25 lutego 2012, sobota, 11:44

Na święty Maciej

Przypominają mi się dwa pol­skie przy­sło­wia, któ­re są zwią­za­ne z da­tą 24 lu­te­go. W tym wła­śnie dniu imie­ni­ny ob­cho­dzi Maciej.

Wczoraj już o siód­mej ra­no by­ło sie­dem stop­ni na plu­sie, a w cią­gu dnia wskaź­nik mo­je­go ter­mo­me­tru przy Chacie w le­sie do­cho­dził do dzie­sią­tej kre­ski.

Ptaki już na­praw­dę roz­po­czę­ły tę­sk­ne, przed­lę­go­we na­wo­ły­wa­nia. Słyszałem i te­go, któ­ry od­no­si się do wspo­mnia­nej wy­żej da­ty:

„Na świę­ty Maciej skow­ro­nek za­pie­je”.

Przysłowie, któ­re te­raz za­cy­tu­ję, da­je nam pra­wo wy­bo­ru.  W za­leż­no­ści od po­go­dy w tym wła­śnie dniu mo­że­my mieć na­dzie­ję na ry­chło nad­cho­dzą­cą wio­snę, al­bo jej póź­niej­sze przyj­ście:

„Święty Maciej zi­mę tra­ci, al­bo ją bo­ga­ci”.

No, ale dziś nam Maciej ra­czej zi­mę stra­cił.

24 lutego 2011, czwartek, 10:49

Co z tym Maciejem?

Mamy dziś 24 lu­te­go – św. Macieja i jesz­cze sro­gi mróz w no­cy, ale jed­nak już łagod­nie­jący w dzień. Zatem co z tą zi­mą bę­dzie? Czy ma­my wie­rzyć w sta­re, pol­skie przy­sło­wie, któ­re tak oto po­go­dę w dniu św. Macieja in­ter­pre­tu­je?:

Święty Maciej zi­mę tra­ci, al­bo ją bo­ga­ci.

To jed­no ze sta­ry­ch przy­słów, któ­re mi to­wa­rzy­szy­ło przed la­ty w ro­dzin­ny­ch stro­na­ch Beskidu Wyspowego. Tam po­ry ro­ku by­ły wy­ra­zist­sze, a cza­sy spo­koj­niej­sze i bar­dziej prze­wi­dy­wal­ne.

25 lutego 2010, czwartek, 9:51

Święty Maciej zimę traci…

Dzień 24 lu­te­go wy­zna­cza nam po­go­do­we pla­ny. Stare, pol­skie przy­sło­wie dzień Św. Macieja przy­pi­su­je pro­gno­zo­wa­niu po­czy­nań zi­my: „Święty Maciej zi­mę tra­ci al­bo ją bo­ga­ci„. Zatem ma­jąc w pa­mię­ci nad wy­raz cie­pły i w mia­rę po­god­ny wczo­raj­szy dzień, mo­że­my śmia­ło po­wie­dzieć, że na­stę­pu­je już że­gna­nie się z zi­mą.

W mo­im le­sie już od sa­me­go ra­na sły­chać na­wo­łu­ją­ce się pta­sie gło­sy. Wczesnym ran­kiem pierw­sze za­czę­ły się od­zy­wać ko­sy, po­tem si­kor­ki przy­wo­ły­wa­ły swo­ich part­ne­rów, a z aka­cji przed do­mem do­cho­dzi­ły me­ta­licz­ne po­pi­ski­wa­nia pa­ry ko­wa­li­ków. Niewielkimi stad­ka­mi na po­ja­wia­ją­cej się spod śnie­gu tra­wie przy­sia­dy­wa­ły roz­we­se­lo­ne czy­ży­ki. Na obrze­ża­ch la­su co­raz do­sad­niej sły­sza­łem bęb­nie­nie dzię­cio­łów i pi­skli­wy skrze­kot ko­lo­ro­wy­ch só­jek. Idzie wio­sna du­ży­mi kro­ka­mi.