18 lutego 2012, sobota, 19:00

Na biegówkach

Po wielkich mrozach nastąpiły wielkie opady śniegu. Przytaczana w poprzednim poście sławojka (a  tu u nas mówią – haziel) może czekać do następnej zimy – krany puściły.  Woda odmarzła i można już korzystać z dobrodziejstwa bieżącej wody.

Dziś też mogłem duchowo wesprzeć naszą zimową biegaczkę – Justynę Kowalczyk, która wyruszyła na trasę 10 kilometrów w Jakuszycach i wygrała. Ja też wygrałem i pokonałem dwa odcinki dziesięciokilometrowe w Borach Stobrawskich.

Było dziewiczo i urokliwie. Korzystałem z traktów leśników i myśliwych, spotykając jedynie przebiegające sarny i jelenie. Szkoda tylko, że nie miałem wcześniej przygotowanego aparatu, bo stado okazało się dość liczne, a poroże jeleni było okazałe.

Dziś zapusty – pogoda była śliczna – plus 6 stopni i pełne słońce. Stare przysłowie mówi:

Jakie zapusty, taka Wielkanoc.

3 lutego 2010, środa, 10:44

Na zapusty – ogon do kapusty

Przed wyjazdem do lasu, wybrałem się do osiedlowego sklepu, aby uzupełnić zapas świeżej słoninki dla moich leśnych ptaszyn. Na stoisku mięsnym moją uwagę zwrócił  świński ogon po prostu – wszak zbliżają się zapusty. W moim rodzinnym domu na Sądecczyźnie, właśnie ten swoisty fragment z dorocznego świniobicia trafiał przy samym końcu karnawału do gotującej się kapusty.

Zapustami zwano ostatni weekend przed Popielcem (po Tłustym Czwartku). Zaś świński ogon znaleziony w kapuście sygnalizował, że kończą się już własne zapasy, zrobione na początku zimy. Kończy się zatem czas szaleństwa karnawałowego, czas zabaw, czas uciech i wszystkich czeka okres postu a później biedny i trudny przednówek.

Choć Środa Popielcowa dopiero 17 lutego, to ogon już kupiłem. Niech leży w zamrażarce w oczekiwaniu na moją kapustę. Co roku kiszę ją w leśnej chacie w glinianej beczułce, a prosto z piwnicy trafia do tradycyjnego bigosu, surówki czy też jako prawdziwa kiszona kapusta z zasmażką, albo i bez.