26 grudnia 2018, środa, 15:53

Wigilia 2018

Jest już ży­wa cho­in­ka i stół na­kry­ty i cze­ka na go­ści. Tym ra­zem bę­dzie to ko­lej­ne ro­dzin­ne spo­tka­nie w Chacie w le­sie.

Powiązane wpisy

23 grudnia 2012, niedziela, 11:55

Wigilia w lesie

  
I drze­wa ma­ją swą Wigilię…
W naj­krót­szy dzień bo­że­go ro­ku,
Gdy błę­kit­nie­je śnieg o zmro­ku;
W oki­ścia­ch, jak ol­brzy­mie li­lie,
Białe sme­re­ki. so­sny, jo­dły,
Z za­par­tym tchem wsłu­cha­ne w ci­szę,
Snują za­du­my ja­kieś mni­sze,
Rozpamiętując świę­te mo­dły.
Las nie­my je­st jak ta­jem­ni­ca,
Milczący jak ocze­ki­wa­nie,
Bo coś się dzie­je, coś się sta­nie,
Coś wy­śni się, wy­ja­wi li­ca.
Chat izbom po­słał las cho­in­ki,
Któż je­mu w da­rze dziw przy­nie­sie?
Śnieg je­no spa­dł na drze­wa w le­sie,
Dłoniom ga­łę­zi w upo­min­ki.
Las drży w na­pię­ciu i na­dziei,
Niekiedy srebr­ne sfru­ną pu­chy
I opla­ta­ją jak snu du­chy…
Wtem bić prze­sta­ło ser­ce kniei,
Bo z pierw­szą gwiaz­dą nieb roz­ło­gów,
Z gę­stwi­ny, roz­gar­nia­jąc zie­leń,
Wynurza gło­wę pysz­ny je­leń
Z świecz­ka­mi na ro­so­cha­ch ro­gów…

Świąteczną prze­sył­kę z kom­ple­tem opłat­ków, ży­cze­nia­mi od księ­dza Proboszcza i pa­ra­fial­ną ga­zet­ką ZAGWIZDEK, w któ­rej był za­miesz­czo­ny ten pięk­ny wier­sz Leopolda Staffa zna­la­złem w skryt­ce pocz­to­wej Chaty w le­sie.

Ta for­ma do­cie­ra­nia do naj­bar­dziej od­le­gły­ch i ukry­ty­ch w la­sa­ch do­mów sta­ła się już tra­dy­cją na­sze­go Proboszcza, a tre­ści za­war­te w wy­da­wa­ny­ch bro­szu­ra­ch przy­po­mi­na­ją o po­trze­ba­ch in­ny­ch – na­wet na­szy­ch „bra­ci mniej­szy­ch”.

Właśnie sło­wo o eko­lo­gii i o po­trze­bie do­kar­mia­nia le­śny­ch zwie­rząt i pta­ków, któ­re zna­la­zło się w tej ga­zet­ce – skło­ni­ło mnie do zbu­do­wa­nia ko­lej­ne­go karm­ni­ka dla mo­ich le­śny­ch przy­ja­ciół.

*** Życzę wszyst­kim czy­tel­ni­kom blo­ga ma­gicz­ne­go prze­ży­wa­nia ta­jem­ni­cy Bożego Narodzenia, ra­do­ści, cie­pła i spo­ko­ju.

4 stycznia 2010, poniedziałek, 23:21

Na barani skok

Kiedy zi­mo­we wie­czo­ry wy­da­ją się przy­dłu­gie, zda­rza mi się wspo­mi­nać chwi­le bez­tro­skie­go dzie­ciń­stwa spę­dzo­ne w nie­wiel­kiej, ga­li­cyj­skiej wio­sce mię­dzy Limanową a Starym Sączem. Sople zwi­sa­ją­ce z da­chów, za­spy, przez któ­re trud­no by­ło się prze­do­stać do szko­ły, tę­gi mróz i jaz­da na sa­nia­ch.

Wczoraj w ka­len­da­rzu by­ły imie­ni­ny Genowefy i stąd chciał­bym wspo­mnieć swo­ją ma­mę, któ­ra sta­ra­ła się te dłu­gie wie­czo­ry okre­su po­prze­dza­ją­ce­go świę­ta Bożego Narodzenia wy­ko­rzy­stać na za­pi­ski po­go­do­we.
→ czy­taj da­lej…

Powiązane wpisy