21 grudnia 2018, piątek, 19:13

Przed Gwiazdką

Już po do­mu roz­no­szą się za­pa­chy zwią­za­ne z wi­gi­lij­ny­mi przy­go­to­wa­nia­mi. Słychać od­gło­sy roz­bi­ja­ny­ch sko­ru­pek jaj i ucie­ra­nej ma­sy. Nadchodzą świę­ta. Już nie­dłu­go po­ja­wi się w do­mu cho­in­ka, na któ­rej za­bły­śnie Gwiazda Betlejemska.

Mnie wpa­dła w rę­ce do­ść nie­ty­po­wa gwiazd­ka – nie­zwy­kle aro­ma­tycz­ny owoc  any­żu ( Pimpinella ani­sum L.). Biedrzeniec any­żu je­st ro­śli­ną, któ­ra ocho­dzi ze wschod­ni­ch ob­sza­rów ba­se­nu Morza Śródziemnego. Czyż choć tro­chę nie mo­że nam się ko­ja­rzyć z ob­rzę­do­wą gwiaz­dą i w pew­nym sen­sie z Betlejem?

PS. Na nad­cho­dzą­ce Święta Bożego Narodzenia skła­dam wszyst­kim go­ściom Chaty w le­sie ży­cze­nia zdro­wia i ra­do­ści przy wi­gi­lij­nym sto­le.

15 grudnia 2018, sobota, 13:33

Cykliczne saunowanie w Chacie w lesie

Już ja­kiś czas te­mu roz­po­czę­li­śmy sau­no­wa­nie w sto­do­le. To na ra­zie cy­klicz­ne spo­tka­nia wtor­ko­we. Sauna do­stęp­na od go­dzi­ny 20.00 – 23.00.

Zatem po­le­ca­my te­ra­pię sau­ną. Dla za­in­te­re­so­wa­ny­ch moż­li­we je­st zwięk­sze­nie czę­sto­tli­wo­ści ko­rzy­sta­nia z te­go ty­pu te­ra­pii, któ­ra do­sko­na­le wspo­ma­ga na­sz układ od­por­no­ścio­wy i de­tok­sy­ka­cję. Możliwe też są na ży­cze­nie za­bie­gi ma­sa­żu, któ­re  za­mie­rza­my w przy­szło­ści po­le­cać za­in­te­re­so­wa­nym. To ta­kie na­sze lo­kal­ne „SPA w le­sie”.

W wy­go­spo­da­ro­wa­nym z czę­ści sto­do­ły po­ko­ju re­lak­sa­cyj­nym brak jesz­cze od­po­wied­niej pod­ło­gi, choć za­sad­ni­cze ele­men­ty wy­stro­ju już go­to­we. Jest za­tem hi­sto­ria chle­ba, la­su i go­spo­dar­stwa do­mo­we­go.

            

7 grudnia 2018, piątek, 13:16

Andrzejkowo

Tak by­ło ty­dzień te­mu…

16 listopada 2018, piątek, 9:17

Bliskie spotkanie ….

To by­ło tuż po zmierz­chu, ale przy tym po­chmur­nym, li­sto­pa­do­wym dniu do­oko­ła po­se­sji pa­no­wa­ła ciem­no­ść. Jedynie wi­szą­ca lam­pa na pod­cie­nia­ch cha­ty roz­świe­tla­ła nie­wiel­ką czę­ść ogro­du.

Wracałem do cha­ty z ko­biał­ką pod­pał­ki, któ­rą kil­ka­na­ście mi­nut przy­go­to­wy­wa­łem w dre­wut­ni. On stał w ca­łej oka­za­ło­ści w peł­ni świa­tła na pod­cie­nia­ch pod drzwia­mi wej­ścio­wy­mi. Znalazłem się dwa me­try od nie­go i za­mar­łem. Po dłuż­szej chwi­li pró­bo­wa­łem wy­du­sić z sie­bie ja­kiś stłu­mio­ny okrzyk, by go zmu­sić do opusz­cze­nia te­go miej­sca, rów­no­cze­śnie ener­gicz­nie tu­piąc no­gą. Dłuższą chwi­lę przy­glą­dał mi się ba­daw­czo i od­sze­dł kil­ka me­trów da­lej, po­zo­sta­jąc na­dal w krę­gu świa­tła lam­py nie­opo­dal pod­cie­ni cha­ty. Nie wark­nął na mnie, nie za­szcze­kał, nie wy­trzesz­czył zę­bów, ale i nie ucie­kał.

Wyglądał na do­brze zbu­do­wa­ne­go i sil­ne­go. Miał unie­sio­ny brą­zo­wy łeb ze ster­czą­cy­mi usza­mi i moc­nym kar­kiem. Z lek­ko opa­da­ją­cym grzbie­tem w kie­run­ku tyl­ny­ch łap i pu­szy­stą, się­ga­ją­cą zie­mi brą­zo­wą, przy­pa­la­ną i buj­ną ki­tą.

Zatrzymał się, zwra­ca­jąc łeb w mo­im kie­run­ku z wle­pio­ny­mi we mnie błysz­czą­cy­mi śli­pia­mi. Postał chwi­lę, a ja po­now­nie pró­bo­wa­łem krzyk­nąć, ro­biąc kil­ka kro­ków w je­go kie­run­ku. Zrobił kil­ka­na­ście kro­ków, okrą­ża­jąc gru­pę drzew na­sze­go ro­sną­ce­go tuż przy do­mu ja­wo­ra. Znów się za­trzy­mał, od­wra­ca­jąc łeb w mo­im kie­run­ku z ba­daw­czym spoj­rze­niem. Ja  prze­stą­pi­łem dwa kro­ki w je­go kie­run­ku i znów pró­bo­wa­łem krzyk­nąć. On okrą­żył nie­wiel­ki pa­gó­rek z kom­po­stow­ni­kiem i ro­sną­cym przy nim su­ma­kiem i znów zna­la­zł się w krę­gu świa­tła pod Małym Domkiem – na wpro­st otwar­tej bra­my wjaz­do­wej. Jeszcze raz skrzy­żo­wa­ły się na­sze spoj­rze­nia, po czym lek­ko bu­ja­ją­cym się truch­tem znik­nął w ciem­no­ścia­ch oka­la­ją­cy­ch Chatę w le­sie.

Jeszcze na dłu­go te­go wie­czo­ru po­zo­stał mi ob­raz bli­skie­go spo­tka­nia z no­wym miesz­kań­cem na­szy­ch Borów Stobrawskich.

PS. Przed czte­re­ma la­ty w po­ście z 21 mar­ca 2014 ro­ku pi­sa­łem o gosz­czą­cy­ch w Chacie w le­sie na­ukow­ca­ch z Białowieży, któ­rzy za­po­wia­da­li osie­dle­nie sie u nas ty­ch „go­ści”.

15 listopada 2018, czwartek, 9:59

Będzie żenicha kresowa

O te­go­rocz­ny­ch zbio­ra­ch owo­ców dzi­kiej ró­ży już ja­kiś czas te­mu pisałem.Właśnie się prze­mro­zi­ły, bo cze­ka­ły od mie­sią­ca w za­mra­żar­ce na swo­ją po­rę . Będzie na­lew­ka z dzi­kiej ró­ży – że­ni­cha kre­so­wa, bo z ta­kiej tra­dy­cyj­nej re­cep­tu­ry ko­rzy­stam. Pochłodniało, więc na pie­cu cze­ka­ją dwa sło­je z za­la­ny­mi owo­ca­mi wraz z kom­po­nen­ta­mi. Po mie­sią­cu do­dam jesz­cze od­po­wied­nio roz­pusz­czo­ny miód i na­lew­ka bę­dzie go­to­wa do fil­tro­wa­nia i roz­le­wu do bu­te­lek. Po Nowym Roku bę­dzie ją moż­na już  de­gu­sto­wać, choć by­ło­by do­brze, gdy­by po­le­ża­ko­wa­ła kil­ka mie­się­cy.

Czeka też od­po­wied­nia ety­kie­ta mo­jej kul­to­wej już na­lew­ki Stobrawskiej. A za­in­te­re­so­wa­ni mo­gą zna­leźć mo­ją re­cep­tu­rę w po­przed­ni­ch po­sta­ch na blo­gu.