28 października 2011, piątek, 13:44

Krzak dzikiej róży

…pąs swój krwawy na plamy szarych złomów ciska.                                                                                                                 U stóp mu bujne rosną trawy…”

Tak pisał Jan Kasprowicz o Ciemnych Smreczynach. I tu w sercu leśnej osady Borów Stobrawskich równie dorodnie się prezentują te krzewy.

Te pozostałe na krzewach owoce są świetnym uzupełnieniem ptasiej diety zimową porą.

Ja również korzystam z dobrodziejstwa tych krzewów. Przy planowaniu ogrodu Chaty w lesie właśnie dziką różę wykorzystałem do obsadzenia  posesji. A kilka dni temu  nowe odrosty krzewów, które wychodziły na łąkę poza obręb płotu przesadziłem bliżej ogrodzenia, uzupełniając sporą już plantację.

Pora zatem na kolejną nalewkę z dojrzałych już owoców. Przepis na tę nalewkę, który znalazłem, i który już z powodzeniem wykorzystywałem pochodzi ze starych, kresowych receptur.  Jej nazwa, to ŻENICHA KRESOWA.

1/2 kg owoców dzikiej róży, 5 goździków, po 1 łyżce suszonych kwiatów rumianku i liści mięty, 1 szklanka miodu, 3/4 l spirytusu, 1/4 l wody.

Owoce umyć i ponakłuwać, dodając goździki, miętę, rumianek i zalać spirytusem. Odstawić na miesiąc. Następnie zlać nalew i przefiltrować. Miód rozpuścić w przegotowanej, ciepłej wodzie. Dodać do nalewu i odstawić całość na 2 miesiące.

Nawet już etykieta czeka. Trudno będzie wytrzymać te trzy miesiące, aż odpowiednio poleżakuje nastawiona nalewka.

24 października 2011, poniedziałek, 17:01

Śladami św. Wojciecha

Dwa tygodnie temu w gronie przedstawicieli Opolskiego Bractwa Wojciechowego zwiedzałem Pragę i okolice, szukając śladów patrona Opola, Polski i Europy – św. Wojciecha.

Dotarliśmy do miejsca jego urodzenia – do miasteczka Libica koło czeskiej Pragi. Oto jedno z miejsc w centrum miasteczka, gdzie wg legendy św. Wojciech został Bogu zaślubiony.

Na wzgórzu za miastem znajdują się ślady słowiańskiego grodziska z X wieku. Tu okazały pomnik św. Wojciecha i św. Radima z rodu Sławnikowiców.

Tablice z mozaikami prezentują w kilku językach bogatą historię tego miasteczka, nieopodal Podiebrad pod Pragą.

Udało nam się porozmawiać z panią starostą Libic oraz z przedstawicielem Miejskiej Rady, który zaprezentował nam aktualny obraz kultu św. Wojciecha na ich terenie, a raczej jego brak. Zainteresowała ich natomiast chęć nawiązania przez Opolskie Bractwo Wojciechowe bliższych kontaktów z libicką społecznością.
→ czytaj dalej…

22 października 2011, sobota, 10:01

Inna Białoruś

Po tych kilku dniach pobytu na Białorusi rysuje mi się nieco inny obraz, który miałem przed sobą jeszcze w Polsce. Chyba przestanę wierzyć Michnikowi, który obraz Białorusi maluje w jak najgorszych kolorach na łamach swojej Gazety  (niestety „Wybiórczej”).

Od kilku dni próbuję zrozumieć Łukaszenkę i  „gospodarskie” spojrzenie batiuszki. W białoruskiej telewizji obserwowałem, jak Łukaszenko po wezwaniu na dywanik do Białego Salonu dyrektorów dużych firm stawiał ich do pionu, gdzie gorąco się musieli przed nim tłumaczyć.

Ludzie mają pracę – no, może nie zarabiają krocie i na pewno nie wszystkim starcza na godziwe przeżycie, ale jednak  nie degradują się zawodowo. Pracują bardzo licznie przy wszelkich usługach. Sprzątają miasto (nawet napotkany Włoch się dziwił, że jak to możliwe, żeby jesienne liście na bieżąco grabić i utylizować), porządkują i obsadzają rabaty – i to nawet jesienią, widać ich przy obsłudze metra i  sprzątaniu przystanków miejskiej komunikacji. Licznie jest obsadzona obsługa hoteli, pociągów. Widoczna jest na wielu newralgicznych punktach Mińska milicja, której nie przemianowano na policję, bo i po co.
→ czytaj dalej…

18 października 2011, wtorek, 18:13

Mińsk

Na trasie swoich wieloletnich wojaży po Europie czy świecie spotykałem miasta ciekawe, czasem zabytkowe. Miasta ze swoistą atmosferą, klimatem. Miasta, gdzie chciałoby się częściej przebywać – może nawet  w nich zamieszkać. Miasta, w których na twarzach mieszkańców czy turystów wyróżniało się zadowolenie i swoboda już w samym wyrazie twarzy.

W tę piękną, jesienną porę przyszło mi pojechać służbowo do naszych wschodnich sąsiadów – na Białoruś. Naszymi liniami PLL LOT wylądowałem w jej stolicy – w Mińsku. To około dwumilionowa aglomeracja nad Swisłoczą.

Była niedziela, a więc świąteczny dzień. Na ogromnych traktach komunikacyjnych ruch samochodów współczesnych marek, ale wyłącznie na białoruskich rejestracjach. Cztery pasy w jedną stronę i cztery w drugą. Wszystkie sklepy otwarte, a w okolicach centrów handlowych, w przejściach do metra i na niektórych placach babcie sprzedające chyba swoje warzywa, owoce, kwiaty z ogródka  i drobne artykuły domowego użytku – w tym i rękodzieło w postaci robionych na drutach skarpet (nawet zakupiłem sobie taką ciepłą parę na zimę).

Olbrzymie przestrzenie: skwery, prospekty (trakty komunikacyjne), parki. Przy nich czasem stylizowane, ale mało wyraziste gmaszyska urzędów, banków, wielkich bloków mieszkalnych i monumentalne pomniki. Jakby wszystko na wyrost – duże i szerokie. Choć przyznam, że szerokie ulice w dzisiejszych czasach bardzo przydatne.

Mińsk odebrałem jako miasto bez wyrazu – takie jakieś wyobcowane. Może jedynym plusem tego miasta jest to, że nie widać nadmiernie śpieszących się ludzi, jak to można zaobserwować w naszych europejskich stolicach, ale jakby takie spowolnienie. Może nawet pewien rodzaj grymasu, który czasem przymiotnikiem „osowiały” przypisuje się takim postaciom. Ale być może jest to moje zbyt subiektywne odczucie?

Poniżej widok z mojego okna Hotelu Orbita i kilka innych fotek jesiennego Mińska. M.in. ta z gmachem Biblioteki Narodowej i fragmentem białych bloków mieszkalnych, układających się w kształt litery „C” – СССР (ZSSR), za który to projekt architekt otrzymał order, bo były widoczne z samolotu.


→ czytaj dalej…

13 października 2011, czwartek, 19:13

Jesienna Złota Praga

Z krótkiego wypadu do Pragi śladami św. Wojciecha kilka fotek.

Powyżej wspaniały, secesyjny Dom Miejski z freskami Alfonsa Muchy.

Tłumy turystów nawet o tej porze roku podziwiają urokliwe kamieniczki, które  szczególnie jesienią błyskają złotem.

Słynny zegar astronomiczny – Praski Orloj z 1410 roku nadal przukuwa uwagę turystów pod ratuszem starego miasta. Podobnie jak ukryty za  kamieniczkami zabytkowego rynku Kościół  Tyński.

I jeszcze jedno spojrzenie na czeską stolicę – panorama miasta ze Strachowskiego Wzgórza.

Relację z  przebiegu trasy śladami patrona Opolskiego Bractwa Wojciechowego postaram się zamieścić w późniejszym terminie.