29 listopada 2010, poniedziałek, 17:05

Zima już przyszła

Zmieniła się bar­wa fo­tek na blo­gu. Zawiało, za­sy­pa­ło i po­bie­la­ło mo­je le­śne oto­cze­nie.

Po raz pierw­szy mia­łem pro­blem z do­tar­ciem do le­śnej cha­ty. Jeszcze wczo­raj ostat­ni go­ście te­go­rocz­ne­go se­zo­nu ko­rzy­sta­li z uro­ków je­sie­ni pod­czas im­pre­zy Andrzejkowej.

A już dziś by­łem zmu­szo­ny brnąć w za­spa­ch nie­ośnie­żo­nej dro­gi do­jaz­do­wej, aby prze­trans­por­to­wać wy­mie­nio­ne let­nie opo­ny. Udało się z wiel­kim tru­dem po­ko­nać miej­sca­mi dzie­wi­czą tra­sę z mak­sy­mal­na pręd­ko­ścią 40 km na go­dzi­nę. Leśna mi­jan­ka gro­zi­ła osu­nię­ciem się sa­mo­cho­du do ro­wu i po­zo­sta­niem w za­spie (sic!). Ratunkiem by­ły świe­żo za­ło­żo­ne zi­mo­we opo­ny.

Też nie po­wio­dła mi się pró­ba wjaz­du na po­se­sję z po­wo­du zwa­łów śnie­gu i sa­mo­chód po­zo­sta­wi­łem przy bra­mie. Natomiast za­spa przy furt­ce by­ła tak du­ża, że na­wet nie sta­ra­łem się jej usu­wać, co ob­ra­zu­je fot­ka obok.

PS. W ocze­ki­wa­niu na na­dej­ście zbio­ro­we­go zdję­cia, zi­mo­we już po­zdro­wie­nia dla Andrzejkowych go­ści.

Oto po­ja­wi­ło się na­de­sła­ne zbio­ro­we zdję­cie – dzię­ki Panie Januszu!

Powiązane wpisy

24 listopada 2010, środa, 10:52

Zimowe zapasy

Jakże ła­ska­wa dla nas póź­na je­sień po­zwo­li­ła mi na zro­bie­nie od­po­wied­ni­ch za­pa­sów drew­na opa­ło­we­go. Doskonałym miej­scem do je­go skła­do­wa­nia oka­za­ły się pod­cie­nia cha­ty. Będzie stąd bar­dzo bli­sko, aby pod osło­ną wy­sta­ją­ce­go da­chu wno­sić na­rę­cze do ku­chen­ne­go pie­ca, nie ba­cząc na desz­cz czy śnieg.

Już zu­peł­nie prze­sze­dłem na eko­lo­gicz­ne ogrze­wa­nie, za­stę­pu­jąc do­tych­cza­so­we wy­ko­rzy­sta­nie wę­gla, da­ra­mi po­bli­skie­go la­su. Wydawać by się mo­gło, że uzy­ska­nie drew­na opa­ło­we­go nie po­win­no być dla mnie pro­ble­mem – wszak go­spo­da­ru­ję pra­wie w le­sie. Jednak w tym ro­ku za­po­trze­bo­wa­nie na ten opał by­ło tak du­że, że mój le­śni­czy ka­zał mi cier­pli­wie cze­kać. Dopiero po dwu­mie­sięcz­ny­ch pod­cho­da­ch wresz­cie uda­ło mi się do­ko­nać od­po­wied­nie­go za­ku­pu drew­na.

A to już ko­lej­na pry­zma z drew­nem w oko­li­ca­ch Małego Domku. Tu też znaj­du­je się piec na drew­no – sta­ra, za­byt­ko­wa fa­jer­ka do ogrze­wa­nia Pracowni z Antresolą.

Zatem za­pra­szam pod piec w chłod­ne i dłu­gie zi­mo­we wie­czo­ry. Buzujące pło­mie­nie, bło­gie cie­peł­ko, ko­ją­ce trza­ska­nie drew­nia­ny­ch szczap i za­pa­ch pa­lą­cej się ży­wi­cy za­pew­nią praw­dzi­wy re­laks i od­prę­że­nie.

Powiązane wpisy

11 listopada 2010, czwartek, 13:59

Św. Marcin na białym koniu

Po wczo­raj­szym, jak­że cie­płym dniu dziś zro­bi­ło się bar­dzo zim­no. Jest za­le­d­wie 5 stop­ni i wspo­mnie­nia z mo­je­go dzie­ciń­stwa i mło­do­ści co­raz bar­dziej się ure­al­nia­ją. Nawet ra­dio po­da­je, że gdzieś tam na po­gó­rzu po­ja­wił się śnieg.

Wczesnym ran­kiem (11 li­sto­pa­da) by­łem za­chę­co­ny do wyj­rze­nia przez okno i sły­sza­łem cie­pły głos swo­jej ma­my: „Święty Marcin przy­je­chał na bia­łym ko­niu”. Tak, bar­dzo czę­sto by­łem świad­kiem na­dej­ścia zi­my wła­śnie te­go dnia – za­czy­nał pró­szyć pierw­szy śnieg.

Oto wi­ze­ru­nek Św. Marcina pędz­la hisz­pań­skie­go ma­la­rza grec­kie­go po­cho­dze­nia – El Greco (1541-1614). Że to wła­śnie ten ar­ty­sta na­ma­lo­wał ob­raz – bar­dzo ła­two moż­na roz­po­znać po nie­na­tu­ral­nie wy­dłu­żo­nej syl­wet­ce i twa­rzy pra­wie na­gie­go że­bra­ka i po­sta­ci św. Marcina z po­cią­głą twa­rzą. To cha­rak­te­ry­stycz­ne ce­chy ob­ra­zów El Greco.
Św. Marcin uro­dził się na te­re­nie dzi­siej­szy­ch Węgier oko­ło 316 ro­ku, wier­ny le­gio­ni­sta rzym­ski – po­cho­wa­ny we fran­cu­skim Tours 11 li­sto­pa­da 397 ro­ku ja­ko bi­skup , któ­ry tę god­no­ść pia­sto­wał po re­zy­gna­cji z żoł­nier­skiej służ­by.

I jesz­cze krót­ka hi­sto­ria zwią­za­na z pre­zen­to­wa­nym wi­ze­run­kiem św. Marcina i z je­go kul­tem. Otóż pew­nej zi­my wę­dru­jąc na ko­niu na­po­tkał pół­na­gie­go że­bra­ka, któ­re­mu po­da­ro­wał po­ło­wę swo­jej żoł­nier­skiej opoń­czy. Św. Marcin je­st pa­tro­nem Francji, ale tak­że pa­tro­nem dzie­ci, ho­te­la­rzy, ka­wa­le­rii, ko­wa­li, po­dróż­ni­ków, że­bra­ków i żoł­nie­rzy. Postać ta je­st obec­na w sta­ry­ch pol­ski­ch przy­sło­wia­ch:

– Jaki Marcin ta­ka zi­ma
– Marcin na bia­łym ko­niu je­dzie
– Jeśli na Marcina su­cho, to Gody z plu­chą.

A oto dzi­siej­szy św. Marcin. Zdjęcie przed­sta­wia sce­nę z ubie­gło­rocz­nej im­pre­zy w po­bli­skim Zagwiździu (na dziś też je­st za­pla­no­wa­na). Właśnie przez dzie­ci je­st od­gry­wa­na sce­na z ich pa­tro­nem – świę­tym Marcinem. Pochód  z po­chod­nia­mi roz­po­czy­na się przed ko­ścio­łem pa­ra­fial­nym. Uczestnicy prze­mar­szu św. Marcina czę­sto­wa­ni są tra­dy­cyj­ny­mi, świę­to­mar­ciń­ski­mi ro­ga­la­mi, a im­pre­za przy do­brej po­go­dzie koń­czy się ogni­skiem.

Powiązane wpisy

11 listopada 2010, czwartek, 11:42

Przed 11 listopada

Jutro bę­dzie­my ob­cho­dzić  Święto Niepodległości.

Flaga na cha­cie do­stoj­nie po­wie­wa, a pięk­na, sło­necz­na po­go­da spra­wia, że chcia­ło­by się jesz­cze wy­brać w po­szu­ki­wa­niu grzy­bów. Na ter­mo­me­trze 13 stop­ni. Cieszy nas ta­ka jesz­cze praw­dzi­wa zło­ta je­sień pol­ska.

Ta nie­ty­po­wa, jak na tę po­rę ro­ku po­go­da spra­wia, że my­śla­mi wra­cam do cza­sów dzie­ciń­stwa i mo­jej mło­do­ści, kie­dy to wła­śnie dzień 11 li­sto­pa­da  – dzień świę­te­go Marcina czę­sto był po­wi­ta­niem zi­my.

Dziś uda­ło mi się jesz­cze zna­leźć li­sto­pa­do­wą czer­wień na te­re­nie le­śnej po­se­sji.

Powiązane wpisy

4 listopada 2010, czwartek, 12:22

Z trasy wyjazdu na groby

Właśnie ta­ki wi­dok mia­łem w oko­li­ca­ch  Beskidu Wyspowego pod­czas wy­jaz­du na gro­by w ro­dzin­ne stro­ny. Górujący nad oko­li­cą ba­ro­ko­wy za­mek w Starym Wiśniczu mo­głem ob­ser­wo­wać z tra­sy Limanowa – Bochnia.

Aby zro­bić za­kup ja­kie­goś me­dy­ka­men­tu na mo­je za­ata­ko­wa­ne przez an­gi­nę gar­dło – za­trzy­ma­łem się w Nowym Wiśniczu. W tym uro­kli­wym, ma­ło­pol­skim mia­stecz­ku mo­ją uwa­gę zwró­ci­ła cie­ka­wa drew­nia­na kon­struk­cja.

Oto pa­wi­lon oka­la­ją­cy sta­rą stud­nię (i je­go cha­rak­te­ry­stycz­ne cie­siel­skie de­ta­le) w sa­mym cen­trum mia­sta.

Powiązane wpisy