod­je­chał, za­bie­ra­jąc nas w dal­szą, cał­kiem już nie­dłu­gą po­dróż, za­bie­ra­jąc pa­sa­że­rów cze­ka­ją­cy­ch na przy­stan­ka­ch.

Obiecywaliśmy so­bie wie­le po re­kla­mo­wa­nym przez sym­pa­tycz­ną prze­wod­nicz­kę  Kasię je­dy­nym na wy­spie tar­gu w Prinos. Liczyliśmy na to, że mo­że zro­bi­my za­ku­py ja­kie­goś ory­gi­nal­ne­go rę­ko­dzie­ła i wy­two­rów tu­byl­ców. A tu nie­ste­ty też do­tar­ła wszech­obec­na, jak u nas chińsz­czy­zna, za­le­wa­jąc stra­ga­ny tan­det­nym, zu­ni­fi­ko­wa­nym to­wa­rem go­spo­dar­stwa do­mo­we­go i ciu­cha­mi Made in China.

Owoce i wa­rzy­wa upra­wia­ne na wy­spie też nie zro­bi­ły na nas więk­sze­go wra­że­nia. Chyba jesz­cze zbyt wcze­sna po­ra na owo­co­wą ob­fi­to­ść grec­ką. Jedynie sa­dzon­ki ziół, wa­rzyw i kwia­tów wy­róż­nia­ły się swo­ją wie­lo­barw­no­ścią.

Z da­la od tar­go­we­go zgieł­ku uda­ło mi się od­na­leźć ukry­te wśród zie­le­ni lip i wi­no­gron wej­ście do nie­wiel­kiej cer­kiew­ki. Pozwoliło mi to na na­bra­nie dy­stan­su do gwar­ne­go tar­gu na wy­spie i utwier­dzi­ło w prze­ko­na­niu, że nie bę­dzie to atrak­cja, któ­rą bę­dę mó­gł po­le­cać mo­im tu­ry­stom przy­by­wa­ją­cym na Thassos.

PS. Ukłony dla Tosi, Basi i Kasi.

Powiązane wpisy

4 stycznia 2010, poniedziałek, 23:21

Na barani skok

Kiedy zi­mo­we wie­czo­ry wy­da­ją się przy­dłu­gie, zda­rza mi się wspo­mi­nać chwi­le bez­tro­skie­go dzie­ciń­stwa spę­dzo­ne w nie­wiel­kiej, ga­li­cyj­skiej wio­sce mię­dzy Limanową a Starym Sączem. Sople zwi­sa­ją­ce z da­chów, za­spy, przez któ­re trud­no by­ło się prze­do­stać do szko­ły, tę­gi mróz i jaz­da na sa­nia­ch.

Wczoraj w ka­len­da­rzu by­ły imie­ni­ny Genowefy i stąd chciał­bym wspo­mnieć swo­ją ma­mę, któ­ra sta­ra­ła się te dłu­gie wie­czo­ry okre­su po­prze­dza­ją­ce­go świę­ta Bożego Narodzenia wy­ko­rzy­stać na za­pi­ski po­go­do­we.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy