25 lutego 2010, czwartek, 9:51

Święty Maciej zimę traci…

Dzień 24 lutego wyznacza nam pogodowe plany. Stare, polskie przysłowie dzień Św. Macieja przypisuje prognozowaniu poczynań zimy: „Święty Maciej zimę traci albo ją bogaci„. Zatem mając w pamięci nad wyraz ciepły i w miarę pogodny wczorajszy dzień, możemy śmiało powiedzieć, że następuje już żegnanie się z zimą.

W moim lesie już od samego rana słychać nawołujące się ptasie głosy. Wczesnym rankiem pierwsze zaczęły się odzywać kosy, potem sikorki przywoływały swoich partnerów, a z akacji przed domem dochodziły metaliczne popiskiwania pary kowalików. Niewielkimi stadkami na pojawiającej się spod śniegu trawie przysiadywały rozweselone czyżyki. Na obrzeżach lasu coraz dosadniej słyszałem bębnienie dzięciołów i piskliwy skrzekot kolorowych sójek. Idzie wiosna dużymi krokami.

18 lutego 2010, czwartek, 15:55

Z krogulcem na gruszy

Jednak zawitał i do mnie krogulec. Na początku zimy jakiegoś drapieżnego ptaka zauważyłem na gruszy obok ogrodowego pawilonu. Wydawało mi się, że to myszołów i tak też napisałem w jednym z postów. Aż tu pewnego dnia byłem świadkiem następującej sceny – znad czytanej gazety wyrwało mnie głuche uderzenie w szybę kuchennego okna. To było tak słychać, jakby jakiś ptak nie wyhamował i poleciał prosto w okienną szybę. Wybiegłem na dwór, żeby zobaczyć co też się  stało. Na białym śniegu zobaczyłem w kilku miejscach pierzaste wyskubki (resztki drobnego, ptasiego pierza), a nieopodal nad łąką  zauważyłem odlatującego właśnie krogulca ze zdobyczą spod mojego karmnika. Unoszące się jeszcze w powietrzu piórka należały do jednej z moich dokarmianych zimą sikorek. Analizując łańcuch pokarmowy świata zwierzęcego mogę powiedzieć, że dokarmiam nie tylko biedne, małe ptaszyny, ale i drapieżniki.

21 stycznia 2010, czwartek, 15:29

Drzewa z pokłonem

Tak powitała mnie droga, prowadząca do naszej leśnej chaty. Drzewa w pokłonie uginały się od nadmiaru śniegu i lodu. Tęga zima nadal trzyma.

Po kilku dniach nieobecności w lesie postanowiłem czym prędzej pojechać do swoich sikorek. Karmnik oczywiście był ogołocony ze smakołyków, które ostatnio zostawiłem. Po słonince ani śladu, a ptasie klopsy (specjalna mieszanka ziaren z tłuszczem w postaci zwartej kuli w drobnej siateczce) – pożarte. To oczywiście sprawka sójek, które tylko czyhają i kiedy zniknę im z pola widzenia, podbierają wystawione łakocie.
→ czytaj dalej…